Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po dramatycznym meczu w Ostrowie Wielkopolskim, w którym GTK prowadziło przez 35 minut spotkania, ale ostatecznie to BM Slam Stal wygrała po tym, jak zwycięskie punkty rzucił na dwie sekundy przed końcową syreną Nikola Marković, w Gliwicach liczono na rehabilitację i przerwanie serii trzech kolejnych porażek. Okazja do tego była bardzo dobra, bo choć King Szczecin w ligowej tabeli plasował się wyżej, a przede wszystkim walczy o udział w play-off, to jednak ich dyspozycja na wyjazdach nie była do tej pory najwyższa. Starcie w Gliwicach rozpoczęli jednak bardzo dobrze. Trzy punkty zdobył Tauras Jogela, a kontrę wykończył Paweł Kikowski (0:5). Gospodarze po pierwszych niepowodzeniach szybko poprawili swoją dyspozycję w ataku i dzięki temu po chwili wyszli na prowadzenie po tym, jak efektownym wsadem popisał się Jonathan Williams (7:5). Goście szybko doprowadzili do wyrównania, ale nie mieli pomysłu, jak zatrzymać Williamsa. Amerykanin najpierw trafił zza łuku, a następnie wykończył akcję pod koszem oraz kontrę (17:12). Gra szczecinian w głównej mierze opierała się na Pawle Kikowskim, który wykorzystując szeroki repertuar zagrań w ataku, powodował, że jego zespół cały czas trzymał się w pobliżu rywala. Po jego wejściu pod kosz było 20:16, ale ostatnie słowo w tej kwarcie należało do Quintona Hookera, który po pierwszych niecelnych rzutach w końcu złapał swój rytm (22:16).

Przełamanie za sprawą Diduszki

Po wznowieniu gry akcją 2+1 popisał się Kyle Benjamin, ale w jeszcze lepszym stylu odpowiedział Damian Pieloch, który trafił z dystansu z faulem, a następnie dołożył jeden punkt z linii rzutów wolnych. Kiedy pod koszem dobrze spisał się Darrell Harris King, ponownie tracił tylko trzy „oczka” (26:23), ale riposta GTK była natychmiastowa. Dwa rzuty wolne wykorzystał Hooker, „trójkę” dołożył Lukas Palyza, a Paweł Zmarlak umiejętnie znalazł się pod koszem i popisał się dobitką (33:23). Szczecinianie swoją niemoc przełamali za sprawą Łukasza Diduszki, ale nie potrafili się zbliżyć do przeciwnika, gdyż dobrze w roli egzekutorów spisywali się Hooker i Palyza (42:31). Goście nie zamierzali się poddać i dzięki swojej cierpliwości oraz konsekwencji doczekali się serii punktowej pozwalającej znacząco zbliżyli się do miejscowych. Po dwóch akcjach Martynasa Paliukenasa oraz zagraniu 2+1 Kikowskiego podopieczni Mindaugasa Budzinauskasa tracili już tylko jedno „oczko” do gospodarzy (42:41). W końcu trafiło też GTK za sprawą Mavericka Morgana, a jeszcze raz z dobrej strony pokazał się Williams, zdobywając trzy punkty (47:43).

Pieniądze dla Marysi

W przerwie spotkania oprócz tradycyjnego rzutu z połowy nastąpiło podsumowanie aukcji charytatywnych. Za pomocą mediów społecznościowych GTK zlicytowało: koszulkę Lukasa Palyzy z podpisami wszystkich zawodników, zestaw gadżetów, kolację z wybranym zawodnikiem w burgerowni Zdrowa Krowa oraz karnet VIP na sezon 2018/19. Wszystkie przedmioty znalazły swoich nabywców, a dzięki temu na konto Marysi Janaś wpłynęła kwota bliska 1000 zł.

W drugiej połowie King dalej napierał. Dwa rzuty wolne trafił Kikowski, ale po drugiej stronie parkietu odpowiedź Piechowicza była zabójcza (52:45). W odpowiedzi zza łuku przymierzył Diduszko, a skutecznym wejściem pod kosz popisał się Paliukenas (52:50). Litwin nie tylko w ataku stanowił wartość dodaną, bo w defensywie otrzymał rolę krycia Hookera i wywiązał się z tej roli znakomicie. Snajper GTK miało spore problemy z trafianiem kolejnych rzutów, a poza Williamsem gospodarze nie mieli innych atutów. Po „trójce” Amerykanina gliwiczanie prowadzili jeszcze 59:56, ale szczecinianie konsekwentnie dążyli do wyrównania. Po skutecznym rzucie zza łuku Jogeli goście objęli prowadzenie (59:61). Miejscowi nie poddali się, a za sprawą Salamonika dwa razy wracali na prowadzenie (65:64). Końcówka tej kwarty należała już jednak do przyjezdnych, a w zasadzie jednego z nich. Sześć ostatnich punktów zdobył Paliukenas (65:71).

Teraz Trefl Sopot

Swoją dobrą dyspozycję King kontynuował także na początku ostatniej odsłony. Zza linii 6,75 m trafili Medlock oraz Kikowski i ich przewaga urosła do 10 punktów (67:77). Serię gości przerwał Hooker, a dzięki kolejnym punktom Palyzy i jeszcze raz Hookera straty zmalały do czterech „oczek” (73:77). Niestety, w kolejnych akcjach, choć GTK broniło bardzo dobrze, to dwa razy w dobrym miejscu pod koszem znalazł się Harris i popisał się dwoma skutecznymi dobitkami (75:81). Trener Paweł Turkiewicz miał w swojej talii dżokera. Był nim Damian Pieloch, który dwa razy trafił zza łuku i zredukował straty do jednego punktu (81:82). W odpowiedzi z półdystansu w ostatniej sekundzie akcji trafił Medlock. Szkoleniowiec miejscowych poprosił o przerwę na żądanie, a po niej akcją 2+1 popisał się Williams (84:85). Sfaulowany Medlock wykorzystał dwa rzuty wolne, a przed szansą na doprowadzenie do dogrywki stanął Pieloch. Rzut był oddawany z trudnej pozycji przy asyście dwóch obrońców i okazał się niecelny. Zwycięstwo przyjezdnych przypieczętował Sebastian Kowalczyk, trafiając dwa rzuty wolne (84:89).

Za tydzień GTK zagra u siebie z Treflem Sopot.

GTK Gliwice – King Szczecin 84:89 (22:16, 25:27, 18:28, 19:18)

GTK: Hooker 16 (2x3), Williams 24 (2x3), Piechowicz 10 (1x3), Salamonik 11 (3x3), Morgan 2 – Pieloch 10 (3x3), Palyza 9 (1x3), Zmarlak 2, Jędrzejewski, Ratajczak. Trener Paweł TURKIEWICZ.

King: Medlock 16 (2x3), Paliukenas 14, Kikowski 20 (2x3), Jogela 8 (1x3), Harris 14 – Diduszko 9 (1x3), Kowalczyk 5, Benjamin 3, Jonuska. Trener Mindaugas Budzinauskas.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.