Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W 1895 r. Georg Hoffmann opublikował „Historię miasta Katowice". Dawna wieś ledwie 30 lat wcześniej stała się miastem, a jego opowieść o Katowicach z dzisiejszej perspektywy to nie tyle detaliczna historia, ile raczej sprawozdanie ze starań i efektów budowy przemysłowego miasta.

Plan Katowic jak dzieło sztuki

W 1895 r. Katowice ograniczały się do dzisiejszego śródmieścia, czyli obszaru położonego pomiędzy torami kolejowymi a rzeką Rawą oraz obecnym pl. Wolności i dzisiejszą ul. Francuską. To tutaj koncentrowało się życie miasta, choć administracyjne granice Katowic były znacznie szersze. To przecież też tzw. Przedmieście Załęskie czy tereny położone w okolicy ul. Granicznej oraz te po południowej stronie torów, które szybko zabudowywano czynszowymi kamienicami.

Ich plan stworzył w 1856 r. Heinrich Moritz August Nottebohm (1813–1887), inspektor budowlany, który pracował dla rodziny Wincklerów. Z detaliczną starannością wyznaczył rynek oraz odchodzące od niego główne ulice, a także wspomniany pl. Wolności (wtedy Wilhelmsplatz). Wokół osi wschód–zachód (obecna Warszawska – rynek – 3 Maja – pl. Wolności) budowano kolejne ulice, domy i gmachy.

Dawny Wilhelmsplatz w Katowicach.Dawny Wilhelmsplatz w Katowicach. Fotopolska.eu

Na mapie Katowic z 1895 r. widzimy zatem zielony, heksagonalny pl. Wolności, kilkusetmetrową ul. 3 Maja (wtedy Grundmannstrasse) i spory staw hutniczy wraz z zabudowaniami Huty Marta.

W swojej historii Katowic Hoffmann ulicom i placom poświęca osobny, choć niewielki rozdział. Miejskość wyrażała się u niego m.in. w planowaniu miasta (do 1871 r. powstały trzy podstawowe plany rozbudowy) i ujmowaniu go w ramy ulic i placów. Już wtedy Hoffmann zachwycał się ul. Dworcową. „Tylko po północnej stronie jest zabudowana budynkami mieszkalnymi, podczas kiedy po przeciwnej stronie znajduje się Dom Przyjęć, przed którym rozpościerają się ozdobne ogrodowe skwery" – pisał. Dodawał, że piękna ulica musi robić na przyjezdnych duże wrażenie.

Szerokie ulice Katowic zachwycały

Hoffmann zwrócił uwagę na coś jeszcze: główne ulice Katowic miały aż 19 m szerokości. Kto miał w pamięci stare średniowieczne miasta, gdzie w śródmieściach uliczki były wąskie i ciemne, albo z nich przybywał, musiał się w Katowicach czuć zupełnie inaczej. Szerokie ulice były wypełnione światłem i dobrze przewietrzane.

Katowice , ulica Dworcowa i budynek Starego DworcaKatowice , ulica Dworcowa i budynek Starego Dworca ze zbiorów Marka Wójcika

Po mieście katowiczanie poruszali się przede wszystkim na piechotę. „Chodniki po obu stronach wybrukowanej kostką jezdni wyłożone są szerokimi płytami granitowymi. Nie da się ukryć, że jak na tak małe miasto wyasygnowano zadziwiająco duże środki finansowe w celu rzetelnego brukowania ulic" – zachwycał się pierwszy historyk Katowic.

Dodawał, że miasto z wybrukowanym na raty na początku lat 70. rynkiem są pierwszym w regionie opolskim, jeżeli chodzi o brukowanie ulic, i konkurencję pozostawiają daleko w tyle.

Hoffmann zwraca uwagę na jeszcze inną bardzo ważną rzecz. „Stare miasto znacznie zyskało na ilości wolnego miejsca po przeprowadzeniu jego poszerzenia" – zanotował.

Pierwsze przestrzenie publiczne miasta

Dziś użylibyśmy innego sformułowania. Dzięki szerokim jak na owe czasy ulicom, dużemu rynkowi i obsadzonemu licznymi drzewami pl. Wolności Katowice miały całkiem spore przestrzenie publiczne. Hoffmann nie mógł użyć tego określenia, bo nie pochodzi ono z jego czasów. Ale jako mieszczuch zakochany w Katowicach czuł instynktownie znaczenie „wolnego miejsca", rozumianego jako wyraźnie ograniczone (pierzeje budynków, rzeka etc.) i ze specyficznymi funkcjami.

Rynek służył przecież targom, ale był też centralnym placem Katowic, na który można się było wybrać na spacer, na którym można się było pokazać czy zasiąść w kawiarni hotelu Welta na rogu rynku z obecną Warszawską. Tam też w eleganckich sklepach robiło się zakupy, a już na początku XX w. przez rynek trzeba było przejść w drodze do Teatru Miejskiego, który stanął w miejscu zburzonego magistratu. Mieliśmy więc salon miasta, przestrzeń spotkań, także tych najważniejszych, a więc przypadkowych i pobieżnych, ale jakże znaczących dla poczucia miejskiej wspólnoty.

Władze zaczynają się dokładać

Na tym jednak nie koniec. W zakolu rzeki Rawy, na jej północnym brzegu (w miejscu, gdzie dziś stoi pomnik harcerzy), powstał niewielki, ale zadbany ogród miejski. Istniał też ogólnodostępny ogród przed czeskim browarem (przy dzisiejszej ul. Warszawskiej 30), a także zielony skwer pomiędzy łaźnią a synagogą (przy obecnej ul. Mickiewicza), który powstał tuż po wydaniu książki Hoffmanna.

Katowice , ulica Dworcowa i budynek Starego DworcaFot. Materiały UM Katowice

Nie można zapominać o jeszcze jednej przestrzeni publicznej – między szkołą (przy dzisiejszej Szkolnej), probostwem i kościołem ewangelickim (przy Warszawskiej). Katowiczanie i ich dzieci mieli tu do dyspozycji plac gimnastyczny oraz „śliczne place z trawnikami i roślinnością". Hoffmann milczeniem jednak zbywa opis zielonych terenów przy katolickiej świątyni, czyli przy kościele Mariackim.

Po południowej stronie torów ważną przestrzenią publiczną był Bluecherplatz, czyli współczesny pl. Miarki. Wytyczono go na przełomie wieków, a o zieleń i czystość w tym miejscu długo dbał założony przez katowiczan Związek Upiększania Miasta. Władze Katowic do jego utrzymania zaczęły się dokładać od 1910 r. Znacznie mniejszy i skromniejszy był Nikolaiplatz (dziś pl. Rostka).

A gdyby dzisiaj zabrać Hoffmanna na spacer?

Obraz Katowic sprzed ponad setki lat nałożony na współczesną mapę miasta z łatwością pozwoli odkryć, że wiele miejsc, które opisywał Hoffmann, przetrwało do dziś, choć nieraz w innej formie. Jedno jest pewne: urbanistyczny zamysł śródmieścia przetrwał próbę czasu, mimo lepszych i gorszych pomysłów, np. na przebudowę rynku czy zachodniej pierzei al. Korfantego.

Co Georg Hoffmann napisałby o współczesnych Katowicach? Na pewno trzeba by go najpierw oprowadzić po śródmieściu. Gdybym go zabrał na spacer, zaczęlibyśmy od ul. Warszawskiej. Pewnie by się zdziwił, że ze słynnych ogrodów przy willach bogatych katowiczan nie zostało prawie nic. Potem doszlibyśmy do rynku, który dziś jest znacznie większy niż w jego czasach. W końcu po II wojnie światowej wyburzono parę pierzei. Ciekawe, czy zaimponowałaby mu szeroka al. Korfantego.

Na pewno w wielu miejscach czułby się dobrze. Ulica 3 Maja i pl. Wolności właściwie się nie zmieniły. Jako człowiek z czasów przedsamochodowych pewnie nie zwróciłby uwagi na to, że dzisiaj po ul. Stawowej, Dyrekcyjnej, Mielęckiego, a także po ul. Wawelskiej, św. Jana, Staromiejskiej, Dworcowej, Mariackiej czy po pl. Szewczyka chodzimy pieszo lub jeździmy na rowerach, a nie samochodem.

Katowice to na pewno nie Amsterdam?

Jeżeli do tych powierzchni dodamy jeszcze dawny park przy katowickim zamku (dziś park Powstańców Śląskich), okaże się, że na terenie niewielkiego obszarowo centrum Katowic przestrzeni dla pieszych jest sporo. Inna sprawa to jakość niektórych rozwiązań architektonicznych, ale o tym za chwilę. I co ważne, tych przestrzeni stale przybywa.

Jasne, że zwolennicy przestrzeni dla pieszych i rowerzystów zachwycają się np. Amsterdamem i narzekają, że nasze miasta, w tym Katowice, nigdy takie nie będą. Jasne, że zwolennicy jazdy po centrach miast samochodami będą domagać się budowy parkingów i szerokich asfaltowych jezdni. Oni też będą mówić, że Katowice to nie Amsterdam i że życie tu wygląda inaczej.

Obie grupy zapominają jednak o tym, że kilkadziesiąt lat temu Amsterdam był koszmarnie zakorkowanym miastem. Nie dało się po nim bezpiecznie chodzić, jazda samochodem była męką, a jazda rowerem – misją samobójczą. Dopiero gdy wypadki stały się smutną codziennością, miasto zaczęło się zmieniać. Trwało to całe dekady. Przykład Amsterdamu dowodzi, że zmiana potrzebuje katalizatora albo czasu. Często obydwa te czynniki są niezbędne.

Pamiętam, jak kilkanaście lat temu wyglądała Mariacka. Wąska, jednokierunkowa ulica była wiecznie zawalona samochodami i autobusami. Dziś to deptak pełen lokali, a samochody są tu niechcianymi i nielegalnie pojawiającymi się intruzami.

Podobnie jest z ul. Dworcową, która ma być oddana do użytku w połowie lipca. Kiedyś wylana asfaltem, dziś wyłożona granitem ma szansę stać się miejskim salonem.

Dlaczego miasta potrzebują przestrzeni dla pieszych?

Pytanie tylko, po co pozbywać się samochodów z ulic w centrum miasta. Najprościej odpowiedzieć, że to konieczne, ponieważ jest tu za mało miejsca. Gdyby każdy, kto chce dotrzeć do pracy, szkoły, na zakupy czy do urzędu, wybierał samochód, miasto stałoby w ciągłym korku. Sytuacji nie poprawiłaby też budowa nowych dróg czy poszerzanie istniejących. Po jakimś czasie efekt byłby taki sam. Nowa infrastruktura dla kierowców szybko wyczerpuje swoje możliwości, ponieważ zachęca jeszcze większą liczbę osób do korzystania z niej.

Ale brak miejsca to tylko częściowa odpowiedź. Można i wypada dodać do niej kilka kwestii.

Jedną z nich jest wartość gruntu oddanego samochodom, a więc sprywatyzowanego przez pojedyncze osoby na czas parkowania. Mało kto wie, ale np. metr kwadratowy pewnej działki przy al. Korfantego wyceniono nie tak dawno na 5 tys. zł. Tuż przy niej parkują samochody. Zajmują więc obszar wart kilkadziesiąt tysięcy złotych. Stać nas na to? Może tę cenną przestrzeń lepiej wykorzystać z pożytkiem dla wszystkich?

Nie oznacza to jednak, że na siłę trzeba wyrzucać samochody z każdego miejsca. Miasto to sztuka kompromisu. Mamy w Katowicach dobry jego przykład. Warto się wybrać na ul. Jagiellońską. Przebudowano ją kilkanaście lat temu i jest dowodem na to, że można zaprojektować śródmiejską ulicę tak, że jest wygodna dla wszystkich użytkowników. Tu też mamy do czynienia z doborem dobrej jakości materiałów i takim samym wykonaniem. O tym, jak to ważne, dowiodła historia poprawek na ul. 3 Maja czy Mariackiej.

Mamy zatem na Jagiellońskiej część dla samochodów, płatne miejsca parkingowe, a także szerokie i wygodne chodniki, a po południowej stronie ulicy drogę rowerową. Całości dopełniają wyłożone kostkami przejścia dla pieszych. Zresztą ten zabieg powtórzono też na okolicznych ulicach.

Katowice , ulica Dworcowa i budynek Starego DworcaFot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Korzyści z oddawania przestrzeni pieszym trudno przecenić. Wiadomo bowiem, że tam, gdzie jest więcej przechodniów, obroty w sklepach i lokalach gastronomicznych są wyższe. Mitem jest, że pod sklep trzeba podjechać. Samochody nie kupują towarów. Gdy miasto ułatwia nam poruszanie się pieszo, zyskujemy na zdrowiu, a środowisko – na jakości powietrza.

Nie bez znaczenia jest też to, że w przestrzeni publicznej spotykamy się, rozmawiamy, czasem wymieniamy tylko przelotne spojrzenia, pokazujemy się, demonstrujemy, świętujemy, bawimy się albo po prostu siedzimy, wpatrując się w przechodniów. Wszystko to buduje poczucie wspólnoty. Bez niej trudno o dobre miasto.

Ono trwa nie tylko przez swoje mury, ale też przez tożsamość i pamięć mieszkańców, która czasem przejawia się w oczywisty sposób. Nazywamy ulice, place, budujemy pomniki, parki i inne miejsca spotkań. Świadomi twórcy miasta potrafią połączyć przestrzeń publiczną z pomnikiem tak, że trudno oddzielić je od siebie. Takim nietypowym pomnikiem Nottebohma jest zielony labirynt przy NOSPR w Strefie Kultury. Tomasz Konior odwzorował w nim przedwojenną mapę Katowic. Historia zlała się ze współczesnością w nowej przestrzeni publicznej.

Miasto w 15 minut

Przestrzenie dla pieszych w miastach będą coraz ważniejsze. Coraz częściej słyszymy o budowie miast 15-minutowych, czyli takich, w których w ciągu kwadransa drogi od domu znajdziemy miejsca zaspokojenia wszystkich codziennych potrzeb (praca, szkoła, zakupy, rozrywka, odpoczynek). Kolejni burmistrzowie chcą uspokajać ruch albo całkiem pozbywać się samochodów z części ulic, miasta stają się zielone i ekologiczne.

Błędem jest sądzić, że to tylko moda, działanie pod publiczkę i chęć zdobycia unijnych dotacji i poklasku. To tak naprawdę gra o przyszłość miast, które w ciągu minionych dekad były niszczone złym planowaniem i prosamochodową polityką, która wykluczała równorzędne traktowanie wszystkich użytkowników. Stawką jest życie lub śmierć. Przekonały się o tym niektóre amerykańskie miasta. My nie musimy.

Miasta Idei w Katowicach. Nowe przestrzenie dla pieszych

Zapraszamy na kolejne spotkanie z cyklu Miasta Idei. Tym razem spotkamy się w Katowicach, by porozmawiać o przestrzeniach dla pieszych. Pretekstem do rozmowy jest zbliżające się otwarcie przebudowanej ul. Dworcowej.

Rozpoczniemy od warsztatów, podczas których będziemy rozmawiać z katowiczanami, jak ich zdaniem centrum Katowic (ale też ważne przestrzenie w dzielnicach) są przygotowane do wygodnego i bezpiecznego poruszania się pieszo. Które miejsca są przykładem dobrych rozwiązań, a gdzie konieczne są poprawki? Na czym powinny polegać? Zapytamy też, jak godzić potrzeby różnych użytkowników. Co powinno być ważniejsze w centrum: miejsce parkingowe czy ławka? A może da się to pogodzić? Jak? Będziemy też pytać, co może poprawić jakość przestrzeni publicznych w centrum Katowic.

Warsztaty rozpoczną się 30 czerwca o godz. 16. Spotkamy się w Teatrze Korez. Liczba uczestników jest ograniczona do 10 osób. Zgłoszenia przyjmujemy mailem (przemyslaw.jedlecki@agora.pl).

Po warsztatach, o godz. 17.45, odbędzie się debata ekspertów na ten sam temat. Będziemy ją transmitować na naszej stronie internetowej oraz fanpage’u „Gazety Wyborczej" w Katowicach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.