Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rozmowa z dr Eweliną Wiszczun*

Marcin Czyżewski: W ostatnim czasie mieliśmy możliwość słuchania niektórych polityków umniejszających rolę pieniędzy z Unii Europejskiej, jakie otrzymała Polska. Padały słowa, że dzięki nim wyremontowaliśmy chodniki. Gdzie bylibyśmy w rzeczywistości, gdyby nie te pieniądze?

Dr Ewelina Wiszczun: Była to oczywiście antyunijna wypowiedź premiera Polski, jednak najlepiej świadczą o tej retoryce rzeczywiste dane publikowane na stronie Ministerstwa Finansów. Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej otrzymaliśmy 155,3 mld euro w formie funduszy strukturalnych. Polska wpłaciła w tym czasie ponad 50 mld euro. Oznacza to, że saldo rozliczeń pomiędzy Polską a Brukselą osiągnęło ponad 104,3 mld euro.

Co do priorytetów funduszy strukturalnych, czyli tak zwanych remontów chodników, to cele te są wypracowywane w ogólnym formacie na poziomie wszystkich państw UE raz na 7 lat, ponieważ tyle trwa okres finansowania polityki spójności. Każde państwo korzystające z takiego wsparcia na poziomie krajowym, regionalnym oraz lokalnym dokonuje ich uszczegółowienia, wykorzystując przy tym zasadę konsultacji społecznych z zainteresowanymi podmiotami.

Sprowadzanie rezultatów wykorzystania funduszy strukturalnych do remontu chodników jest niewyobrażalną krzywdą dla wszystkich tych działań. Każdy, kto mieszka w Polsce, może to zaobserwować sam na własne oczy, bowiem do ludzi najlepiej przemawia namacalny dowód, nie zaś liczby. Bez pieniędzy unijnych osiągnięcie zamierzonych celów zajęłoby znacznie więcej czasu. Oczywiście i wielkie, i te mniejsze inwestycje, które nie powstałyby, gdyby nie wsparcie z Unii Europejskiej, są najbardziej widocznym efektem naszego członkostwa we Wspólnocie, ale ważne są też korzyści ekonomiczne. Mogliśmy ograniczyć, a czasem wyeliminować deficyty w rozwoju społecznym, gospodarczym i terytorialnym, lepiej wykorzystać nasz potencjał rozwojowy.

Fundusze europejskie okazały się nieocenione, jeśli chodzi o stymulowanie wzrostu gospodarczego i tworzenie nowych miejsc pracy. Ogromną zmianę przeszła też sama administracja odpowiedzialna za sprawne rozdzielanie i efektywność inwestowania unijnych pieniędzy. Istotne z punktu widzenia rozwoju kraju są następujące priorytety: wzmacnianie badań, rozwoju technologicznego i innowacji, wzmacnianie konkurencyjności sektora małych i średnich przedsiębiorstw, wzmacnianie rolnictwa, wspieranie przesunięcia w kierunku niskowęglowej gospodarki we wszystkich jej sektorach, promowanie adaptacji do zmian klimatycznych oraz ochrona środowiska, a także promowanie zatrudnienia oraz integracji społecznej.

Jak ocenia pani to, w jaki sposób do tej pory pozyskiwaliśmy i wydawaliśmy unijne pieniądze? Czy są obszary lub miejsca, które zdecydowanie bardziej powinny być zasilone pieniędzmi unijnymi?

– Na przestrzeni tych kilku unijnych okresów budżetowych, w trakcie których korzystaliśmy z funduszy strukturalnych, staliśmy się w pewnym sensie laboratorium unijnej polityki spójności, ponieważ byliśmy jej największym beneficjentem. Oceniając ogólnie cały system wdrażania funduszy strukturalnych od momentu wejścia Polski do Unii, stwierdzam, że działał on sprawnie, najlepszym dowodem mogą być wyliczenia Ministerstwa Finansów w zakresie zwrotów do unijnego budżetu, które wskazują, że od 2004 roku to zaledwie 169,9 mln euro.

W okresie 2014–2020 sytuacja się trochę skomplikowała, ponieważ poziom wydatkowania funduszy jest ciągle niezadowalający pomimo znacznej poprawy w naborach wniosków o dofinansowanie i w zawieraniu umów z beneficjentami. NIK wskazywała na duże zróżnicowanie w realizacji programów priorytetowych, a stan niektórych z nich jest na bardzo niskim poziomie. Instytucje zarządzające wskazywały, że przyczynami niskiego poziomu wydatków są ograniczona liczba zgłoszonych projektów dobrej jakości i realizacja inwestycji o długim horyzoncie czasowym.

Żaden system nie jest wolny od wad, najczęściej eksperci wskazują na takie bariery, jak rozbudowana dokumentacja, w szczególności dla projektów inwestycyjnych, duża konkurencja, która czasami zmusza do przyjmowania we wniosku o dofinansowanie takich założeń, które trudno osiągnąć podczas realizacji, lub przepisy. To wszystko może zniechęcać do realizacji projektów. Ponadto przedsiębiorstwa i samorządy miewają trudności w zgromadzeniu wkładu własnego lub uzyskaniu gwarancji czy poręczenia. Czynnikiem utrudniającym realizację projektów jest też długi czas oczekiwania na refundację.

Co się nam najmniej powiodło w zakresie zdobywania pieniędzy z Unii i wykorzystywania ich w rozwoju regionu?

– Nie potrafimy wykorzystać funduszy strukturalnych w taki sposób, żeby stały się podstawą trwałego impulsu dla konkurencyjności naszej gospodarki. Dlatego w nowej perspektywie budżetowej powinniśmy się koncentrować na budowaniu pewnego rodzaju fundamentu w tym zakresie z myślą o przyszłości. Wymaga to stworzenia realnego programu i priorytetów rozwoju dla regionów naszego kraju. Niestety, mam wrażenie, że będzie to nie tylko moje pobożne życzenie.

Co powinno być regionalnym priorytetem w tym zakresie na lata 2021–2027? Które projekty będą miały szansę na otrzymanie dofinansowania i na realizację, a które nie?

– Myślę, że trafniej byłoby postawić pytanie: W jaki sposób połączyć nasze potrzeby z określonymi już unijnymi priorytetami i wykorzystać je jako impuls dla rozwoju regionu? W tej chwili w Unii odbywa się dyskusja na temat nie tego, które państwa są nowe, a które stare i kto jest w większej potrzebie, a kto w mniejszej. Mówi się o tym, że polityka spójności powinna reagować na skomplikowane sytuacje i na zagrożenia – powinna pomagać tym regionom, które znalazły się w trudnej sytuacji w wyniku kryzysu, bądź tym, w których jest tylu uchodźców, że potrzebują pomocy.

Nie zmieni się jednak to, że zawsze będzie premiowane po pierwsze – skupienie się na zrównoważonym wzroście gospodarczym i niskoemisyjnej gospodarce, po drugie – elastyczna i dynamiczna polityka, czyli szybsze wdrażanie funduszy i reagowanie na wyzwania. Do głównych priorytetów przyszłej perspektywy możemy zaliczyć: innowacje, inteligentną transformację gospodarczą, mobilność i łączność, dostosowanie się do zmian klimatu, a także europejski filar praw socjalnych, nacisk na inicjatywy lokalne oraz integrację obszarów miejskich i wiejskich.

Wiele wyzwań – walka z wykluczeniem, zmiany klimatu czy integracja migrantów – będzie musiało być rozwiązywane w europejskich miastach i na obszarach metropolitalnych. Komisja proponuje dalsze wzmocnienie wymiaru miejskiego polityki spójności, ponieważ 6 proc. środków z koperty finansowej Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego zostanie przeznaczone na inwestycje w zrównoważony rozwój obszarów miejskich na szczeblu krajowym. Powstaje europejska inicjatywa dla miast, nowy instrument na rzecz współpracy między miastami, innowacji i budowania zdolności do radzenia sobie z takimi wyzwaniami, jak integracja imigrantów, mieszkalnictwo, jakość powietrza, ubóstwo na obszarach miejskich lub transformacja sektora energetycznego.

Jakie są obawy i konsekwencje związane z ewentualną redukcją funduszu spójności w kontekście praworządności?

– Jest za wcześnie, by wyrokować, o ile zostaną zredukowane środki z przyszłego budżetu dla Polski związane z Funduszem Spójności. Polska znalazła się w grupie krajów, wobec których zaproponowano redukcję nieco powyżej 20 proc., ale nie dotyczy to tylko Polski i Węgier.

Trzeba jednak mieć świadomość, że jeżeli nie będziemy przestrzegać zasad praworządności, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że fundusze strukturalne ulegną zmniejszeniu lub cofnięciu. Dlatego mam nadzieję, że Polacy zauważają wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenia wynikające z tego, że nie przestrzegamy zasad, pod którymi sami się podpisaliśmy.

* dr Ewelina Wiszczun jest ekspertką i wykładowczynią akademicką w zakresie funduszy unijnych

***

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.