Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Serwis Wysokienapiecie.pl podał, że w 2019 r. polskie górnictwo zakończyło ze stratą w wysokości ponad 1 mld zł. Przypomnijmy: rok wcześniej branża przyniosła ponad 900 mln zł zysku. Wśród powodów są spadek cen węgla na rynkach światowych i wzrost kosztów wydobycia węgla w Polsce – w 2019 r. do rekordowych 346 zł za tonę, czyli więcej niż cena węgla na giełdach. 

Alarmujące są również informacje dotyczące zapasów węgla na zwałach. W styczniu 2020 r. wyniosły one 6,3 mln ton i były aż o 1,1 mln ton większe niż jeszcze w grudniu 2019 r. To największy taki przyrost od czasu kryzysu w 2009 r. W lutym 2020 roku zapasy te wzrosły do niespełna 7,1 mln ton.

Związkowcy: Enea i Tauron nie zamówiły w kwietniu ani jednej tony węgla w PGG

Przez koronawirusa sytuacja górnictwa się pogarsza. Krzysztof Stanisławski, szef związku zawodowego Kadra Górnictwo, już kilka dni temu alarmował, że polskie przedsiębiorstwa energetyczne Enea oraz Tauron nie zamówiły na kwiecień ani jednej tony węgla w Polskiej Grupie Górniczej. Podkreślił też, że firmy współpracujące z PGG przygotowują się do zwolnień pracowników.

PGG poinformowała, że podobnie jak wiele innych przedsiębiorstw odczuwa skutki spowolnienia gospodarczego związanego z koronawirusem.

– Obserwujemy spadek zużycia energii elektrycznej związany z wprowadzeniem niezbędnych ograniczeń chroniących przed rozpowszechnianiem się koronawirusa, a przez to spadek zamówień ze strony energetyki zawodowej na poziomie ok. 20 proc. – poinformowała spółka. PGG uspokaja jednocześnie, że „planuje zrealizować wypłaty w przewidzianym terminie”.

Z kolei zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej kilka dni temu podjął uchwałę o wystąpieniu siły wyższej w spółce. 

– Na dzień sporządzenia niniejszego raportu nie jest możliwy do określenia wpływ powyższej decyzji na działalność, sytuację finansową i operacyjną oraz perspektywy Spółki i Grupy JSW – poinformowała JSW.

Przez koronawirusa może dojść do zamknięcia kopalń i zwolnień

Michał Hetmański, analityk ds. energii i klimatu z fundacji Instrat, podkreśla, że najbliższe miesiące mogą być katastrofalne dla polskich spółek górniczych. Przyznaje, że państwowe grupy energetyczne nie będę miały z czego dokapitalizować działalności spółek, bo same borykają się z trudnościami finansowymi.

– Elektrownie też nie będą kierować się sentymentami i z pewnością nie kupią polskiego węgla, który wciąż jest droższy od surowca importowanego średnio o 20 dol. za tonę. Sytuacja PGG czy Tauronu Wydobycie jeszcze przed pandemią była nie do pozazdroszczenia, a będzie jeszcze gorzej. Wystarczy, że pierwsi dostawcy pracujący dla tych spółek nie dostaną wypłat, co spowoduje, że odwleczone zostaną też inne świadczenia, w tym wynagrodzenia górników. Wtedy może dojść do decyzji o zamknięciu niektórych zakładów i zwolnień – podkreśla Hetmański.

Zdaniem Jerzego Markowskiego, szefa Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa oraz byłego wiceministra gospodarki, górnictwo jest jednak w stanie poradzić sobie z kryzysem gospodarczym.

– Kopalnie można dostosować do czasowego funkcjonowania przy ograniczonym czy wstrzymanym wydobyciu. Najważniejsze, żeby nie poniszczyć teraz tych zakładów, bo nie będzie do czego wracać. Gorzej będzie z odzyskaniem miejsca na rynku. Węgiel z importu jeszcze bardziej może dać się teraz we znaki polskiemu górnictwu – podkreśla Jerzy Markowski.

Dodaje, że po zakończeniu kryzysu związanego z pandemią koronawirusa rządzący powinni zmienić pogląd na politykę energetyczną państwa.

Zamiast cięć potrzebne inwestycje w górnictwie

– Musimy inaczej spojrzeć na kwestię przyszłości węgla. Wygląda na to, że forsowany przez Unię Europejską „zielony ład” niekoniecznie sprawdzi się w Polsce. Na odejście od modelu energetycznego opartego na węglu potrzebujemy 400 mld euro. Tych pieniędzy nie ma i nie będzie. Trzeba będzie wstrzymać likwidacje kopalń i dopuścić do górnictwa inwestorów z zagranicy – przekonuje Markowski.

Bogusław Ziętek, przewodniczący związku zawodowego Sierpień ’80, podkreśla, że rząd mimo kryzysu nie powinien ograniczać teraz inwestycji i wynagrodzeń w branży górniczej.

– Taka decyzja doprowadziłaby nas do kolejnej katastrofy, tym razem ekonomicznej. Nie można ot tak zdławić popytu. Powiem przewrotnie, że musimy się teraz wręcz przygotować na szaloną politykę inwestycyjną, która po zakończeniu kryzysu pomogłaby rozruszać kolejne dziedziny gospodarki, w tym górnictwo. To branża, która ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju i ważną rolę społeczną. Zatrudnia 100 tys. ludzi, a z przyległymi spółkami i przedsiębiorstwami ta liczba wzrasta nawet do 500 tys. – wyjaśnia Bogusław Ziętek.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.