Kluby dostały od władz piłkarskich oficjalne ostrzeżenie, że do meczów nie będą dopuszczani piłkarze, którzy... mają do dyspozycji tylko jeden but.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Epidemia koronawirusa sprawiła, że futbol na Górnym Śląsku w tej chwili nie istnieje. Tak nie było nawet... w czasach wojny. Mariusz Kowoll, historyk piłki nożnej z Gliwic, opowiedział o tym zagadnieniu w niezwykle barwny sposób w książce "Futbol ponad wszystko".

Paweł Czado: Jaka jest twoja ulubiona historia związana z piłką nożną na Górnym Śląsku czasów wojny?

- Trudne pytanie. Emocjonalnie bardzo związałem się z jednym z piłkarzy, który w ogóle nie jest znany, dlatego opowiedzenie jego historii było dla mnie istotne. Chodzi o Johannesa Nosska z Gliwic. Czuję duży sentyment do tego zawodnika.

Dlaczego?

- Był wybitnym sportowcem, a jednak pozostaje zupełnie zapomniany. Wzbudził zainteresowanie nawet Seppa Herbergera [selekcjonera reprezentacji Niemiec w latach 1936-64, w 1954 r. współautora sensacyjnego mistrzostwa świata dla NRF - przyp. aut.], który odwiedzał go na treningach i podpowiadał, co jeszcze musi poprawić, żeby stać się piłkarzem międzynarodowej klasy.

Adolf Obstoj (w środku) w starciu z obrońcami i bramkarzem VfB Liegnitz (Legnica)
Adolf Obstoj (w środku) w starciu z obrońcami i bramkarzem VfB Liegnitz (Legnica)  Archiwum Mariusza Kowolla

Nossek był w szerokiej kadrze na igrzyska olimpijskie w 1940 r., do których oczywiście nie doszło. Jest to postać niepojawiająca się w żadnych opracowaniach, cieszę się, że udało mi się przywrócić ją do kibicowskiej świadomości. W 1943 r. pojawiła się w gazecie krótka notka, że zginął na froncie wschodnim, zresztą razem z kolegą z drużyny, innym graczem Reichsbahn-SG Gleiwitz.

Tych niezwykłych postaci, o których kibice wiedzą mało, jest oczywiście więcej. Choćby napastnik Adolf Obstoj.

Kiedy czytam, jak o nim piszesz, wydaje mi się, że uważasz go za... nieudacznika.

- Być może trochę tak było, ale to dlatego, że odczuwam z nim osobistą więź! Znajduję u Obstoja bowiem podobne cechy jak u siebie (uśmiech), stąd pozwalałem sobie na jednoznaczne oceny, może trochę niesprawiedliwe, ale na podstawie dokumentów można stwierdzić, że miał kłopot ze zorganizowaniem sobie życia. Oczywiście poza światem futbolu, gdzie mógł spełniać się i realizować marzenia, czuć się kimś ważnym.

Los Obstoja jest tragiczny. Został zastrzelony za odmowę wykonania rozkazu na froncie. Początkowo nie wiadomo było, w jaki sposób zginął. Przypadek był ukrywany zapewne po to, żeby nie demoralizować ludności. Sprawa wyszła na jaw dopiero pod koniec lat 50. Wtedy poinformowano, że został rozstrzelany, nie wchodząc w szczegóły.

Książka naznaczona jest oczywiście przez czas wojenny, który determinuje całą tę opowieść. Bytu ówczesnych drużyn nie da się opowiedzieć bez tragicznej otoczki.

- Historia drużyny z małej gminy, z Lipin, która w 1942 r. dociera aż do półfinału Pucharu Niemiec, a właściwie jest anonimowa dla niemieckiej publiczności, robi wrażenie - jest ujmująca. Ta piękna bajka zostaje przerwana przez innego Ślązaka, Ernesta Wilimowskiego, który w półfinale w barwach TSV 1860 Monachium strzela Lipinom cztery bramki. Bardzo barwnie o tym meczu opowiedział potem prezes klubu z Lipin Josef Debernitz, który z wieloma decyzjami podjętymi podczas tego meczu przez arbitra się nie zgadzał, uważał, że jedna, najwyżej dwie bramki zostały wtedy strzelone prawidłowo.

Lipinianie jechali na ten mecz pociągiem, często na stojąco, przez 22 godziny.

Gospodarze stosowali różne triki pozafutbolowe. Zaraz po przyjeździe zaprosili słaniających się ze zmęczenia po podróży graczy TuS na... zwiedzanie miasta.

Mało kto wie, że w 1943 r. wprowadzono taki zezwalający piłkarzom na wznawianie gry z autu wyrzutem jedną ręką.

- Wszystko dlatego, że z frontu wracało coraz więcej piłkarzy z uszkodzonymi kończynami. W zespołach zaczęło grać więc wielu kalekich zawodników, takich, którzy na wojnie stracili na przykład ramię, a chcieli w rywalizacji sportowej uczestniczyć, nie zapomnieli przecież, jak gra się w piłkę. Przepis stanowił, że trzeba było starać się wyrzucić piłkę nadal zza głowy, to nie mogło być pchnięcie. 

A piłka była towarem reglamentowanym...

- Dlatego że była ze skóry, a wszystkie wyroby skórzane w pewnym momencie wojny stały się artykułem deficytowym.

Niemniej piłki były ciągle podczas wojny produkowane.

- Owszem. W pierwszych latach wojny Niemcy nawet się chwalili, że eksportują piłki do innych krajów. Ale potem pojawia się informacja, że zaczyna brakować materiału do ich wyrobu, w czasie wojny sytuacja zmieniała się dynamicznie.

 mapa sportowego regionu Górnego Śląska. 1941
mapa sportowego regionu Górnego Śląska. 1941  Archiwum Mariusza Kowolla

Trudności związane z wojną powodowały, że pojawiały się przepisy z dzisiejszego punktu widzenia kuriozalne.

- Kluby dostały od władz piłkarskich oficjalne ostrzeżenie, że do meczów nie będą uprawnieni piłkarze, którzy... mają do dyspozycji tylko jeden but. Wydaje się to absurdalne, ale sędziom naprawdę zwracano uwagę, żeby nie dopuszczali takich zawodników do gry. Buty piłkarskie były towarem niedostępnym, trzeba było wypełnić kilogramy dokumentacji, żeby doprosić się zgody na zakup takich towarów.

Starano się zachować pozory normalności - w żadnym wypadku nie byli więc dopuszczani do gry piłkarze, którzy z powodów braku sprzętu chcieli zagrać w ciężkich wojskowych butach, takie historie zdarzały się tylko podczas nieoficjalnych meczów.

Dlatego buty piłkarskie były używane do momentu, kiedy rzeczywiście nie udało się ich już naprawić, do całkowitego zdarcia. Dotyczyło to też... bramek. Kiedy się już chwiały, zalecano, żeby je podeprzeć, dobijać kolejnymi gwoździami - tak żeby nadal stały...

A kibice? Byli wtedy równie gwałtowni jak dziś?

- Emocje odgrywały olbrzymią rolę. Zdarzały się przypadki awanturnictwa czy wręcz bójek. Opisuję przypadek z Mikulczyc i mecz tamtejszej drużyny Sportfreunde przeciw ekipie Hindenburg 09. Podczas gry jeden z piłkarzy gości nieprzepisowo zaatakował bardzo dobrego bramkarza z Mikulczyc Gerharda Nowarę i kopnął go w brzuch. Wtedy wbiegł na boisko wściekły kibic i spoliczkował winowajcę. Za nim wbiegło jeszcze kilkudziesięciu innych fanów też chcących wymierzyć sprawiedliwość. Mecz został przerwany, a stadion zamknięty.

Recydywa w tym względzie często dotykała klub z... Radzionkowa. W Radzionkau było grono gorliwych fanów, którzy wielokrotnie dopuszczali się czynów niedopuszczalnych, więc zamykano im stadion. Podobnie w Szarleju, koło Piekar.

Interesujące były próby propagandowego wykorzystania zamieszek, które zdarzały się podczas meczów. Był przypadek, kiedy jedna z gazet z Gliwic - a więc z terenu przed wojną należącego do Niemiec - pozwoliła sobie na kąśliwy komentarz po meczu Germanii Königshütte z TuS Lipine, podczas którego doszło do awantur między piłkarzami. Napisała, że to "typowo polskie", że to "naleciałość polskiego wychowania". Ale takiej argumentacji nie było, kiedy niewiele wcześniej wybuchła podobna awantura na derbowym meczu między drużynami z Gliwic właśnie i z Pyskowic...

afisz zapraszający na mecz mistrzowski pomiędzy Vorwärts-Rasensport  Gleiwitz a Germanią Königshütte. 1941.
afisz zapraszający na mecz mistrzowski pomiędzy Vorwärts-Rasensport Gleiwitz a Germanią Königshütte. 1941.   archiwum Mariusza Kowolla

Typowe dla wojennych czasów jest zjawisko gastspielerów - piłkarzy, którzy przed wojną grali w innych klubach, ale w jej trakcie gościnnie występują w Niemczech, gdzie stacjonują ich jednostki. I robili kariery. Takiego napastnika Schmidta z chorzowskich Kresów w Hanowerze przyrównywano do słynnego Pioli!

- Po zmobilizowaniu został zawodnikiem Hannoweru 96 i w Pucharze Niemiec strzelał wiele bramek. Został zaproszony na pokazowy mecz do Paryża, gdzie stacjonowały niemieckie jednostki, i rzeczywiście - po nim został porównany do Silvio Pioli, do dziś najskuteczniejszego piłkarza włoskiej Serie A [274 gole - przyp. aut.].

Wielu śląskich piłkarzy zginęło w trakcie wojny jako żołnierze?

- To interesujący temat na przyszłość, trzeba by zrobić szerokie badania. Dotarłem do ponad 100 nazwisk sportowców, którzy zginęli na froncie. Można by z nich stworzyć bardzo dobrą drużynę.

Najważniejsze wydarzenie piłkarskie na Śląsku w czasie wojny to zapewne międzypaństwowy mecz Niemcy - Rumunia w 1942 r., który odbył się w Bytomiu.

- Można tak powiedzieć, wokół tego wydarzenia zbudowałem narrację książki. To był jedyny raz, kiedy reprezentacja Niemiec zagrała jako gospodarz na Górnym Śląsku.

Dziennikarze bardzo interesowali się tym wydarzeniem, nawet najmniejszymi szczegółami. Znalazłeś historie, że Rumuni po przyjeździe do Bytomia narzekali, że tutejsze potrawy są... nieostre.

- Dokładnie, to było zdumiewające. Dziennikarze byli dociekliwi i starali się wynajdywać różne smaczki. Dla organizatorów był to dość duży problem, żeby zorganizować dla gości odpowiednie przyprawy. Wiedzieli, że nie są w stanie sprowadzić ich z Bukaresztu. Udało się je znaleźć w magazynach Generalnego Gubernatorstwa.

Co dalej? Sam jesteś bardzo dociekliwy w poszukiwaniu historii z tamtego okresu. Na co czytelnicy mogą liczyć w przyszłości?

- Gdyby była taka możliwość, chciałbym opowiedzieć o piłce nożnej po niemieckiej stronie Górnego Śląska po dojściu Hitlera do władzy, czyli w latach 1933-39. To dobra cezura, bo wiąże się z powstaniem Gauligi, czyli rozgrywek, w których brały udział najlepsze górnośląskie drużyny. Byłoby fajnie opisać te barwne historie, pod wieloma względami równie atrakcyjne, równie tragiczne jak te z okresu wojny. Bardzo chciałbym móc kontynuować taką pracę.

***

Książkę "Futbol ponad wszystko. Historia piłki kopanej na Górnym Śląsku. 1939-1945" autor rozprowadza poprzez platformę Allegro (nick Marll80). Do nabycia również w wybranych księgarniach internetowych.

portret Johannesa Nosska z kart dodawanych do papierosów.
portret Johannesa Nosska z kart dodawanych do papierosów.  archiwum Mariusza Kowolla


 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem