Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dzięki ogromnym pieniądzom z Funduszu Spójności w ostatnich latach Śląsk bardzo się zmienił. Unijne miliardy pozwoliły budować autostrady i drogi ekspresowe, po których możemy się wygodnie poruszać, czy oczyszczalnie ścieków i tysiące kilometrów sieci kanalizacyjnych, dzięki którym nasze środowisko jest czystsze. Zakłady zagospodarowania odpadów umożliwiają efektywniejszą segregację śmieci, a dzięki węzłom przesiadkowym zmieni się oblicze komunikacji publicznej.

Spalarnia nie powstała

Jednak nie wszystkie przedsięwzięcia, które miały być sfinansowane z Funduszu Spójności, udało się zrealizować. Jednym z najdroższych projektów, które ostatecznie przepadły, była budowa spalarni odpadów komunalnych w Rudzie Śląskiej. O tej inwestycji przed kilkoma laty było w regionie bardzo głośno.

Rynek W Rudzie ŚląskiejRynek W Rudzie Śląskiej BARTŁOMIEJ BARCZYK

Ideą, która przyświecała temu projektowi, była zmiana podejścia do gospodarowania naszymi śmieciami. Argumentowano, że gospodarka odpadami komunalnymi w Polsce wciąż opiera się głównie na ich składowaniu. Specjaliści przekonywali, że aby spełnić wyśrubowane unijne normy, składowanie musi zostać zastąpione większym udziałem odzysku surowców, przeróbką biologiczną oraz spalaniem w około 12 dużych spalarniach na terenie kraju.

Jedna z takich spalarni miała powstać właśnie w Rudzie Śląskiej do 2015 roku. Ówczesne władze regionu przekonywały, że zakład będzie miał ogromne znaczenie dla mieszkańców aglomeracji. Miały tu trafiać śmieci z 14 miast Górnośląskiego Związku Metropolitalnego, który był protoplastą dzisiejszej Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Ta potężna inwestycja miała być zrealizowana m.in. dzięki unijnej dotacji z Funduszu Spójności w wysokości prawie 600 mln zł.

Projekt „System gospodarki odpadami dla miast Górnośląskiego Związku Metropolitalnego wraz z budową zakładów termicznej utylizacji odpadów” ze względu na swój strategiczny charakter był umieszczony na liście projektów indywidualnych w unijnym Programie Infrastruktura i Środowisko. Oznacza to, że miał otrzymać dofinansowanie bez konkursu.

Spalarnia nie powstanie, bo w terminie nie skompletowano dokumentacji

Dlaczego tak się nie stało? W sierpniu 2009 r. Ministerstwo Środowiska zobowiązało wszystkie podmioty chcące budować spalarnie w Polsce, aby złożyły wnioski o dofinansowanie do 30 czerwca 2010 r. GZM to zrobił, ale bez decyzji środowiskowej. Związek miał zdobyć ten dokument do 30 października 2010 r., ale nie dotrzymał terminu i nie skompletował całej potrzebnej dokumentacji.

Ostateczny termin zakończenia projektów finansowanych z ówczesnego Programu Infrastruktura i Środowisko miał upłynąć 31 grudnia 2015 r. Aby projekt Górnośląskiego Związku Metropolitalnego mógł być zrealizowany w tym czasie, powinien być odpowiednio przygotowany – posiadać zarówno dokumentację projektową, jak i wymagane decyzje administracyjne. Projekty budowy spalarni były jednak pod tym względem bardzo skomplikowane. Dlatego ministerialni urzędnicy uznali, że tylko kompletne i zgodne z kryteriami wnioski o dofinansowanie złożone do połowy 2010 r. będą miały szansę na zakończenie inwestycji do końca 2015 r.

Eksperci stwierdzili, że okres potrzebny na realizację tego typu inwestycji, począwszy od wstępnej fazy przygotowania projektu do oddania do użytku gotowej instalacji, wynosi ok. 6 lat.

Dlatego budowa rudzkiej spalarni finansowana z funduszy unijnych na lata 2007-2013 okazała się nierealna i niemożliwa, a projekt usunięto z listy tych, które otrzymały dofinansowanie.

Pojawiały się jeszcze pomysły, aby przygotować sam projekt, a spalarnię wybudować dzięki unijnej dotacji w latach 2014-2020. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, co z ulgą przyjęło wielu mieszkańców m.in. Rudy Śląskiej. Ludzie bali się tej inwestycji, twierdząc, że spalarnia będzie ich truła, chociaż specjaliści przekonywali, że takie zakłady są wyposażone w najnowocześniejsze zabezpieczenia przed awarią lub zanieczyszczeniem otoczenia. Jako przykład Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej podawał spalarnię istniejącą w czeskim Libercu, która miała być podobna do tej na Śląsku, i okolicznych mieszkańców udało się do niej przekonać.

W ostatnich latach o budowie spalarni było już cicho. Jak przyznaje dzisiaj Kazimierz Karolczak, przewodniczący zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, w związku ze stratą unijnego finansowania pomysł nie wyszedł poza fazę koncepcyjną, a metropolia takich planów już nie ma. – Miasta i gminy metropolii przyjęły do wiadomości opracowany przez marszałka wojewódzki plan gospodarki odpadami. Wskazano w nim – zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Środowiska – maksymalną dla regionu liczbę instalacji termicznego przetwarzania odpadów, zgłoszoną przez potencjalnych inwestorów. Jeżeli zamiary te się powiodą, nie powinno być najmniejszych problemów, by efektywnie realizować gospodarkę odpadami – wyjaśnia Karolczak.

Urząd marszałkowski przekonuje, że spalarnie są ważnym uzupełnieniem systemu gospodarowania odpadami komunalnymi. Jednak według zmieniających się unijnych wytycznych, dotyczących wzrostu w kolejnych latach poziomów recyklingu śmieci, odpadów nadających się do przetworzenia w spalarniach ma być coraz mniej, dlatego teraz potrzebne będą zakłady o mniejszych mocach przerobowych. Według planu do 2022 roku takich instalacji w regionie może powstać osiem. Jedna z nich – w Zabrzu – już istnieje.

Staw czeka na oczyszczenie

Innym niezrealizowanym jeszcze projektem jest rewitalizacja stawu Kalina. To największy zbiornik w Świętochłowicach, o powierzchni około 5,3 ha. Powstał na początku XX w. w wyniku osiadania terenu po wydobyciu węgla kamiennego.

Rewitalizacja stawu Kalina w 2014Rewitalizacja stawu Kalina w 2014 DAWID CHALIMONIUK

Przed drugą wojną światową stał się terenem rekreacyjnym. W tamtym czasie można było w nim łowić ryby. W latach 1928-1939 funkcjonował tutaj również ośrodek rekreacyjny z kąpieliskiem. Do początku lat 50. zbiornik był względnie czysty. Jednak od ponad 20 lat uprzykrza życie.

Staw stał się bowiem skażonym fenolem ściekiem zatruwającym życie mieszkańców widokiem i smrodem.

Po latach działalności produkcyjnej Zakładów Chemicznych „Hajduki” zbiornik został zatruty przez spływające z pobliskiej hałdy odpady poprodukcyjne. Na dnie zalega gruba warstwa chemicznego osadu. Skażone są też tereny wokół stawu: gleba, wody powierzchniowe i podziemne oraz powietrze.

Świętochłowice chciały oczyścić Kalinę już kilka lat temu. Opracowany wówczas projekt miał pochłonąć 51 mln zł, a na jego realizację przyznano ponad 44 mln zł dotacji z Funduszu Spójności. Wszystko skończyło się jednak konfliktem pomiędzy miastem a wykonawcą. Urzędnicy zarzucali, że firma nie wywiązuje się z umowy, a ta odpierała, że zleconą metodą nie da się zrewitalizować zbiornika. W efekcie jedna i druga strona skierowały wnioski do sądu. Sprawy są w toku.

Odzyskać dawny blask

Jest jednak duża szansa na zmianę tej sytuacji. Świętochłowice po raz kolejny otrzymały bowiem unijne dofinansowanie na oczyszczenie terenów przyległych do stawu Kalina wraz z jego wodami. Koszt całego projektu szacowany jest na 69,7 mln zł. Świętochłowice dostaną ponad 59 mln zł z Funduszu Spójności oraz niemal 7 mln zł bezzwrotnej dotacji i blisko 3 mln zł pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.

Projekt zakłada przeprowadzenie inwestycji w formule „zaprojektuj i wybuduj”. Rezultatem przeprowadzonych prac ma być oczyszczenie zdegradowanych i zanieczyszczonych terenów w rejonie stawu, a także odtworzenie biologicznej aktywności tego akwenu. W planach jest też posadzenie roślin, budowa ścieżek pieszych i rowerowych oraz obiektów małej architektury, w tym elementów infrastruktury rekreacyjnej związanej z przyszłym przyrodniczym zagospodarowaniem tego terenu.

Władze miasta chcą, by to miejsce odzyskało dawny blask. Na razie jednak – przed kilkoma dniami – musiały unieważnić przetarg na zaprojektowanie i realizację robót, ponieważ nie zgłosiła się żadna chętna firma.

Postępowanie na pewno będzie jednak powtórzone. Jeden z przetargów dotyczy także wyłonienia inżyniera kontraktu. Do urzędu wpłynęły w tej sprawie trzy oferty, które obecnie są analizowane. Jeśli wszystko się powiedzie, to za kilka lat staw znowu będzie służył ludziom.

***

Projekt „Future is Now – Przyszłość jest teraz” jest współfinansowany przez Dyrekcję Generalną ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej (DG REGIO) Komisji Europejskiej. Informacje i poglądy przedstawione na tej stronie są wyłącznie opiniami autorów i niekoniecznie odzwierciedlają oficjalne stanowisko Unii Europejskiej. Ani instytucje i organy Unii Europejskiej, ani żadna osoba działająca w ich imieniu nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za wykorzystanie zawartych tu informacji.

Rewitalizacja stawu Kalina w 2014

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.