Michał Grażyński, wojewoda śląski, nigdy nie będzie postacią z mojej bajki. Ale po książce Małgorzaty Szejnert nabrał trochę bardziej ludzkiego oblicza.
Jeszcze do 9 marca można się zgłaszać do konkursu wiedzy historycznej "Klasówka powstańcza 2018". A Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach, główny współorganizator klasówki, zaprasza też do udziału w innym konkursie, w którym trzeba zabawić się w detektywa.
Sprowadzani do Zagłębia włoscy architekci projektowali budynki zarówno rządowe Królestwa Polskiego, jak i prywatne. Co dziś zostało z tych XIX-wiecznych perełek? Książka Grzegorza Onyszki "Architekci włoskiego pochodzenia z terenu Zagłębia Dąbrowskiego" to swoisty przewodnik, który zabiera nas na spacer śladami Włochów po często dobrze nam znanych miejscach.
Mówiono i mówi się o nim różnie: pałac, pałacyk, zamek albo dwór. Usytuowany jest w Załężu przy ul. Gliwickiej, trochę w głębi, ale widać go z okien przejeżdżającego tramwaju. Ma bezpośredni związek z folwarkiem, którego historia sięga czasów, kiedy wieś przeszła do rąk prywatnych właścicieli, co nastąpiło przed rokiem 1360.
Na początek egzamin z Nałkowskiej i Borowskiego. Czytałam. Krall? Znam. Pierwsze lody przełamane. Wstaje, podpiera się kulami i zaczyna krążyć. Szuflada - album ze zdjęciami, komoda - gruba, czarna księga i wypłowiała teczka. - Miałam wtedy 16 lat, co ja mogłam wiedzieć?
W obozie NKWD w Toszku niedaleko Gliwic w drugiej połowie 1945 r. zmarło około 3 tys. więźniów, więcej niż w okrytym złą sławą obozie w Świętochłowicach-Zgodzie. Dopiero teraz, prawie 73 lata po tragicznych wydarzeniach, ukazała się pierwsza polska książka na ten temat.
Nauczyciel z Katowic opisał romantyczną historię pary kochanków z obozu Auschwitz-Birkenau. 26 stycznia mija setna rocznica urodzin bohaterki tej opowieści.
W ostatnią sobotę stycznia z Katowic do Świętochłowic wyruszy marsz upamiętniający ofiary obozu Zgoda. W miejscu, którego więźniowie witani byli słowami "Śpiewać świnie pieśń Horsta Wessela", hymn nazistów, zmarło nawet 2,5 tys. Ślązaków. 10-kilometrowy marsz to jedyna okazja, by poznać tę trudną i tragiczną historię. Próżno bowiem szukać miejsca, w którym o Zgodzie można by się czegoś dowiedzieć.
Pierwszy katowicki szpital należał do ojców bonifratrów (Dobrych Braci) i zbudowano go w latach 1872-1873 w Bogucicach. Leczono tam pacjentów kas chorych i bezpłatną opieką otaczano ubogich mieszkańców. Uruchomiono też kuchnię dla bezdomnych i bezrobotnych. Nas jednak interesuje, oglądany na pocztówce, Szpital św. Elżbiety usytuowany przy ul. Warszawskiej.
Jan Stolarz, 76-letni mieszkaniec Radlina, po raz siódmy przejdzie ze znajomymi z Oświęcimia do Wodzisławia. Chcą upamiętnić więźniów obozu Auschwitz, którzy zginęli w trakcie tzw. marszu śmierci.
Ile było kopalń w Katowicach? Która z nich była najstarsza? Czy oprócz węgla pod miastem wydobywano coś jeszcze? Nawet jeśli wydaje wam się, że znacie odpowiedzi na te pytania, zróbcie sobie świąteczny prezent i sięgnijcie po album "Kopalnie i huty Katowic".
"Wolność można odzyskać, młodości nigdy" - można przeczytać na obelisku w Jaworznie. Mijają 62 lata od kiedy podjęto decyzję o likwidacji tamtejszego eksperymentalnego więzienia dla młodocianych. W jego dawnych budynkach są mieszkania, szkoły czy dom kultury.
Prowadząca z rynku do placu Wolności ulica 3 Maja zawsze należała do najważniejszych w mieście, stąd jej dawne nazwy - Pańska lub Główna. W 1871 r. mieścił się przy niej nawet magistrat. Potem przemianowano ją na Grundmannstrasse.
Latem na plażę w Jęzorze ciągnęły tłumy wycieczkowiczów spragnionych kąpieli wodnych i słonecznych. Nad Białą Przemszą urządzano też zabawy leśne, dancingi, festyny ludowe, a nawet kilkudniowe zloty harcerskie. Przypomnijmy historię tej mało znanej dzielnicy Sosnowca.
W grudniu 1957 roku zapadła decyzja o budowie Syberki w Będzinie. Z tej okazji fotograf Wojciech Borkowski wspólnie z Towarzystwem Przyjaciół Będzina wyda pod koniec listopada serię pocztówek z archiwalnymi zdjęciami osiedla. W oczekiwaniu na nie przypominamy tekst o budowie Syberki.
Ginie świat stary, rodzi się nowy. Wybiła i dla nas godzina wyzwolenia! - tak wiadomości o odzyskaniu przez Polskę niepodległości komentowano 99 lat temu na Śląsku. I martwiono się, jak po kilku wojennych latach uda się przeżyć nadchodzącą zimę
Patronem ulicy w Bytomiu przestał być Konrad Piecuch. Padł ofiarą przeforsowanej przez Prawo i Sprawiedliwość ustawy dekomunizacyjnej. Lustratorzy nie sprawdzili, że z komunistami mało co go łączyło.
Jeden z najważniejszych niemieckich fotografów XX wieku. Pionier socjologicznego portretu. Unikatowe zdjęcia Augusta Sandera oglądać można w gliwickiej Czytelni Sztuki. Wernisaż w piątek 27 października o 18.
Starsza, elegancka kobieta mówi wprost do kamery: Nie nauczyłam moje dzieci kochać. Nie potrafiłam. Po jej twarzy płyną łzy. To Anna Szafraniec z domu Szczupider z Czeladzi, jedna z więźniarek Polenlagrów, zapomnianych na Śląsku miejsc cierpienia tysięcy ludzi. O tym, co się w nich działo, przypomina ostatni film Krzysztofa Korwina Piotrowskiego "Kinderlager Pogrzebin".
Im bardziej film rozwija swoją opowieść, tym bardziej rzeczy do siebie nie pasują, wykrzywiają obraz i odbierają mu wiarygodność. "Zgodę" Macieja Sobieszczańskiego obejrzał Leszek Jodliński.
"Polakom zabrakło do zwycięstwa jeszcze choćby ćwierć takiego gracza, jakim w Strasburgu objawił się niewiarygodnie zdolny rekrut Ernest Wilimowski" - pisała w 1938 roku gazeta "La Depeche".
Po Krakowie w niedzielę jeździł tramwaj z pracownikami Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach. Przypominali przypadającą w poniedziałek 96 rocznicę plebiscytu górnośląskiego. Z tej okazji w auli krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej parlamentarzyści, samorządowcy, duchowni i artyści napiszą klasówkę - sprawdzian wiedzy o powstaniach śląskich.
Na pocztówce widzimy fragment ul. Jagiellońskiej (nazwanej tak w 1924 r.), która biegnie od pl. Karola Miarki do skrzyżowania z ul. Francuską. Kiedyś znajdowały się tam pola należące do folwarku Karbowa z kilkoma wiejskimi chałupami. Za niemieckich czasów ulica nosiła nazwy Prinz-Heinrich-Strasse i Hindenburgstrasse.
72 lata temu w Katowicach skończyła się niemiecka okupacja. Im więcej czasu mija od tego wydarzenia, tym gorętszy jest spór o to, czy po 27 stycznia 1945 roku nastąpiła nowa, sowiecka okupacja, czy też może wyzwolenie. Jeszcze trudniej to wyjaśnić w przypadku Gliwic, Bytomia czy Zabrza, które przed II wojną światową nie należały do Polski. Postanowiliśmy oddać głos świadkowi wydarzeń. Werner Neumann był mieszkańcem Gleiwitz. W swoim pamiętniku opisał, jak Armia Czerwona wkraczała do miasta.
Na pocztówce widzimy fragment ulicy Powstańców (Bernharestrasse). Jeszcze w 1905 roku stały tam zaledwie cztery kamienice. W międzywojniu mieszkał przy niej Wojciech Korfanty i postawiono katedrę. Pod numerem 31 w dawnej siedzibie Spółki Handlowej Robur w czasie II wojny światowej znajdowało się gestapo, a po wojnie Urząd Bezpieczeństwa.
"Brunatna kołysanka" to wstrząsający reportaż, który opowiada o dzieciach zabranych polskim rodzinom przez nazistów i oddanych na wychowanie do rodzin niemieckich. Ale to także wzruszająca opowieść o pamięci, potrzebie posiadania rodziny, więzach krwi, tożsamości i miłości.
W domu przy ul. Tworogowskiej 6 w Bargłówce koło Sośnicowic czas się zatrzymał. Wszystkie pomieszczenia wypełniają sprzęty z minionego wieku. Krystian Tischbierek w domu po zmarłych rodzicach urządził muzeum i nazwał je Szpargołami omy Getrud.
Ulica Wojewódzka pierwszą nazwę - Holteistrasse uzyskała w 1890 r. (od nazwiska Karla von Holteia, niemieckiego aktora i pisarza). Ale już wcześniej była tam gazownia rodziny Kremskich, zaś naprzeciwko urządzono miejski szpitalik. Stały tam także budynki powstałego w 1875 r. Towarzystwa Ochotniczej Straży Pożarnej i Ratunkowej.
Sejm pracuje nad kolejną wersją ustawy dekomunizującej. Pozwoli ona na likwidację wielu pomników, tablic i obelisków. Znikną nie tylko te związane z komunizmem, ale również z "militaryzmem pruskim".
"Lepiej pozostać w ojczyźnie przy pewnym chlebie, jak biegać za kołoczem bardzo niepewnym" - napominał swoich parafian z Bogucic ks. Ludwik Skowronek. On sam ostatnie lata musiał spędzić daleko od nich i kościoła, który zbudował. Publikujemy fragment najnowszej książki Józefa Krzyka, "Szałfynster. Od kopalni Ferdynand do Muzeum Śląskiego".
Nie ma jednego Śląska ze względu na tożsamość narodową. Zawsze istniała skala tożsamości: Niemiec, Niemiec-Ślązak, Ślązak-Niemiec, Ślązak, Ślązak-Polak, Polak-Ślązak, Polak. Takie identyfikacje są powszechne do dzisiaj i nie ma w tym nic nadzwyczajnego
- O dziadku pamiętają Austriacy, Amerykanie, a w Polsce, którą sam wybrał sobie na ojczyznę, mało kto - mówi Krystyna Weigl-Albert, mieszkająca w Zabrzu wnuczka prof. Rudolfa Weigla, wynalazcy szczepionki na tyfus i Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.
Godało sie co "Fto niy sucho łojca, matki, bydzie suchoł psi skory". Jak sie niy jest posuszny, zbiyro sie "szmary" (też "banie", "lyjty" - lanie). Ale po co zaroz bajtlow "prać" (bić), jak "idzie" (można) je postraszyć. "Wynokwiało" (wymyślało) sie szczigi, heksy, zmory, beboki, świytliki, skarbniki, utopce abo inksze upiory i "bezkurcyje" (bestie, psotniki). A jak to niy pomogało, zawdy szło kogoś "wylynknońć" (przestraszyć) Eliaszym i Pistulkom.
Oglądam wystawę "Światło historii" w Muzeum Śląskim z niepokojącą refleksją: Czy muzea powinny w swych murach chronić przedmioty bez wartości historycznych i artystycznych?
Organizatorzy letniej szkoły postawili przed nami zadanie analizy naszych "narodowych" podręczników. Droga do celu nie była łatwa, ale to było odkrycie!
Jak sie siedzi samymu w doma i niy mo sie żodnego zajyncio, cowiekowi sie casym tak "cnie" (nudzi), że "idzie" (można) "sie zmyszyć". Skond sie to zmyszynie wziyno, niy mom pojyncio. Godało sie tyż: Niy mosz nic do roboty, to chyba bydziesz myszy goniył. Może to łod tego. Pewne jest ino to, że tak sie godało.
Reportaż jest fragmentem książki Włodzimierza Nowaka "Niemiec. Wszystkie ucieczki Zygfryda Kapeli", która ukazała się w wydawnictwie Agora.
Nikt nie zostanie ukarany za wywiezienie pamiętnika Rutki Laskier z Polski do Izraela. Katowicki Sąd Okręgowy uniewinnił m.in. byłego urzędnika, a biegły miał kłopoty z oszacowaniem wartości rękopisu.
Copyright © Wyborcza sp. z o.o.