Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Magdalena Górna ma 37 lat, pochodzi z Ligoty na Śląsku, od dziewięciu lat mieszka w Krakowie. Uczy obcokrajowców języka polskiego, spędziła trochę czasu, pracując z Polakami na Wschodzie. Mama Magdy w wieku 54 lat zmarła na raka jajowodu, dlatego kobieta i jej dwie siostry zawsze bardzo dbały o badania profilaktyczne, wykonywały regularnie cytologię i USG piersi.

Magda odkryła guzek, biorąc prysznic

Kilka lat temu Magda rozkręcała własną firmę, trochę zaniedbała wykonywanie badań. W kwietniu 2015 r., biorąc prysznic, wyczuła guzek w lewej piersi. Nie była bardzo zaniepokojona, bo już kiedyś wydawało jej się, że ma guza w piersi, a to był tylko powiększony przewód mlekowy. Umówiła się jednak na USG. Kształt zmiany nie spodobał się pani doktor wykonującej badanie, więc wysłała Magdę na biopsję gruboigłową. – Po tygodniu zadzwonili do mnie z poradni, prosząc, żebym przyszła na wizytę u chirurga onkologa – opowiada Magda.

Usłyszała, że to inwazyjny rak piersi G3, który nie jest hormonozależny, nie można stosować hormonoterapii, tylko chemioterapię. Pani doktor zaproponowała jej podskórną mastektomię z jednoczesną rekonstrukcją piersi za pomocą silikonowego implantu. Termin operacji wyznaczono już na 21 maja. Zabieg odbył się na oddziale klinicznym chirurgii ogólnej, onkologicznej i gastroenterologicznej Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Dzień przed operacją Tomek, jej chłopak, dał jej pierścionek i oświadczył się. Obudziła się po operacji z czterocentymetrową blizną z boku piersi. Już cztery dni później wyszła ze szpitala.

Po operacji czekała ją silna, „czerwona" chemia, cztery dawki co trzy tygodnie, potem jeszcze 12 razy co tydzień tak zwana biała chemia. – Guz był mały, nie przekraczał 2 cm i nie było przerzutów na węzły chłonne – opowiada Magda. Wróciła po leczeniu do normalnego życia, pracuje, wychowuje trzyletnią, śliczną córeczkę Nelę. Wygrała z rakiem. – Badajcie się! – zachęca inne dziewczyny.

Czuły dotyk

Joannę uratowała kotka Misia

Joanna jest po czterdziestce, mieszka w Bielsku-Białej, skończyła dwa kierunki studiów, anglistykę i zarządzanie, ma świetną, dobrze płatną pracę w dużej korporacji. Dużo podróżuje, regularnie chodzi na siłownię, zapisała się na kursy. – Nigdy na nic poważnego nie chorowałam, więc nie przejmowałam się zbytnio swoim zdrowiem. Poza badaniami okresowymi w pracy, które są obowiązkowe, nie chodziłam do lekarza – opowiada bielszczanka.

Joanna jest miłośniczką kotów, ma dwie piękne niebieskie kotki brytyjskie. To młode kotki, lubią się bawić, spędzają wiele czasu na szalonych gonitwach po domu. Pewnego wieczoru, gdy Joanna leżała na sofie z książką, Misia podczas gonitwy skoczyła jej na klatkę piersiową. – Zabolało, chwyciłam się za lewą pierś i poczułam, że coś w niej jest – jakiś guzek – opowiada Joanna.

Wspomina, że zdawała sobie sprawę, jak bardzo zaniedbała swoje zdrowie. Przypuszczała, że to może być nowotwór, bała się, że może mieć już przerzuty. – Na początku stwierdziłam, że się w ogóle nie będę leczyć, bo to już nie ma żadnego sensu. Myślę, że byłam w jakimś szoku – przyznaje kobieta. – Nie żyłabym już na pewno, gdyby nie koleżanka z siłowni, jedyna osoba, której opowiedziałam, co się dzieje. Zaciągnęła mnie do lekarza niemalże siłą – dodaje.

Okazało się, że choć najlepszym wyjściem będzie amputacja piersi, to nowotwór jest w takim stadium, że można z nim wygrać. Joanna zakończyła leczenie trzy lata temu. Czuje się świetnie. – Uświadomiłam sobie, że byłam egoistką, nie dbając o swoje zdrowie. Moja starsza siostra zginęła w wypadku, rodzice ledwo się z tego podźwignęli. Nie wiem, jakby sobie poradzili, tracąc także mnie – opowiada Joanna.

Marta zobaczyła guzek w lustrze

55-letnia Marta z Katowic, przedstawicielka handlowa, odkryła guzek, depilując pachy. – Stałam przed lustrem z prawą ręką uniesioną do góry. Zobaczyłam, że moja pierś ma jakiś dziwny kształt. Zaczęłam ją uciskać i odkryłam, że coś w niej jest – wspomina Marta. To było pięć lat temu. Marta bardzo późno urodziła dzieci, po czterdziestce. – Syn i córka byli wtedy jeszcze mali. Miałam świadomość, że jeżeli umrę, będzie im bardzo trudno. Wiedziałam, że muszę walczyć – opowiada kobieta.

Mówi, że ma świetną lekarkę rodzinną, która bardzo przejmuje się losem swoich pacjentów. Zadzwoniła do niej od razu po poradę, lekarka pokierowała ją do najlepszych specjalistów. – Guz nie był duży, nie było przerzutów. Lekarz onkolog powiedział mi, że mam wielką szansę na całkowite wyleczenie – mówi Marta.

Przeszła mastektomię z rekonstrukcją piersi, konieczna była też chemioterapia. – Znosiłam ją fatalnie, męczyły mnie potworne mdłości. W ciągu dnia próbowałam udawać, że wszystko jest w porządku, żeby nie martwić dzieci. Rozklejałam się nocami – opowiada kobieta.

Mówi, że mąż nie stanął na wysokości zadania. Gdy po chemioterapii zaczęły jej wypadać włosy, spakował swoje rzeczy. – Zakochałem się w koleżance z pracy. Chciałem poczekać, aż zakończysz leczenie, ale nie daję rady – przyznał szczerze. – Wszystko to jest nieważne, bo wygrałam z rakiem – mówi kobieta.

Trudności z profilaktyką raka piersi podczas pandemii

Walka z rakiem to wyścig z czasem, odpowiednio wcześnie zdiagnozowany nowotwór można pokonać, czego dowodem są przykłady Magdy, Joanny i wielu tysięcy kobiet. Kobiety mogą liczyć na wsparcie – przybywa klubów amazonek, w szpitalach pracują psychoonkolodzy, są sklepy, np. Amoena, w których można kupić specjalną bieliznę czy stroje kąpielowe dla kobiet powracających do aktywnego trybu życia po zdiagnozowaniu raka piersi lub zmagających się z innymi problemami zdrowotnymi związanymi z piersiami.

W ostatnich miesiącach w związku z pandemią Polki rezygnowały z wykonywania badań kontrolnych, bo bały się zarażenia koronawirusem. Dostęp do profilaktyki był zresztą utrudniony, w wielu miejscach dominowały teleporady, podczas których nie ma możliwości wykonania badania piersi. Wiele kobiet zwraca się po pomoc dopiero wtedy, gdy odczuwa już jakieś dolegliwości. Wtedy na wyleczenie może być już za późno.

„Czuły dotyk" w Gliwicach

18 września w Galerii Handlowej „Forum" w Gliwicach odbędzie się akcja „Czuły dotyk" promująca profilaktykę raka piersi. – Profilaktyka ratuje życie, co jest widoczne zwłaszcza w przypadku nowotworów kobiecych. Dlatego takie akcje mają ogromny sens – zaprasza Beata Jeżyk z Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Urzędu Miasta w Gliwicach. Partnerem merytorycznym wydarzenia jest Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy w Gliwicach.

Akcja odbędzie się w godzinach od 12 do 16. W programie jest nauka samobadania piersi (w godz. 12-16), co zostanie potwierdzone „certyfikatem" i udziałem we współtworzeniu flagi „czułego dotyku". Będzie też można sprawdzić swoje BMI, porozmawiać z dietetyczką (w godz. 12-16), skonsultować się z onkologiem (w godz. 12-12.30 oraz 13-14) oraz z psychologiem (w godz. 14-15 oraz 15.30-16), poćwiczyć jogę i zrelaksować się z Kamilą Sierocką (w godz. 13.30-14, 14.30-15). Zaplanowano także trzy bardzo ciekawe rozmowy ze sceny: z onkologiem, psychologiem i dietetyczką.

Czuły dotykCzuły dotyk Fot. Materiały wydawcy

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.