Marek Malinowski z Chorzowa w marcu zeszłego roku przejeżdżał przez Zabrze. Na ulicy Mikulczyckiej natknął się na patrol, który badał alkomatem wszystkich jadących tamtędy kierowców. Kiedy przyszła kolej na Malinowskiego, ten oznajmił policjantom, że nie podda się badaniu.

– Byłem trzeźwy, nie było żadnych symptomów wskazujących, że prowadzę po alkoholu. To była po prostu jedna z wielu masowych akcji, gdzie policja chce zrobić wynik. Dlatego uznałem, że nie dmuchnę w alkomat – wspomina Malinowski.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej