Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

AZS-AWF Katowice to obecnie główna klubowa siła polskiej ekipy na igrzyskach olimpijskich w Pjongczang. Wśród 58 sportowców z Polski, którzy pojechali na igrzyska, aż 19 jest z klubów z województwa śląskiego. Najwięcej, 15 zawodników, ma właśnie AZS-AWF Katowice. Jak to się dzieje, że katowicka uczelnia potrafi do siebie przyciągnąć czołowych polskich sportowców?

Paweł Czado: Jak do tej pory [czyli w połowie pierwszego tygodnia zmagań - przyp. red] podobają się panu igrzyska w Korei?

Dr Krzysztof Nowak: Pierwsze koty za płoty. Na razie opinia publiczna – co widać po komentarzach w telewizji, radiu czy internecie – mocno przeżyła konkurs skoków.

Gdybyśmy w tych warunkach zdobyli dwa medale, bylibyśmy herosami. W takich warunkach, po północy, przy minus dwudziestu stopniach... Skończyło się na czwartym i piątym miejscu i okazuje się, że to jest tragedia narodowa... Tak być nie powinno. Czasu się nie cofnie. Zalecałbym spokój, uważam, że niepotrzebnie wpadamy ze skrajności w skrajność.

Rozmawialiśmy żartobliwie na uczelni o skoczkach i ktoś rzucił, że spodziewaliśmy się w Polsce siedmiu medali skoczków na tych igrzyskach: po dwa złota, srebra i brązy w konkursach indywidualnych oraz złoto w konkursie drużynowym.

Ale na razie generalnie nam nie idzie.

– Tak, ale dotychczas poza skoczkami trudno było się spodziewać jakichś medali. Nawet Justyna Kowalczyk nie startowała jeszcze na najważniejszym dla siebie dystansie. Malkontenci powiedzieliby, że bieg łączony być może to nie jest jej specjalność, ale w przeszłości była na nim przecież medalistką. Prawda jest taka, że od pewnego czasu Justyna skoncentrowała się tylko na technice klasycznej i w biegu łączonym rzeczywiście większych szans nie miała. Optymizmem przez trzydziestką klasykiem napawa fakt, że jest w nim mocna, w biegu łączonym po klasyku nie miała wielkiej straty do czołówki, więc ciągle jest w nim mocna. To, co ważne, to że ciągle jest optymistycznie nastawiona.

Prawda jest taka, że porównujemy obecne wyniki z tymi z poprzednich igrzysk w Soczi, gdzie osiągnęliśmy najlepszy rezultat w historii [4 złote medale, srebrny i brązowy – przyp. red.]. Na przykład tacy łyżwiarze szybcy – w Soczi Polska miała trzy medale ze złotym Zbigniewa Bródki, ale trzeba zauważyć, że czołówka naszych łyżwiarzy jest dość zaawansowana wiekowo. Młodą generację reprezentuje choćby nasza zawodniczka Magda Czyszczoń, która wystartuje w biegu masowym, ale takich zawodników nie ma wiele. Oni muszą „objeździć” się w zawodach Pucharu Świata. Pewnie Holendrom nigdy w tej dyscyplinie nie dorównamy, ale przypuszczam, że przyzwoite wyniki w kolejnych latach jednak będą.

Na razie zawodnicy AZS-AWF Katowice nie mają szczęścia. Choćby nasz saneczkarz...

– Mateusz Sochowicz. To ten nieszczęśnik, który zjeżdżał z szybkością 130 km/h bez szybki ochraniającej twarz. Proszę sobie wyobrazić jazdę bez okularów na motorze... Zginęła mu ta szybka wcześniej i w ostatniej chwili zorientował się, że nie ma jej przy sobie...

Bardzo żal innej waszej zawodniczki, Karoliny Riemen-Żerebeckiej, która miała wystartować w skicrossie.

– Pod koniec zeszłego sezonu miała ciężki wypadek, po którym była w śpiączce, a potem bardzo długo z niego wychodziła. Tak z ludzkiego punktu widzenia bardzo cieszyłem się wtedy, że dała radę. Pierwsze rokowania były przecież różne, ale zaczęła bardzo szybko wracać do zdrowia. A teraz znów dopada pech tę dziewczynę, bardzo ambitną... [Karolina na treningu tuż przed wyjazdem na igrzyska doznała kontuzji pleców. Kilka dni temu musiała przejść operację kręgosłupa – przyp. red.].

Karolina Riemen-ŻerebeckaKarolina Riemen-Żerebecka Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

To bardzo trudny moment i trzeba za nią mocno trzymać kciuki. A przecież miała już sukcesy w tej jakże emocjonującej dyscyplinie. Powiem szczerze: jako kibic wolę oglądać wyścig w skicrossie niż bieg zjazdowy. Uważam, że ludziom podobają się przede wszystkim te konkurencje, gdzie jest bezpośrednia rywalizacja.

Skąd na katowickiej uczelni łyżwiarstwo szybkie, skoro nie ma u nas toru?

– Okazało się, że krakowska AWF nie była za bardzo zainteresowana stworzeniem warunków dla zawodników. Zjawił się u nas Krzysztof Niedźwiecki, ojciec panczenisty Konrada, i spytał, czy nie bylibyśmy zainteresowani założeniem sekcji łyżwiarstwa szybkiego. Zabrzmiało trochę dziwnie, ale przecież wiadomo, że wszystkie kluby i tak wyjeżdżają trenować za granicę. Nie trzeba mieć toru w Katowicach. Proszę bowiem pamiętać: to nie jest kwestia klubu i infrastruktury, bo tej tak naprawdę nie ma u nas w pełni nikt, lecz jest kwestia stworzenia odpowiedniej organizacji i systemu wspomagania sportowców na uczelni. I tak nasi jeżdżą trenować do Berlina czy do Holandii. Z kolei na przykład biatlonistki jeżdżą do Austrii albo do Norwegii. Oczywiście nie jest tak, że przedstawiciele wszystkich dyscyplin nie mają na co liczyć w kwestii bazy. Mamy silne dżudo – mają gdzie trenować. Mamy silne pływanie – mają gdzie trenować. W tej chwili jest u nas 25 sekcji. Co da się zrobić na AWF-ie – robimy.

Staliście się potęgą klubową w polskiej ekipie na tych igrzyskach. Jak to możliwe?

– Zawsze liczymy to podwójnie. Z AZS-AWF mamy na igrzyskach piętnastu sportowców. W Soczi mieliśmy dwudziestu, bo mieliśmy jeszcze pięciu bobsleistów. Ale jest przecież jeszcze dziewięcioro zawodników, którzy są studentami naszej uczelni, ale reprezentują inne kluby. Takim sztandarowym przykładem jest Dawid Kubacki, który jest zawodnikiem klubu z Zakopanego, ale studentem katowickiej AWF.

Dlaczego tak się dzieje? Od 2005 roku, od czasów kiedy rektorem był Zbigniew Waśkiewicz, postawiliśmy na system ułatwiania studiów zawodnikom sportów zimowych. Żadna uczelnia w Polsce nie dostrzegała pewnego istotnego problemu: oni rozpoczynają przygotowania w lipcu, czasami wcześniej, i kiedy „normalni” studenci rozpoczynają rok akademicki na początku października, to oni są już bardzo często na zgrupowaniach zagranicznych, na lodowcu czy w innych miejscach. Oni tak naprawdę mogli wrócić po skończonym sezonie, czyli pod koniec marca lub na początku kwietnia. Każda inna uczelnia mogła zaproponować jedynie... skreślenie z listy studentów.

Kto by czekał na studenta, który zamiast 1 października przychodziłby na zajęcia 1 kwietnia, i nie jest to żart primaaprilisowy (uśmiech). Ale u nas to możliwe. System IPPS, czyli „indywidualne plany i programy studiów”, pozwala w Katowicach sportowcom dyscyplin zimowych, ale także letnich z odpowiednią klasą sportową, uzyskać ten system i planować sobie tempo studiowania.

Liczba przedmiotów, które chcą zaliczyć w danym semestrze, a także termin ich zaliczenia to już ich sprawa. Nie muszą chodzić z grupą, wszystko mogą ustalić z opiekunami, promotorami. Oczywiście nie ma mowy o taryfie ulgowej. Dla Justyny Kowalczyk, kończącej u nas studia, jednym z ostatnich egzaminów była anatomia, jeszcze z pierwszego roku. Pani profesor bardzo się cieszyła, że mistrzyni olimpijska przyszła do niej na egzamin, ale nie zamierzała jej z tego powodu odpuszczać... Kowalczyk zdała. Jedyna różnica, że w innym terminie niż wszyscy inni studenci.

Widzę, że jesteście zadowoleni z IPPS i będziecie na uczelni te plany kontynuować?

– Oczywiście. Rozszerzyliśmy te założenia także na sporty letnie – lekkoatletykę, pływanie, dżudo. W tej chwili program obejmuje już prawie 400 sportowców z ponad 4500 studiujących na uczelni. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to element realizacji tzw. dwutorowej kariery sportowej, która zresztą jest propagowana w Unii Europejskiej i przez polskie Ministerstwo Sportu. Został zauważony bowiem pewien problem: obecnie żeby zostać sportowcem wyczynowym, trzeba w zasadzie całe życie poświęcić treningom i startom. W zasadzie w trakcie kariery sportowej nie da się robić czegokolwiek innego, dodatkowego. Nie da się albo wyjątkowo trudno jest zdobyć wykształcenie, zawód, uprawnienia. Znamy przykłady z dawnych czasów pięściarzy czy zapaśników, którzy po karierze sportowej zostawali dosłownie z niczym. Nie mogli być nawet trenerami, bo nie mieli uprawnień. A nie mieli uprawnień, bo nie mieli wykształcenia.

Akademia Wychowania Fizycznego w KatowicachAkademia Wychowania Fizycznego w Katowicach DAWID CHALIMONIUK

Ten system ma to zmieniać. Nie przeszkadzamy w karierze – chodzi o to, żeby zawodnicy mogli dojść do europejskiego lub światowego poziomu, a jednocześnie chcemy, by zdobyli na naszej uczelni wykształcenie tak pomocne po karierze. Mamy u nas siedem kierunków studiów na trzech wydziałach kształcenia. Można zdobyć wyższe wykształcenie w zakresie wychowania fizycznego, rehabilitacji, fizjoterapii, turystyki, zarządzania... Można zdobyć dodatkowe uprawnienia choćby jako trener personalny lub dietetyk itd.

Chodzi o to, że sportowiec kończący karierę ma zapewniony start w dalsze życie, z odpowiednimi papierami w ręku. Nie znam przypadku, żeby ktoś, kto był naszym wybitnym sportowcem i zdobył wyższe wykształcenie, pozostał z niczym po skończeniu kariery.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.