W piątkowy wieczór do Gliwic wróciła zima, która znacznie utrudniła grę jednym i drugim. Więcej stracili na tym gospodarze.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piast Gliwice prezentuje się ostatnio tak, że można przecierać oczy ze zdumienia. Trener Waldemar Fornalik kompletnie odmienił oblicze zespołu bijącego się o utrzymanie i sprawił, że znowu gra on w piłkę. Do drużyny powróciła olbrzymia ambicja, piłkarze znowu walczą o każdy skrawek boiska, a do tego mają sporo piłkarskiej jakości.

To był pierwszy mecz gliwiczan na własnym boisku po skandalicznym zachowaniu ich kibiców w meczu z Górnikiem Zabrze. Trzeba przyznać, że klub i sympatycy w piątek stanęli na wysokości zadania. Tym razem na stadionie przy Okrzei zabrakło tych, którzy zajmowali miejsca za bramką i prowadzili zorganizowany doping. Ostatnio wszczęli oni awanturę i doprowadzili do przerwania meczu. Teraz nie zostali wpuszczeni na obiekt, a ich nieobecność nie była odczuwalna.

Na boisku w pierwszej połowie działo się bardzo niewiele. Piłkarzom obu zespołów przeszkadzały warunki: murawa w wielu miejscach przypominała kałuże błotne, a – co zrozumiałe – z minuty na minutę było coraz gorzej.

Piast bardzo chciał uzyskać dobry rezultat i gdyby nie boisko, to po ostatnich dobrych meczach pewnie rozpędziłby się jeszcze bardziej. Próbował szarpać i ruszać w kierunku bramki rywala, co kilka razy się udało.

Pierwszy raz gospodarze zagrozili bramce Zagłębia w 23. minucie. Atomowo uderzył Tom Hateley, ale piłka przeleciała nad poprzeczką bramki Dominika Hładuna. Chwilę później, też z dystansu, strzelał Tomasz Jodłowiec, ale źle trafił w futbolówkę.

W ofensywie gości najbardziej widoczny był napastnik Jakub Mares. Jednak poza wymuszaniem fauli i machaniem rękami Czech niewiele pomógł swojej drużynie. Rywalom zagroził za to Jakub Tosik, którego mocne uderzenie w dolny róg bramki wybronił w 37. minucie dobrze dysponowany Jakub Szmatuła. Okazję do zdobycia bramki miał też Maciej Dąbrowski, który z ostrego kąta strzelił prosto w Szmatułę.

Od początku drugiej połowy Piast kompletnie zdominował rywala. W 62. minucie wejście smoka mógł zaliczyć rezerwowy Michal Papadopulos, ale szybszy w walce o piłkę dośrodkowaną przez Saszę Żiwca był Hładun.

Gliwiczanie przez niemal całe drugie 45 minut praktycznie nie schodzili z połowy Zagłębia. Świetnie grał Hateley. Anglik często rozpoczynał akcje swojego zespołu dobrymi zagraniami, z łatwością mijał rywali, grał na wyprzedzenie. Mimo takiej przewagi Piasta kibice wciąż czekali na gola.

W samej końcówce dwie okazje miał Mateusz Szczepaniak, ale dwa razy z woleja trafił w obrońcę. Próbował także Papadopulos, jednak jemu też się nie udało.

Drużyna Fornalika do końca napierała, ale akcjom zabrakło wykończenia i zamiast trzech punktów gliwiczanie zyskali tylko jeden.

Piast Gliwice – Zagłębie Lubin 0:0

Piast: Szmatuła – Konczkowski, Korun, Czerwiński Ż, Pietrowski – Badia (68. Valencia), Jodłowiec, Hateley, Żiwec (81. Wasiljew) – Angielski (60. Papadopulos Ż), Szczepaniak.

Zagłębie: Hładun – Kopacz, Dąbrowski, Guldan – Czerwiński, Matuszczyk Ż, Tosik, Balić (79. Moneta) – Starzyński – Mares, Tuszyński (65. Pawłowski).

Sędzia: Łukasz Szczech (Warszawa).

Widzów: 5397.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem