Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przed sezonem przyszedł z Wigier Suwałki, gdzie miał pewny plac. Waldemar Fornalik dał mu w debiucie na Stadionie Ludowym minutę na inaugurację sezonu. Drugi raz zagrał w niedzielę, w Białymstoku. Wszedł na boisko w 89. zastępując innego defensywnego pomocnika Toma Hateleya. W tym momencie na tablicy wyników widniało 1:1.

Sokołowski miał pomóc utrzymać ten wynik.

Zagrał 6 minut (mecz bowiem został przedłużony o 4), zaliczył 7 podań (5 celnych), miał jeden wygrany odbiór i jeden wygrany pojedynek*.

Ostatecznie Piast przegrał jednak ten mecz, bo Litwin Arvydas Novikovas wbił bramkę w doliczonym czasie. Było w tym trochę przypadku: akcję rozpoczął dalekim wykopem bramkarz gospodarzy Marian Kelemen, potem piłkarze trzy razy odbili piłkę głową i Novikovas pięknym wolejem nie dał szans Jakubowi Szmatule.

GRZEGORZ CELEJEWSKI

Na zimno można by stwierdzić, że Sokołowski nie wykonał zadania. Nie pomógł przecież kolegom, którzy stracili decydującą o porażce bramkę. Ale moim zdaniem to głupie podejście. Mam bowiem nadzieję, że, po pierwsze – nikt mu za to nie zmył głowy, po drugie – piłkarz nie weźmie tego co się stało przesadnie poważnie. Takie rzeczy mogą zdarzyć się przecież każdemu.

Padłeś – powstań. Powodzenia w następnym meczu Patryku Sokołowski.

*Informacje pochodzą z oficjalnych statystyk dostarczanych przez Ekstraklasę SA

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.