Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pietrowski wskoczył na prawą obronę do podstawowego składu przed meczem z Lechem, a Martin Konczkowski, który zajmował tę pozycję w pierwszym tegorocznym meczu został przesunięty na pozycję skrzydłowego. Pomysł trenera Fornalika sprawdził się.

Paweł Czado: Większą satysfakcję przynosi takie efektowne zwycięstwo jak z Lechem czy takie wyszarpane jak z Arką? Dwa różne zwycięskie mecze w krótkim odstępie czasu.

Marcin Pietrowski: – Myślę, że nie ma to znaczenia. Cieszymy się po prostu ze zwycięstwa, a to w jakich okolicznościach ono następuje jest sprawą drugorzędną. Nam teraz zależy tylko i wyłącznie na zdobywaniu punktów, aby awansować po trzydziestu kolejkach do pierwszej ósemki. To nasz jedyny cel. Nie ma znaczenia, czy wygramy 4:0 czy 2:1. Za to i za to są te same trzy punkty.

Mam wrażenie, że Piast jest w tej chwili wyjątkowo poukładaną drużyną. Jest rywalizacja i nowe pomysły w ustawieniu. Ostatnio trener Waldemar Fornalik wpuścił od pierwszego gwizdka dwóch piłkarzy, którzy dotychczas grali na prawej obronie – Pana i Martina Konczkowskiego, którego przesunął na pozycję skrzydłowego. Dało to efekt, już z Lechem dobrze się uzupełnialiście. Jakie wrażenia z tej współpracy?

– Ogromnym atutem Piasta jest fakt, że ma szeroką i bardzo wyrównaną kadrę. Jeśli wypadnie jakieś ogniwo, to w drużynie jest przynajmniej jeden piłkarz, który równie dobrze może się spisać na tej pozycji i poradzić sobie na boisku.

Marcin PietrowskiMarcin Pietrowski JAN KOWALSKI

Jeżeli chodzi o naszą współpracę z Martinem: rzeczywiście wydaje się, że nasza dyspozycja po okresie przygotowawczym była na tyle wysoka, że rzeczywiście trenerowi zafundowaliśmy ból głowy: co zrobić. W pierwszym tegorocznym meczu z Cracovią trener podjął decyzję, że to Martin będzie grał na prawej obronie. Być może porażka skłoniła trenera do nowych decyzji. Także kontuzja Maka spowodowała, że musiał poszukać innej alternatywy. Stąd Martin zagrał jako skrzydłowy, a ja za nim.

Wiadomo, że Martin i ja jesteśmy zawodnikami bardziej usposobionymi defensywnie. Ale wyszło, że grając na jednej stronie dobrze się uzupełniamy.

Mnie jako prawemu obrońcy, grając z Martinem jest dużo, dużo łatwiej. On dokładnie rozumie grę prawego obrońcy, wie jak się przesuwać i asekurować, wie jak nie dopuszczać do niebezpiecznych podań między linie

Do tego potrafi też przeć do przodu. Ma wsparcie od defensywnych środkowych pomocników, ja też często próbuję Martinowi wchodzić na obiegi. Myślę, że w tym momencie wszystko wygląda fajnie i obiecująco.

Wystarczą wam wspólne zajęcia na boisku czy macie po treningu jeszcze potrzebę porozmawiania o współpracy?

– Można powiedzieć, że obaj trochę tych meczów w ekstraklasie rozegraliśmy. Nie musimy siadać i rozmawiać przez cały dzień i codziennie sobie powtarzać, co mamy robić (uśmiech). Nam wystarczy jedna czy druga sugestia na treningu albo meczu, żeby od razu zrozumieć o co chodzi i jakie mamy wzajemne oczekiwania. Były takie wskazówki – zarówno z mojej strony, jak i Martina. Obaj realizujemy je tak, żeby było jak najlepiej dla nas (uśmiech).

Marcin Pietrowski z kolegami z Piasta przed treningiemMarcin Pietrowski z kolegami z Piasta przed treningiem JAN KOWALSKI

Wygraliście z Lechem 4:0, a potem Lech wygrywa z Legią 2:0. To dla pana zaskoczenie? Uważa pan, że jesteście teraz drużyną być może grającą obecnie najbardziej efektowną piłkę w Polsce? A może nie trzeba się za bardzo podpalać?

– Nie chciałbym się wypowiadać na temat dyspozycji Lecha, bo nie jestem w środku i nie wiem, jak to tam wszystko funkcjonuje.

My rzeczywiście jesteśmy teraz w dobrej dyspozycji. Jesteśmy skuteczną drużyną i na pewno nieprzyjemną dla rywali.

Jest takie powiedzenie: „gra się tak, jak przeciwnik pozwala”. My przeciwnikowi pozwalamy na bardzo mało. Sami gramy cały czas po swojemu i konsekwentnie. Nie mamy dużych wahań formy, nie jest tak, że raz gramy dobrze, a zaraz potem fatalnie. Nawet kiedy przegraliśmy z Cracovią, to tamten mecz nie był w naszym wykonaniu bardzo zły.

Teraz gracie ze Śląskiem. Jesienią przegraliście z nimi aż 1:4. Ma to jakiekolwiek znaczenie?

– Nie ma. Na pewno jest to inna drużyna niż kiedy graliśmy po raz ostatni. Trzeba się sugerować tym, co pokazują teraz, od okresu przygotowawczego, brać pod uwagę trzy tegoroczne mecze. Z nich trzeba wyciągać wnioski, przygotowywać się pod grę przeciwnika, pod ich stałe fragmenty gry. A nie wracać do meczów, które były pół roku temu. Trener się zmienił, okres przygotowawczy też miał swoje znaczenie. Za dużo zmian, żeby wspominać, co było pół roku temu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.