Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Reklama na koszulce została sfinansowana przez kibiców zrzeszonych w naszym fanklubie. Podpisaliśmy umowę do końca sezonu z możliwością przedłużenia na kolejne rozgrywki. Umowa partnerska zakłada, że reklama fanklubu trafiła nie tylko na koszulki. Będzie również eksponowana w relacjach z ligowych spotkań klubu – mówi nam Maciej „Maciar” Rudzki, który przed laty brał udział w założycielskim spotkaniu fanklubu.

Kibice dbają o grób Ernesta Wilimowskiego

Fanklub Deutschland powstał oficjalnie w 2004 r. Wszystko zaczęło się na forum kibiców Ruchu, gdzie kilku fanów z Niemiec nawiązało ze sobą kontakt, początkowo telefoniczny lub internetowy. Do pierwszego „realnego” spotkania doszło w Düsseldorfie. Początki to grono sześciu–siedmiu osób i takie miasta jak Essen, Bochum, Aachen, Duisburg czy Düsseldorf. Później systematycznie dołączały kolejne osoby i miejscowości – Ulm, Stuttgart, Brema Brunszwik.

Dziś już chyba nie znajdziemy żadnego większego miasta w Niemczech, gdzie nie byłoby przedstawicieli FCD. Członkowie fanklubu organizowali wspólne wyjazdy na mecze, zarówno te rozgrywane przy Cichej, jak i wyjazdowe, w tym pucharowe eskapady po Europie. Najliczniejsza grupa pojawiła się na Wielkich Derbach Śląska, rozegranych w 2008 r. na Stadionie Śląskim. Z kolei najlepszy wyjazd to wyprawa do Vaduz na mecz eliminacji Ligi Europy. Fanklub stale się rozwijał, ale stało się o nim naprawdę głośno latem ubiegłego roku, gdy FCD aktywnie przyłączył się do misji odbudowy Ruchu i wspiera go finansowo. Ponadto przedstawiciele fanklubu odnaleźli i uratowali przed likwidacją grób legendarnego Ernesta Wilimowskiego.

Obecnie w fanklubie Deutschland zrzeszonych jest ok. 130 osób. Do tej liczby należy dodać rodziny, które choć formalnie nie są zarejestrowane w strukturach, to jednak są ważną częścią FCD.

Wszyscy mają jeden cel

Kibice z FCD starają się również nakłonić do sponsoringu klubu z Cichej firmy działające na rynku niemieckim. – Pandemia to nie jest dobry czas na tego typu „inwestycje”. Nie tracimy jednak nadziei. Jeden temat trafił na podatny grunt. Jest więc szansa, że uda się doprowadzić do podpisania umowy o współpracy – mówi Maciej Rudzki.

Członkowie FCD podkreślają, że współpraca z klubem nigdy nie układała się lepiej. – Chylimy czoła przed prezesem Sewerynem Siemianowskim i wszystkimi pracownikami Ruchu. Kibice to doceniają. Nie jesteśmy przecież jedyną grupą fanów niebieskich z zagranicy, która angażuje się w pomoc w odbudowie dobrego imienia klubu. Działamy także pod szyldem „zjednoczonej emigracji”. Bierzemy udział w różnych akcjach. Dokładaliśmy się do odnowienia klubowych pralni i suszarni. Zakupu kontenera, pomocy w uruchomieniu nowego sklepu klubowego w centrum miasta czy wydania książki o historii Ruchu… W takich chwilach łączymy siły z kibicami Ruchu z Holandii, Irlandii czy Anglii. Dołączają też do nas osoby, które mieszkają w krajach, w których nie działają fankluby. Na przykład ze Szwajcarii czy USA. Inne fankluby mają w swoich szeregach osoby z Islandii, Belgii, Irlandii Północnej, Szkocji czy Walii. Wszyscy mamy jeden cel: pomagać. Daje nam to masę satysfakcji, a fakt, że klub odwdzięcza się dobrą współpracą, tym bardziej zachęca nas do wsparcia – podkreśla „Maciar”.

– Cieszymy się z pogłębienia współpracy z kolejnym emigracyjnym fanklubem. Choć kibice z Niemiec są na co dzień daleko od Chorzowa, ciągle mają Ruch w sercach, los klubu nie jest im obojętny i chcą mu pomagać. Bardzo sobie to szanujemy i doceniamy, dlatego nasi zawodnicy z dumą będą prezentować FCD na koszulkach w kolejnych ligowych bojach. Dziękujemy! – mówi Seweryn Siemianowski, prezes Ruchu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.