Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ze znajomymi z internetowej grupy miłośników transportu miejskiego spotkaliśmy się w środę tuż po godz. 7 przy skrzyżowaniu ulic Owsianej z Panewnicką w Katowicach. Podzieliliśmy się na pięć drużyn. Każda miała dotrzeć do katowickiej redakcji „Wyborczej” przy ulicy Słowackiego 13. Dwie drużyny jechały samochodami, jedna osoba wybrała rower, a pozostałe dwa zespoły wybrały komunikację publiczną. Wystartowaliśmy punktualnie o godz. 7.15.

Szybko i wygodnie pociągiem

Michał Długajczyk i Mateusz Orliński zdecydowali się na podróż autobusem linii nr 913 do centrum przesiadkowego w Ligocie, a potem pociągiem na dworzec w Katowicach. Autobus przyjechał punktualnie o 7.20. Na dworzec dojechali bez większego problemu. Niewielki korek był tylko na ulicy Kijowskiej przed skrzyżowaniem z ulicą Panewnicką. Później podróż przebiegła już bez utrudnień. Autobus do centrum przesiadkowego dojechał o godz. 7.40. Pociąg Kolei Śląskich do centrum Katowic odjechał o godz. 7.45. Po sześciu minutach Michał i Mateusz byli już na dworcu w Katowicach. Stąd przyszli do naszej redakcji. Cała podróż, wliczając oczekiwanie na autobus i pociąg oraz dojście z dworca do redakcji, zajęła im 42 minuty. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę tylko czas podróży, to wychodzi 26 minut.

Ze znajomymi z internetowej grupy miłośników transportu miejskiego spotkaliśmy się w środę tuż po godz. 7 przy skrzyżowaniu ulic Owsianej z Panewnicką w Katowicach. Podzieliliśmy się na pięć drużyn. Każda miała dotrzeć do katowickiej redakcji 'Wyborczej' przy ulicy Słowackiego 13. Dwie drużyny jechały samochodami, jedna osoba wybrała rower, a pozostałe dwa zespoły wybrały komunikację publiczną. Wystartowaliśmy punktualnie o godz. 7.15Ze znajomymi z internetowej grupy miłośników transportu miejskiego spotkaliśmy się w środę tuż po godz. 7 przy skrzyżowaniu ulic Owsianej z Panewnicką w Katowicach. Podzieliliśmy się na pięć drużyn. Każda miała dotrzeć do katowickiej redakcji 'Wyborczej' przy ulicy Słowackiego 13. Dwie drużyny jechały samochodami, jedna osoba wybrała rower, a pozostałe dwa zespoły wybrały komunikację publiczną. Wystartowaliśmy punktualnie o godz. 7.15 KAMILA KOTUSZ

– Na linii 913 powinny jeździć lepsze autobusy niż mazy. O wiele większy komfort ma np. solaris. W dodatku w mazie nie ma klimatyzacji dla pasażerów – mówi Mateusz. – Generalnie autobus bez klimatyzacji nie powinien dziś opuszczać zajezdni – dodaje Michał.

Koszt podróży to 7 zł (zwykły bilet na autobus za 3 zł i 4 zł na pociąg KŚ). Jeśli ktoś kupi bilet katowicki za 119 zł (na pociągi i autobusy oraz tramwaje na terenie Katowic), to koszt codziennej podróży w jedną stronę będzie radykalnie niższy. – Ale byłoby idealnie, gdyby nie był to bilet ryczałtowy, tylko taki, w którym obowiązują również ustawowe ulgi. Wtedy byłby o wiele popularniejszy – podkreślają Mateusz i Michał.

Linia nr 48 to pomyłka

Druga drużyna zdecydowała się przejść kawałek od skrzyżowania Panewnickiej z Owsianą i pojechać do centrum autobusem linii nr 48. To był zły pomysł, mimo że intuicja podpowiada wybór bezpośredniego połączenia. Cała podróż zajęła im aż 1 godz. i 13 minut. A sama jazda autobusem aż 43 minuty.

– Cały czas jechaliśmy w korku. Trochę lepiej było dopiero od Brynowa, gdy dotarliśmy do ulicy Mikołowskiej. W samym autobusie było w miarę wygodnie. Nie było zbyt tłoczno – opowiada Błażej Kustra.

Wcześniej chciał przetestować inną trasę. Planował z Panewnik pojechać linią nr 937 do skrzyżowania Owsianej z ulicą Kościuszki, skąd jedzie do centrum autobus nr 45. To się jednak nie udało, ponieważ bus linii 937 nie przyjechał na czas. Koszt podróży dla osoby, która kupuje zwykły bilet, to 3 zł.

Mateusz Banaś wybrał rower. Na pokonanie 12 kilometrów potrzebował 44 minut. – Ale Google Maps nie wskazało mi najlepszej trasy przez Chorzów-Batory i osiedle Witosa. Trochę czasu straciłem też na światłach – mówi. Podróż była darmowa. Wcześniej sprawdziliśmy też inną trasę rowerem. Można jechać np. Panewnicką, potem Kłodnicką i wzdłuż ulicy Kościuszki, a następnie Szeligiewicza, Wita Stwosza, Kochanowskiego i św. Jana do rynku, skąd na Słowackiego jest już bardzo blisko. Tędy jest ok. 10,7 km i ten dystans da się pokonać w 40 minut. Problemem jest jednak jazda pod górkę wzdłuż ulicy Kościuszki. Za to od kościoła św. Michała jedziemy już z górki.

A co z samochodem?

Szybko drogę między rondem na skrzyżowaniu ulic Owsianej i Panewnickiej a redakcją „Wyborczej” pokonał jeden z samochodów. Zajęło mu to 27 minut i 39 sekund. Trasa wiodła ulicami: Panewnicką, Gościnną, Kochłowicką (wzdłuż autostrady A4), Mikołowską, Matejki, Sokolską, Chopina i Słowackiego. Łączny dystans to 11,65 km. Średnia prędkość jazdy wyniosła 25,29 km na godz., maksymalna prędkość zaś 89,19 km na godz.

Ze znajomymi z internetowej grupy miłośników transportu miejskiego spotkaliśmy się w środę tuż po godz. 7 przy skrzyżowaniu ulic Owsianej z Panewnicką w Katowicach. Podzieliliśmy się na pięć drużyn. Każda miała dotrzeć do katowickiej redakcji 'Wyborczej' przy ulicy Słowackiego 13. Dwie drużyny jechały samochodami, jedna osoba wybrała rower, a pozostałe dwa zespoły wybrały komunikację publiczną. Wystartowaliśmy punktualnie o godz. 7.15Ze znajomymi z internetowej grupy miłośników transportu miejskiego spotkaliśmy się w środę tuż po godz. 7 przy skrzyżowaniu ulic Owsianej z Panewnicką w Katowicach. Podzieliliśmy się na pięć drużyn. Każda miała dotrzeć do katowickiej redakcji 'Wyborczej' przy ulicy Słowackiego 13. Dwie drużyny jechały samochodami, jedna osoba wybrała rower, a pozostałe dwa zespoły wybrały komunikację publiczną. Wystartowaliśmy punktualnie o godz. 7.15 KAMILA KOTUSZ

Największe trudności sprawiło przejechanie ronda przy ulicy Owsianej i Panewnickiej, ulicy Gościnnej w rejonie przejazdu kolejowego, a także wjazdu na ulicę Kochłowicką oraz zjazdu z ulicy Kochłowickiej na ulicę Mikołowską. W tych miejscach wytworzył się dość duży zator, wynikający z natężenia ruchu o tej porze dnia. Większych trudności nie przysporzyło za to pokonanie ulicy Mikołowskiej. Ruch odbywał się tam dość płynnie. Lekki zator powstał jedynie w rejonie zjazdu do Galerii Katowickiej.

Próbę zaparkowania kierowca podjął przy ulicy Chopina, jednak nie było tam wolnych miejsc. Udało się to zrobić kilkadziesiąt metrów dalej, już na ulicy Słowackiego (stanowisko w strefie płatnego parkowania). Stamtąd do mety pozostało ledwie kilkanaście metrów. Progi redakcji kierowca przekroczył o godz. 7.42.

Średnie spalanie na trasie wyniosło 7 litrów na 100 km. Koszt pokonania drogi to zatem 4,16 zł (zakładając, że wybierzemy benzynę bezołowiową 95, która kosztuje obecnie ok. 5,1 zł za litr). Do tego należy jeszcze wliczyć opłatę za miejsce parkingowe, której naliczanie rozpoczyna się od godz. 9. Samochód przy ulicy Słowackiego pozostawiliśmy na dwie godziny, więc za postój zapłacimy 4,4 zł. Całkowity koszt to 8,56 zł.

Drugi kierowca jechał do centrum ulicami Panewnicką, Kijowską, Hadyny, Ligocką, a potem Mikołowską i przez plac Wolności i ulice Sokolską i Skargi pod redakcję. – Cała podróż, razem z parkowaniem, zajęła mi 32 minuty. Chyba miałem szczęście, ponieważ od razu znalazłem wolne miejsce – mówił Maciej Zagórny po przejechaniu 10,5 km. Koszt podróży razem z opłatą za pierwszą godzinę parkowania to 7 zł.

Które połączenie najlepsze?

Uczestnicy wyścigu byli zgodni, że jeśli chodzi tylko o czas samej podróży, to połączenie autobusowo-pociągowe jest optymalne. Jeśli weźmiemy pod uwagę brak kosztów związanych z parkowaniem w centrum Katowic i codzienne problemy ze znalezieniem wolnego miejsca, to też jest to najwygodniejszy sposób dotarcia do centrum.

Warto jednak przemyśleć jakość taboru i częstotliwość kursów w godzinach szczytu linii autobusowej nr 913 i zadbać o idealną synchronizację z godzinami odjazdów pociągów.

I najważniejsze, daliśmy szansę samochodom. Gdyby bowiem jeden z naszych kierowców pojechał z Owsianej prosto do centrum przesiadkowego, zaparkował tu za darmo i przesiadł się na pociąg, to podróż zajęłaby mu maksymalnie 16-17 minut. W ten sposób zdeklasowałby wszystkich rywali. Polecamy to rozwiązanie.

Okrągły stół w Katowicach

Zapraszamy na debatę o parkowaniu w Katowicach. W piątek 26 kwietnia  o godz. 13 w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach z naszymi gośćmi będziemy rozmawiać m.in. o strefie płatnego parkowania, wysokości opłat za postój i o tym, czy katowiczanie powinni płacić tyle samo co przyjezdni. Nie będziemy unikać też rozmowy o taryfach komunikacji publicznej. Zastanowimy się, czy zapewnienie możliwości wjazdu do centrum miasta samochodem i zaparkowanie jest obowiązkiem miasta, czy może to raczej usługa, za którą należy się opłata. Udział w debacie wezmą: Bogumił Sobula, wiceprezydent Katowic, Bogusław Lowak, naczelnik wydziału transportu, dr Anna Urbanek, z Uniwersytetu Ekonomicznego, Bolesław Knapik, prezes Tramwajów Śląskich, oraz Bartosz Piłat z Zarządu Transportu Publicznego w Krakowie.

Uwaga! Przed debatą o godz. 10.30 również w MCK odbędą się warsztaty na temat parkowania w Katowicach. W warsztatach może uczestniczyć maksymalnie 30 osób. Uczestnicy wypracują rekomendacje dla władz Katowic w sprawie wysokości opłat, kształtu strefy płatnego parkowania, czy przyszłości strefy tempo 30. Zastanowimy się też, jak np. chronić przed zalewem samochodów osiedla na obrzeżach strefy płatnego postoju. Aby wziąć udział w warsztatach, wystarczy napisać e-mail (przemyslaw.jedlecki@agora.pl).

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.