Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Walczymy o niezależność dla śląskiej onkologii. Wspólna akcja śląskich mediów >>>

Tej determinacji zabrakło poprzedniemu ministrowi zdrowia. Choć decyzja o utworzeniu ŚIO była już naprawdę blisko, ostatecznie rząd nie wydał w tej sprawie rozporządzenia.

Teraz perspektywa samodzielności się oddala. Nowe kierownictwo Ministerstwa Zdrowia zaczęło od rozwiązania powołanej kilka miesięcy temu komisji, która pracowała nad oddzieleniem Centrum Onkologii w Gliwicach od Instytutu w Warszawie. Do tego dynamiczny rozwój i świetne wyniki finansowe szpitala w Gliwicach w zestawieniu z tym, co dzieje się w Warszawie, a także w jego oddziale w Krakowie nie budzą w resorcie wcale zachwytów. Jest przeciwnie, budzą podejrzenia!

Nie wróży to wszystko dobrze. Tym bardziej wszyscy powinni zewrzeć szyki, niezależnie od politycznej opcji.

Rzecz jasna najwięcej będzie zależało od posłów PiS. To przede wszystkim oni muszą zabiegać w Ministerstwie Zdrowia o poparcie dla idei samodzielnego ŚIO. Oby nie zabrakło im determinacji.

Jarosław Pinkas: Nie jesteśmy ani na tak, ani na nie.

Judyta Watoła: Czy Ministerstwo Zdrowia zgodzi się na utworzenie w Gliwicach Śląskiego Instytutu Onkologii, niezależnego od tego w Warszawie?

Jarosław Pinkas, wiceminister zdrowia: Na razie przeprowadzamy konkurs na dyrektora Instytutu Onkologii. Nie planujemy w obecnej chwili żadnych ruchów wobec oddziałów Instytutu w Gliwicach i Krakowie.

Kiedy już będzie nowy dyrektor, będziemy przyglądać się jak działają te placówki. Będziemy analizować sytuację i być może podejmować jakieś decyzje, jeżeli tylko będą racjonalne argumenty za tym, że trzeba coś zmienić.

Czy Instytut składający się ze szpitali działających w trzech różnych miastach ma w ogóle sens? Czy to nie jest anachroniczna struktura?

- To skomplikowana sprawa. Narodowe instytuty mogą się składać z oddziałów w różnych miastach. Z tego, że ma oddziały wynika pewna wartość dodana, jeśli chodzi o potencjał naukowy. Łatwiej występować wtedy o granty na badania. To wszystko trzeba brać pod uwagę, ale jesteśmy otwarci na argumenty i dialog ze wszystkimi pracownikami. Zależy nam też na tym, żeby Instytut nie miał długów.

Sytuacja jest taka, że oddział w Gliwicach ma spore oszczędności, Instytut w Warszawie ledwo się bilansuje, ale nie ma z czego sfinansować inwestycji, których bardzo potrzebuje, natomiast Kraków - odkąd w 2012 roku Warszawa zabrała mu 10 mln zł - popadł w długi. Tu na Śląsku mamy takie poczucie, że dzieje się niesprawiedliwość. Gliwice traktuje się jak skarbonkę.

- Trzeba do sprawy podejść spokojnie. Najpierw wybór nowego dyrektora. Musimy zobaczyć skąd Gliwice mają takie dobre wyniki finansowe. Dostajemy w tej sprawie różne sygnały.

Czyli podejrzany jest ten, kto ma dobre wyniki finansowe, a nie ten kto ma straty?

- Tego nie chcę powiedzieć. Po prostu chcemy tę sytuację przeanalizować. Będziemy sprawdzać działanie wszystkich oddziałów i pytać pracowników o zdanie.

To jasne, że pracownicy Instytutu w Warszawie będą przeciw. Już nieraz dali temu wyraz.

- Jesteśmy na początku drogi. Jeszcze żadna decyzja nie została podjęta. Nie jesteśmy ani na tak, ani na nie. Zaręczam, że podejmiemy racjonalną decyzję.

Komisja, którą powołał minister Marian Zembala w celu przygotowania podziału Instytutu, już nie istnieje.

- Została rozwiązana, bo nie jest potrzebna. Powtarzam, na razie nie planujemy żadnych decyzji.

Bolesław Piecha: Marzyłoby się, żeby inni mieli takie sukcesy.

Judyta Watoła: Ministerstwo Zdrowia pod rządami PiS rozwiązało komisję, która przygotowywała oddzielenie Centrum Onkologii w Gliwicach od Instytutu w Warszawie. Jesteście przeciw powstaniu Śląskiego Instytutu Onkologii?

Bolesław Piecha, europoseł, wiceminister zdrowia w poprzednim rządzie PiS: Ja jestem za. To jest dobra inicjatywa. Centrum Onkologii w Gliwicach ma świetny dorobek i doskonałe perspektywy. Ma wszystko, by stać się samodzielnym instytutem badawczo-rozwojowym. Spełnia wszystkie kryteria stawiane takim placówkom opisane w ustawie. Do tego dysponuje świetnie zorganizowanym szpitalem. Świadczą o tym wyniki finansowe. Należy się z pokorą przyglądać. Marzyłoby się, żeby inni mieli takie sukcesy.

Ale nawet z ust pana partyjnych kolegów słychać, że trzeba się przyjrzeć, czemu centrum w Gliwicach ma tyle oszczędności, tak jakby to było podejrzane, bo inni mają długi.

- Można oskarżać o kupowanie drogiego sprzętu, ale przecież kupowano go za pieniądze wypracowane przez szpital, a nie z darowizn. Można zazdrościć, a nie rzucać podejrzenia. To jest dla mnie coś absolutnie niezrozumiałego. Nikt tam przecież nie bierze opłat od pacjentów, a za leczenie onkologiczne NFZ w całej Polsce płaci tak samo. Należy przyjąć, że w Gliwicach leczy się efektywniej. Jest też napór pacjentów, żeby się tam leczyć. Wiem, bo dzwonią też z tym do mnie.

Pan jest za Śląskim Instytutem Onkologii, ale w Warszawie wielu jest przeciw.

- Instytut w Warszawie powinien być na własnym rozrachunku i dostosować, tak jak to się dzieje w Gliwicach, strukturę zatrudnienia do potrzeb, a także organizację pracy. W Gliwicach pracuje się od rana do wieczora, w piątek i świątek.

Jakie są szanse, by za rządów PiS powstał ŚIO?

- Mimo buńczucznych zapowiedzi minister w rządzie PO Marian Zembala jednak się z tego wycofał. Ode mnie też proszę nie oczekiwać natychmiastowego cudu. Zawsze będą naciski przeciw.

My musimy przede wszystkim mówić o sukcesach gliwickiego CO. Nie chodzi tylko o to, że mają oszczędności. Przecież robią też przeszczepy twarzy, szpiku. Tego nie wolno deprecjonować. To jest sukces polskiej medycyny, ale realizowany nie gdzie indziej, tylko w Gliwicach.

Trwa konkurs na nowego dyrektora Instytutu Onkologii. Wszyscy trzej kandydaci są przeciw ŚIO.

- Wierzę, że jednak uda się to przeprowadzić. Instytut trzeba odgórnie podzielić. Oddziały sobie same poradzą i nie będzie już żerowania na cudzych oszczędnościach. Instytut moloch kierowany z Warszawy to już przeżytek. W ochronie zdrowia ma sens tworzenie ponadregionalnych struktur tylko w przypadku chorób rzadkich. Nowotwory należą do najczęstszych.

Wiceminister Pinkas mówi, że tak duży instytut ma większy potencjał naukowy, większe szanse na granty.

- Sądzę, że bardziej chodzi o pieniądze. Instytut w Warszawie jest większy od oddziału w Gliwicach. Powinien więc mieć oszczędności jeszcze większe niż Gliwice, a nie wyciągać ręce po cudze.

Tak dla Śląskiego Instytutu Onkologii! Podpisz petycję do premier Beaty Szydło >>>

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.