Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Wszyscy lubimy samochody. Czy w takim razie potrzebujemy drogich centrów przesiadkowych?

Kazimierz Karolczak, przewodniczący zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii: Centra przesiadkowe sprawdziły się w wielu europejskich miastach, bo dzięki nim mieszkańcy mniej czasu tracą na dojazdy. Wzorem do naśladowania jest dla nas Wiedeń, który w rankingach światowych metropolii jest najwyżej oceniany pod względem jakości życia. Budowanie zielonych miast przyjaznych ludziom, a nie samochodom, jest celem definiującym sens naszego istnienia. Musimy powiedzieć wprost: nasze miasta są rozjeżdżane, a niemal każdy skrawek wolnej przestrzeni staje się parkingiem. Centra przesiadkowe to jeden z elementów, który może pomóc temu przeciwdziałać.

Fot. Anna Lewańska / Agencja Gazeta

Ale to jeden z elementów. Aby to wszystko zadziałało, potrzebna jest spójna i wspólna polityka mobilnościowa. Jej celem jest dążenie do zmniejszenia ruchu kołowego, zwłaszcza w centrach miast, poprzez podniesienie cen za parking, ograniczenie liczby miejsc postojowych. Odzyskaną w ten sposób przestrzeń należy oddać pieszym i rowerzystom poprzez poszerzenie np. chodników, budowę dróg rowerowych, stworzenie miejsc zielonych.

Zmiana przyzwyczajeń potrwa

Rozumiem. Część mieszkańców jest jednak sceptyczna. Mówią, że parkingi w CP są puste, za to są pełne te w centrum Katowic. Władze z Katowic uspokajają, że za jakiś czas CP się zapełni. Która opinia jest panu bliższa?

Zmiana przyzwyczajeń łatwa nie jest. Wymaga też czasu, a tego po prostu nie mamy i chętniej korzystamy z szybkich, ale czasem też niestety doraźnych rozwiązań. Każda zmiana naszych nawyków, a zwłaszcza tych, które uznajemy za wygodne, wymaga też odpowiednich warunków, które „podbiją” naszą motywację. Dlatego bliżej mi do stwierdzenia, że efekty będą dostrzegalne w perspektywie nawet kilku lat.

Obserwujemy, jak robią to inne europejskie metropolie, a współpracujemy z nimi m.in. w ramach sieci European Metropolitan Authorities.

Podczas debaty mówił pan o rozmowach z urzędem miasta w Katowicach w sprawie siatki połączeń w centrach przesiadkowych? O co chodzi?

Aby zachęcić mieszkańców do korzystania z CP, konieczne jest stałe poprawianie oferty transportowej. Mówiąc o rozwijaniu siatki połączeń, chcemy szukać takich rozwiązań, które ułatwią podróżowanie, a nie będą je utrudniać.

Również inne miasta budują centra przesiadkowe. Czy lokalizacja jest konsultowana z ZTM albo GZM?

Wiele z tych planów powstawało jeszcze na długo przed powołaniem Metropolii, gdy pojawiły się np. dotacje z budżetu unijnego. Są też odpowiedzią na problemy, które pojawiały się wcześniej. Przykładem może być chorzowskie centrum przesiadkowe. Dzięki tej inwestycji pasażerowie mogą skorzystać z autobusu lub tramwaju, w zależności, który z nich szybciej przyjedzie. Wcześniej odjazdy te były rozproszone w kilku miejscach.

Nie każdy musi jeździć autobusem

CP to inwestycje dotowane przez UE. Nikt jednak nie pomoże miasto w utrzymaniu komunikacji publicznej. Powtórzę pytanie z debaty. Nie obawia się pan, że gminy zaczną szukać oszczędności i pojawi się presja np. na likwidację linii tramwajowych albo autobusowych? 

Niestety pandemia, a także nieuzasadnione – co pokazują światowe badania – budowanie przekonania, że w autobusie jesteśmy bardziej narażeni na zakażenie, przyszła w bardzo trudnym dla nas czasie. Zaczęliśmy mocno pracować, by odbudować zaufanie mieszkańców do komunikacji miejskiej. Teraz będzie to jeszcze większe wyzwanie, bo poza zachęceniem nowych pasażerów musimy przekonać naszych dotychczasowych klientów, by do niego wrócili. Likwidacja całych linii, jeśli nie dajemy w zamian lepszego wariantu, niestety nie jest rozwiązaniem.

Jak pan chce przekonywać samorządowców, że to droga donikąd? Przecież każdy ma samochód, mieszkańcy sobie poradzą. Nie będzie to problem szczególnie tych miast, z których wiele osób dojeżdża do pracy np. do Katowic. 

Nie jestem zdania, że wszyscy muszą podróżować transportem publicznym. Są zawody, które wymagają dużej mobilności i częstego przemieszczenia się. Ale jest też wiele osób, które uczą się czy pracują w jednym miejscu. To właśnie te osoby chcemy szczególnie zachęcać do regularnego korzystania z komunikacji miejskiej. Nikt z nas nie lubi marnować swojego czasu. A wiemy doskonale, co dzieje się w centrach naszych miast w godzinach szczytów. Rozwój transportu publicznego, a zwłaszcza szynowego, to konieczność, żebyśmy więcej czasu mogli spędzić w ciekawszy sposób niż stojąc w korku. Kolej, już w obecnym rozkładzie jazdy, pozwala na znacznie szybszy dojazd. Dla przykładu: trasa Dąbrowa Górnicza – Katowice zajmuje teraz pociągiem ponad 20 minut, a samochodem często prawie pół godziny. Tyle tylko, że gdy samochód utknie w korku, to przejazd może się wydłużyć nawet do 40-50 minut. A do tego trzeba doliczyć jeszcze czas parkowania. Gdy sieć połączeń kolejowych będzie dogęszczana dzięki naszym pracom związanym z budową Kolei Metropolitalnej, te czasy przejazdu będą jeszcze bardziej korzystne. Podróż prywatnym samochodem staje się po prostu nieopłacalna pod względem czasu i kosztów.

Podwyżki nie na początku roku

Wiadomo też, że ZTM planuje podniesienie cen biletów. Czy to konieczne? Kiedy poznamy propozycje nowych taryf?

Pandemia bardzo mocno uderzyła w finanse nas wszystkich. Spada liczba pasażerów, a co za tym idzie spadają dochody ze sprzedaży biletów. Warto dodać, że dochody z ich sprzedaży w normalnych realiach pozwalają na opłacanie tylko 1/3 funkcjonowania całej sieci. To tak, jakbyśmy musieli wstrzymać ruch ponad tysiąca pojazdów, a w trasę wypuścić tylko ok. 450. Koszty utrzymania komunikacji miejskiej wynoszą ponad miliard złotych rocznie. Miast, których budżety również zostały mocno nadwyrężone przez pandemię, nie stać, by w całości sfinansować te straty. Dlatego niestety rozważamy podniesienie cen biletów. Nie działamy pochopnie, dlatego podwyżek nie będzie od nowego roku. Ciągle szukamy najmniej drastycznych wariantów. Jeśli będą podwyżki, to zostaną wprowadzone w okolicach drugiego kwartału przyszłego roku.

A co z lepszym wykorzystaniem kolei? Czy GZM rozmawia o tym z marszałkiem województwa?

Rozwój kolei to nasz priorytet. Ten rok zbliżył nas do budowy Kolei Metropolitalnej – rozpoczęliśmy prace nad studium wykonalności, wszystkie nasze projekty zakwalifikowano do drugiego etapu naboru do programu „Kolej Plus”. Warto dodać, że ideą CP jest integracja różnych środków transportu, a zwłaszcza pociągów z autobusami i rowerami. Dobrym przykładem jest tutaj powstające CP w Gliwicach, a także działające w Tychach, gdzie zrobiono nawet krok dalej – aby zachęcić mieszkańców do korzystania z pociągów, których czas przejazdu do Katowic jest bezkonkurencyjny, ograniczona została liczba autobusów. Jeśli chodzi o współpracę z Urzędem Marszałkowskim, to jest ona dobra. Wspólnie zależy nam na wprowadzeniu jak najlepszych rozwiązań. Podobnie jak w poprzednich dwóch latach – cały czas będziemy dofinansowywać uruchomienie dodatkowych połączeń. W 2021 roku zaplanowaliśmy na to 10 mln zł, w tym roku było to 6 mln zł. Razem z marszałkiem zgłosiliśmy również wspólny projekt do Kolei Plus – chodzi o odbudowanie linii kolejowej na trasie Katowice–Orzesze przez Mikołów i Łaziska Górne.

Metrolinie coraz bliżej

Więcej połączeń to jedno. Są możliwe zmiany w taryfie tzw. biletu metropolitalnego? Jego cena wydaje się wielu osobom wysoka. 

Wspólnie z Urzędem Marszałkowskim pracujemy nad tym, by ułatwić pasażerom korzystanie z pociągów i komunikacji miejskiej. Jednak od samego początku nie jest to proste zagadnienie ze względu na różne przepisy regulujące np. prawo do przejazdów ulgowych. Niemniej rozmawiamy o tym, w jaki sposób moglibyśmy dodatkowo wzmocnić nasze cenniki.

I na koniec. Czy już ostatecznie ustalono przebieg metrolinii? Wiadomo, kiedy wyjadą w trasy? 

Trasy tych połączeń kończymy uzgadniać z gminami. Wkrótce przedstawimy propozycje, które są najlepszym wariantem i wynikają z przeprowadzonych analiz eksperckich. Ale oczywiście jesteśmy otwarci na konsultacje z mieszkańcami odnośnie ich przebiegu czy rozkładów jazdy.

Ważnym jest dla nas, żeby jak najlepiej odpowiadały aktualnym potrzebom. Dlatego jeśli nie będzie teraz znaczących uwag, to droga ew. modyfikacji nie będzie zamknięta. Czasem łatwiej odnieść się nam do tego, co już faktycznie działa, a nie jest tylko wirtualnym planem. Dlatego też po ich uruchomieniu również będziemy na bieżąco monitorować opinie pasażerów i w razie potrzeby reagować, dostosowując rozkłady jazdy. Metrolinie chcemy uruchomić najszybciej, jak to możliwe. Planujemy, że stanie się to w drugim kwartale – być może nawet w kwietniu. Choć wpływ na to będzie miała również sytuacja związana z rozwojem epidemii koronawirusa. Mamy nadzieję, że nie pokrzyżuje nam tych planów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.