Kibice GKS-u i Ruchu Chorzów chcą mieć "swoje" ulice w Katowicach. Trudno im o kompromis, więc może warto znaleźć patrona, który pogodzi oba kibicowskie środowiska.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W Katowicach pracuje Społeczny Komitet Poparcia nadania nowej ulicy nazwy Górniczego Klubu Sportowego, który przygotowuje projekt uchwały w tej sprawie. Członkowie komitetu zapowiadają, że wkrótce zbiorą wymagane 500 podpisów.

Sprawa jest poważna. W ubiegłym tygodniu o propozycji sympatyków GieKSy mówiono nawet z mównicy sejmowej. Ewa Kołodziej, posłanka Platformy Obywatelskiej, wygłosiła w tej sprawie specjalne oświadczenie. - Z całego serca popieram inicjatywę nadania nazwy Górniczego Klubu Sportowego ulicy w centrum Katowic w nowo powstającej części miasta. Uważam, że fakt ten będzie uhonorowaniem zasług dla naszego miasta wszystkich sportowców spod znaku GieKSy, a zarazem godnym uczczeniem przypadającego na przyszły rok 50-lecia klubu - mówiła Kołodziej.

Na ulicy "GKS-u" nie chcą mieszkać kibice Ruchu, których też w Katowicach nie brakuje. Fani niebieskich napisali w tej sprawie list do prezydenta Katowic. "Sam pomysł (...) wydaje się ciekawym, dlatego już teraz zgłaszamy akces do nazwania w przyszłości jednej z ulic Katowic imieniem Ruchu Chorzów, czy po prostu Niebieską. Będzie to ukłon w stronę mieszkańców, którzy w sercu noszą Niebieską eRkę i zamieszkują bardzo licznie największe miasto na Górnym Śląsku. Taka ulica mogłaby mieścić się na przykład w Szopienicach, na Nikiszowcu czy w dzielnicy Ligota-Panewniki. Podkreślamy słowo przyszłość, bowiem dziś Katowice nie potrzebują tak bardzo nadawania swoim ulicom nazw klubów sportowych, jak ich oczyszczenia z wulgaryzmów i bazgrołów" - piszą sympatycy drużyny z Cichej.

Na kibicach GKS-u list fanów Ruchu nie zrobił większego wrażenia. Podkreślają, że zajmują się własną inicjatywę.

O porozumienie w tej sprawie będzie trudno, więc może warto zastanowić się na pomysłem Karola Gwoździa, śląskiego pisarza, poety i muzyka. Gwóźdź proponuje, żeby patronem jednej z katowickich ulic został Ernest Wilimowski, legendarny piłkarz Ruchu, który poprowadził niebieskich do czterech tytułów mistrza Polski.

Gwóźdź uzasadnia to w następujący sposób:

- rodowity katowiczanin, który kochał i tęsknił za swoim miastem i za Śląskiem;

- wybitny reprezentant Polski;

- fenomenalny piłkarz uważany przez wielu ekspertów za jednego z najlepszych graczy świata przed wojną;

- wychowanek katowickiego klubu 1.FC Katowice;

- rekordzista: pierwszy który strzelił cztery bramki Brazylii i w ogóle cztery bramki w jednym meczu mistrzostw świata. Pierwszy, który strzelił 10 bramek w meczu ligowym.

Przeciw?

- Wydaje mi się, że nie ma. No, chyba że na siłę ktoś będzie chciał zarzucać mu wyjazd w głąb Rzeszy podczas II wojny światowej i grę dla Niemiec. Uważam jednak, że to szukanie dziury w całym, ponieważ był to wybór spowodowany trudnym okresem w jego prywatnym życiu - uzasadnia pisarz.

Jerzy Gorzelik, historyk sztuki i przewodniczący Ruchu Autonomii Śląska, zgadza się, że "tak wielka postać" zasługuje na swoją ulicę. - W historii naszego futbolu nie było lepszego piłkarza. Wilimowski zapisał się w annałach nie tylko krajowego, ale i światowego futbolu. Pamiętam, jak przed ostatnimi mistrzostwami świata w Niemczech czytałem w jednej z niemieckich gazet quiz. Pytanie dotyczyło reprezentanta Niemiec, który w jednym meczu strzelił cztery gole Brazylii. Za naszą zachodnią granicą też są z Wilimowskiego dumni. Na przykładzie Wilimowskiego można doskonale prześledzić zagmatwane losy Górnoślązaków w czasie wojny. To symbol. Bezsprzecznie powinien mieć w Katowicach swoją ulicę. Czy wokół tego pomysłu skupią się kibice Ruchu i GieKS-y? Tu już miałbym wątpliwości. To wielki katowiczanin, ale przecież w GKS-ie nigdy nie grał. Nie te czasy - dodaje.

"W czasach PRL-u utarło się, że ten splendor jest zarezerwowany dla Gerarda Cieślika"

A może łatwiej będzie o ulicę Wilimowskiego w Chorzowie? - Wydaje mi się, że Wilimowski to wymarzony patron dla stadionu Ruchu. To byłaby dla niego i jego rodziny jakaś forma zadośćuczynienia za to, co spotkało ich w czasach PRL-u. Nazwisko Wilimowski było wtedy wymazane z klubowych annałów. Po prostu znikło - przypomina Gorzelik.

Podobnego zdania jest chorzowski radny Ryszard Sadłoń. - Nie ma dziś w Chorzowie prestiżowej ulicy bez nazwy, a każda zmiana patrona przynosi ze sobą bunt i sprzeciw mieszkańców. Uczynienie Wilimowskiego patronem ulicy na peryferiach Chorzowa w ogóle mija się celem. To rzeczywiście powinien być patron stadionu przy Cichej. W czasach PRL-u utarło się, że ten splendor jest zarezerwowany dla Gerarda Cieślika. Pamiętam jednak rozmowę sprzed paru lat z panem Gerardem. Sam wtedy powiedział, że Wilimowski to najlepszy piłkarz w historii Ruchu - mówi Sadłoń.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem