W budynku dawnej dyskoteki w Mysłowicach, w którym dziś znajduje się chrześcijański Kościół protestancki, odbywają się nabożeństwa w języku rosyjskim. Dla Ukraińców i Białorusinów to jednak nie tylko sakralne miejsce.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Klockowaty budynek z napisem Centrum Chrześcijańskie „Dom Ojca" znajduje się tuż przy parku Słupna w Mysłowicach i latem jest wtopiony w zieleń. Od kilku lat to miejsce dobrze jest znane ukraińskim i białoruskim rodzinom, które osiedliły się na Śląsku i w Zagłębiu.

Jedną z takich osób jest Julia, która do Sosnowca przyjechała w 2019 r. z Kramatorska. To miasto w obwodzie donieckim zostało w 2014 roku zajęte przez prorosyjskich separatystów, ale po kilku miesiącach odbite po zaciętych walkach.

- Mieszkaliśmy w czteropiętrowym bloku. Jednego dnia bomba spadła w budynek, tak że całkowicie zniszczone zostało mieszkanie na parterze. W naszym, położonym wyżej, wypadły wszystkie szyby w oknach. Trzeba było się wyprowadzać, szukać dachu nad głowę. Sytuacja we wschodniej Ukrainie wciąż była niepewna - wspomina Julia.

Dom Ojca w Mysłowicach: polskie i ukraińskie dzieci grają w planszówki

Po rodzinnych naradach postanowili wyjechać. Pomogli im znajomi z Polski. Do Sosnowca w 2018 roku najpierw przeprowadził się jej mąż, a wkrótce potem ona z małą córką.

Wszystko się układało, ale bardzo brakowało im ludzkich kontaktów. Dowiedziała się, że w Mysłowicach jest takie miejsce, w którym polskie i ukraińskie dzieci grają razem w planszówki. 

- Pojechaliśmy i od tamtej pory w „Domu Ojca" bywamy regularnie przynajmniej raz w tygodniu - mówi Julia. "Dom Ojca" wspólnie z żoną prowadzi Leszek Adamski, pastor Kościoła Bożego w Chrystusie.

- Wcześniej zajmowaliśmy lokal w budynku przy ul. Oświęcimskiej, ale zrobiło się tam zbyt ciasno. Szukaliśmy nowego miejsca w okolicy i okazało się, że do sprzedaży jest budynek, w którym działała dyskoteka. Obiekt był wyremontowany, trzeba było tylko dostosować go do zupełnie nowych funkcji - wspomina Danuta Adamska.

„Czy moi synowie mieliby walczyć za Łukaszenkę?"

Pomieszczenia, w których jeszcze do niedawna ludzie się bawili, zostały zmienione w kościół i świetlicę ze stołówką. Nabożeństwa są odprawiane po polsku i rosyjsku.

-  W naszej wspólnocie znalazły się rodziny białoruskie i ukraińskie. Zaczęło się od tego, że postanowiliśmy pomóc naszym znajomym, którzy postanowili wyjechać z Białorusi - mówi pani Danuta.

33-letnia Ałła wraz mężem i czwórką dzieci znalazła się w Mysłowicach w 2016 r. W Lidzie rodzina zostawiła duże mieszkanie, z którego mogli zabrać jedynie niewiele rzeczy.

- Dzięki pastorowi Adamskiemu trafiliśmy na Śląsk, ale jadąc tu, nie mieliśmy pojęcia, co to za miejsce. W Mysłowicach dzięki pomocy dobrych ludzi zatrzymaliśmy się w bardzo małym mieszkanku. Była zima, gdy otworzyliśmy okna, żeby je przewietrzyć, poczuliśmy dziwne zapachy. Wyjrzeliśmy i zobaczyliśmy, że w okolicznych domach są kominy, które dymią. W Lidzie we wszystkich domach było ogrzewanie miejskie. Gdy poszłam z dziećmi na pierwszy spacer, byłam przytłoczona. W Lidzie jest mnóstwo parków, rzeka, w naszej okolicy w Mysłowicach nie było za bardzo gdzie spacerować. Kilka dni później pojechaliśmy z pastorem do jednego z urzędów załatwiać nasze sprawy. Nie rozumiałam niczego z tego, co mówiła urzędniczka. Kiedy wróciliśmy do samochodu, rozpłakałam się i zapytałam: co ja tutaj robię? - wspomina Ałła.

Podobnie reagowały jej dzieci. Jedna z córek tęskniła za dawnym życiem tak bardzo, że potrzebna była pomoc psychologa. Brakowało jej koleżanek, dziadków. U dziewczynki stwierdzono stany depresyjne. Równie trudno radziła sobie z nową sytuacją córka Julii.

- Ledwo nawiązała znajomości, zaczęła się pandemia, zdalne lekcje. Zaczęła płakać, chciała wracać do dawnego domu - wspomina Julia.

Żadna z kobiet nie ma jednak wątpliwości, że choć za wyjazd rodziny zapłaciły słoną cenę, warto było to zrobić. I to nie tylko dlatego, że poprawiła się ich sytuacja finansowa.

- Gdybyśmy wtedy nie wyjechali, dziś pewnie stalibyśmy w długiej kolejce do polskiej granicy. A może by nas już nie było - wzdycha Julia.

- W Białorusi każdy młody mężczyzna musi obowiązkowo pełnić służbę wojskową. Nie chciałam widzieć moich synów w wojsku. Za kogo mieliby walczyć? Za Łukaszenkę? Nie, niemożliwe - zapewnia Ałła.

Dla dzieci życie na obczyźnie jest jak żałoba

Dla dzieci takich jak córki Ałły i Julii w świetlicy w „Domu Ojca" działa pomoc psychologiczna i terapeutyczna. Prowadzi ją Fundacja 2xkochaj. - Z taką rewolucją życiową dzieci sobie nie radzą. Dla nich to szok. Nie znają języka, nie mają kolegów, koleżanek. Nie rozumieją, dlaczego muszą tu być. Nasi terapeuci pozwalają im się wypłakać, bo są w stanie przypominającym żałobę, którym trzeba okazać współczucie, zrozumienie, wsparcie, że nie będą w tym sami. Dopiero po pewnym czasie spada z nich ciężar, zaczynają akceptować nową rzeczywistość - mówi Joanna Witczak z fundacji, która prowadzi też świetlicę. Korzystają z niej nie tylko dzieci z rodzin, które przybyły ze Wschodu, ale również  mieszkających w Mysłowicach. Wszystkie razem bawią się, mają wspólne zajęcia, korzystają ze wspólnej stołówki, w której raz w tygodniu wspólnie same przyrządzają obiad. - Dzieci ukraińskie i białoruskie nie tylko nawiązują znajomości, ale uczą się języka. Niezależnie od tego prowadzimy też korepetycje z polskiego, a czasem też z innych przedmiotów, jak matematyka - dodaje pani Joanna.

Ałła z Julią przyznają, że najgorszy jest pierwszy rok pobytu w nowym miejscu. - W pewnym momencie zdecydowałam, że muszę wyjść, otworzyć się na ludzi. I poszłam na studia - język biznesu na Uniwersytecie Śląskim. Teraz już jestem na studiach magisterskich - mówi Ałła, która bardzo dobrze posługuje się już polskim. Jej mąż jest trenerem piłki nożnej. Pracuje w katowickim klubie Podlesianka. Ale by utrzymać swoją dużą rodzinę, musi dorabiać jako kierowca w firmie dostawczej.

Julia początkowo pracowała w Biedronce, ale teraz ma posadę w prywatnym przedszkolu. Jej mąż w jednej z firm pracuje jako glazurnik.

W oczekiwaniu na Ukraińców i rodziny z Afganistanu

Ałła wraz z mężem ściągnęli do Mysłowic inną białoruską rodzinę. - Po tym, jak Łukaszenka sfałszował wybory, ludzie wyszli na ulice, za co później wielu z nich zostało pobitych, wtrąconych do więzień. Udało nam się z tego piekła wyciągnąć Pawła z żoną w ciąży i czwórką dzieci. Z pomocą przyszedł nasz pastor. Znaleźliśmy im mieszkanie i pomagaliśmy przejść przez to wszystko, co sami odczuliśmy na własnej skórze - wspomina Ałła, która wspólnie z Julią zapewnia, że aklimatyzacja byłaby dłuższa i dużo trudniejsza bez wsparcia „Domu Ojca". - Już niedługo będziemy musieli przyjąć kolejne rodziny, które trafią na obczyznę. My zaplanowaliśmy wyjazd, a one zostały do tego zmuszone. Nieprzygotowane na zmianę, po prostu uciekały - martwią się.

Julia miniony weekend spędziła na jednym z przejść granicznych, na którym pomagała rozdawać dary, organizować noclegi. - Udało mi się ściągnąć siostrę z malutkim dzieckiem. Na granicę przywiózł je mąż, który wrócił do kraju. W pociągu, gdzieś w połowie drogi, pośrodku Ukrainy jest rodzina mojego męża.

Ałła z niepokojem słucha wojennych doniesień. - Serce mi pęknie z bólu, gdy Łukaszenka dołączy do Putina, jeśli każe naszym chłopcom strzelać do Ukraińców. Codziennie dzwonię do rodziców, przyjaciół. Białorusini nie tylko są przerażeni tym, co się dzieje, ale boją się, że kraj stanie przy boku morderców. To utwierdza mnie w przekonaniu, że decyzja o wyjeździe była słuszna - przyznaje.

Danuta Adamska i Joanna Witek przygotowują się na pomoc dla rodzin uchodźców. Obie wiedzą, że ich wspólnota w ciągu najbliższych dni znacznie się powiększy. - Dodatkowo postawiliśmy sobie nowe wyzwanie, bo zdecydowaliśmy się jeszcze przyjąć dwie rodziny z Afganistanu, które w zeszłym roku razem z Polakami zostały ewakuowane z Kabulu. Zdecydowały się pozostać w naszym kraju i tu zacząć nowe życie. I nie ukrywam, że ze względu na różnice kulturowe aklimatyzacja będzie pewnie dużo trudniejsza niż w przypadku rodzin ze Wschodu -  zauważa pani Danuta.  

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
> Kościół w byłej dyskotece w Mysłowicach.

Ogólny trend światowy jest jednak dokładnie odwrotny...
@e.olsen
Dokładnie to samo miałem napisać!
już oceniałe(a)ś
0
0
Cóż... szkoda, że nie na odwrót.
już oceniałe(a)ś
0
0