Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W sobotę na bocznym boisku Stadionu Śląskiego odbył się mecz, który starszym kibicom mógł przywołać piękne wspomnienia. W 1973 roku w Chorzowie Polska pokonała Anglię, spotkanie przeszło do legendy polskiego futbolu. Atmosfera była tak niezwykła, że to właśnie po tamtym meczu angielscy dziennikarze nazwali Śląski „Kotłem Czarownic”. Po 45 latach niektórzy piłkarze uczestniczący w tamtym spotkaniu i kibice oglądający go z trybun przyszli powspominać...

Kontuzja polityczna

W sobotę w zespół polski wcieliła się reprezentacja Śląska oldbojów, Anglików "zagrali" zaproszeni goście, w przeszłości również piłkarze. Oba zespoły żeby oddać ducha epoki, wyszły w identycznych strojach jak w 1973 roku. Sędzia miał efektowny biały, wykrochmalony kołnierz, dziś już takich się nie praktykuje.

Mariusz Śrutwa, były snajper chorzowskiego Ruchu, zagrał w „reprezentacji Anglii”. – W szatni zdziwiliśmy się, że mamy zagrać w żółtych koszulkach i niebieskich spodenkach. Okazało się, że w 1973 roku Anglicy zagrali na Śląskim właśnie w takich barwach. Dziś mało kto o tym pamięta, może także dlatego, że wtedy przecież mecz był transmitowany w czarno-białej telewizji i nie było tego widać – uśmiechał się Śrutwa.

Zawodników wyprowadzili na murawę dwie sławy sprzed lat, które zagrały na Śląskim w 1973 roku: Jan Banaś i Jan Domarski.

Jan Domarski i Jan Banaś podczas meczu wspomnień na Stadionie ŚląskimJan Domarski i Jan Banaś podczas meczu wspomnień na Stadionie Śląskim KAMILA KOTUSZ

– Tamto spotkanie otworzyło nam drzwi do największych zaszczytów. Wiem, że ciągle ludzie zastanawiają się, kto strzelił gola: Robert Gadocha czy ja. Mogę jeszcze raz powtórzyć: ćwiczyliśmy to zagranie na treningach. Gadocha płasko uderzył, a ja wślizgiem dobiłem piłkę do bramki. Żałuję, że tamte fantastyczne mistrzostwa obejrzałem potem w telewizji, ale miałem zakaz wyjazdu do Niemiec. Miałem więc kontuzję „polityczną” – mówi Banaś. – Tamten mecz był wielkim wydarzeniem, przecież jedyny raz jak dotąd wygraliśmy z Anglią – dodaje Jan Domarski.

Mecz przeszedł do historii także z powodu nieszczęścia Włodzimierza Lubańskiego. – Zastąpiłem wtedy Włodka, który w drugiej połowie odniósł fatalną kontuzję. Wiadomo było, że już przed meczem odczuwał uraz, ale chciał zagrać – wspomina Domarski, który potem, w rewanżu, strzeli „złotą bramkę” na Wembley, dającą awans na mistrzostwa świata.

Pogoda była lekko deszczowa, czyli idealna do gry z Anglią... W sobotnim meczu wynik był trochę inny niż 45 lat temu (wówczas 2:0, teraz 4:1), ale zwycięzca i przegrany się zgadzali.

Jan Domarski i Jan Banaś podczas meczu wspomnień na Stadionie ŚląskimKAMILA KOTUSZ

To była świetna zabawa dla uczestników i kibiców. Fajnym pomysłem było puszczanie w trakcie spotkania transmisji radiowej z 1973 roku. W 8. minucie kiedy padł pierwszy gol po strzale Banasia, przez głośniki przypomniano tamto wydarzenie.

Pamiątka z makulatury

Organizatorzy przewidzieli wiele atrakcji, meczowi wspomnień towarzyszyły inne wydarzenia. Można było zobaczyć wystawę ze zdjęciami z meczów sprzed lat.

Jan Domarski i Jan Banaś podczas meczu wspomnień na Stadionie ŚląskimKAMILA KOTUSZ

Odbył się turniej dziesięciolatków, w którym wzięły udział drużyny z regionu (KS Stadion Śląski, GKS Katowice, Ruch Chorzów, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Rekord Bielsko-Biała, Rozwój Katowice, Sparta Katowice i Iskra Pszczyna). Nie zabrakło też konkursów z nagrodami. Każdy, kto przyniósł ze sobą jakiś gadżet związany z meczem Polska – Anglia z 1973 roku typu: bilet, program, proporczyk, dostał od organizatorów upominki. – Ludzie czasem wyrzucają różne rzeczy. Na makulaturze znalazłem program z tamtego spotkania. Jest dla mnie cenną pamiątką – przyznaje Ryszard Krzysztof Czaban, który w 1973 roku na meczu z Anglią nie był, bo był za mały. Pierwszy raz na Stadionie Śląskim pojawił się w 1980 roku, na pożegnaniu Włodzimierza Lubańskiego (towarzyski mecz z Czechosłowacją).

Jan Domarski i Jan Banaś podczas meczu wspomnień na Stadionie ŚląskimKAMILA KOTUSZ

Mecz z Anglikami widział na własne oczy za to 74-letni Werner Hojka, krawiec, a potem pracownik Huty Kościuszko. Do dziś ma bilet z tamtego meczu, a także pamiątkową paterę, którą kupił sobie, idąc wtedy z kolegami na stadion od strony przystanku tramwajowego. – Atmosfera była wówczas niesamowita... Dla mnie to miejsce, ten stadion i ten park są niezwykle ważne. Kiedy jeszcze żyła żona, bardzo często chodziliśmy tu na spacery... – wspomina.

Mecze wspomnień

To była już szósta lekcja historii zorganizowana przez Stadion Śląski. Wcześniej wspominano

– w 2013 r. mecz Polska – Brazylia z 1938 roku;

– w 2014 r. mecz Polska – RFN z 1974 roku;

– w 2015 r. mecz Górnik Zabrze – AS Roma z 1970 roku;

– w 2016 r. mecz Polska – Portugalia z 1986 roku;

– w 2017 r. mecz Polska – ZSRR z 1957 roku.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.