Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Metamorfoza gliwiczan trwa w najlepsze. Po niespodziewanym tryumfie w spotkaniu derbowym z MKS-em trzy tygodnie temu podopieczni Pawła Turkiewicza uwierzyli w siebie na tyle, że mają już na koncie trzy wygrane z kolei i tylko liderujący tabeli Anwil może pochwalić się aktualnie chwalebniejszą passą.

Pojedynek z PGE Turowem Zgorzelec należał do niesłychanie wyrównanych. Żadna z ekip nie potrafiła wypracować sobie bezpiecznej przewagi, choć to gliwiczanie przez większą część spotkania byli o krok lub dwa przed rywalami. Ostatnia kwarta rozpoczynała się jednak przy remisie 60:60, anonsując jednocześnie wspaniałe emocje na finiszu zawodów. I rzeczywiście, kibice w „Łabędziu” nie mogli być zawiedzeni pod tym ani pod żadnym innym względem.

Beniaminek na parkietach EBL nie dał się zdominować imponującym w tym sezonie zgorzelczanom i to on lepiej wytrzymał wojnę nerwów, w której prowadzenie zmieniało właściciela co rusz. Najpierw niesłychanie istotną „trójkę” trafił Johnathan Williams (80:76), a w ostatnich sekundach zwycięstwo gospodarzy przypieczętował potężnym wsadem Maverick Morgan, po akcji dwójkowej z Robertem Skibniewskim.

Gliwiczanom udało się tym samym zrehabilitować za bolesną porażkę w Zgorzelcu różnicą ponad 30 oczek.

Wówczas rywale trafiali zewsząd, nawet z połowy boiska. W gliwickiej hali było już jednak inaczej…

GTK Gliwice – Turów Zgorzelec 82:78 (18:11, 21:23, 21:26, 22:18)

GTK: Williams 18, Morgan 17, Piechowicz 13, Palyza 12, Hooker 6, Skibniewski 6, Ratajczak 4, Salamonik 4, Pieloch 2, Radwański 0.

Turów: Ayers 18, Petrukonis 16, Camphor 11, Balmazović 11, Borowski 10, Waldow 9, Patoka 3, Bochno 0, Jarecki 0, Koelner 0.

W końcu przełamał się także MKS Dąbrowa Górnicza. Droga do wyjścia z zapaści czterech kolejnych porażek prowadziła przez pojedynek z Treflem Sopot i długo zapowiadało się na kontynuację niezwyciężania. Podopieczni Jacka Winnickiego musieli zmierzyć się ze znakomitą dyspozycją strzelecką rozgrywającego rywali Obbie’ego Trottera (6/10 za 3). Odpowiedzią na harce dystansowe była gra wewnętrzna – dąbrowianie zdobyli świetne 40 punktów w „pomalowanym”. Po ostatnim przeciętnym występie ocknął się D.J. Shelton, którego 21 pkt i 11 zb. poprowadziło za rękę zespół z Zagłębia do tryumfu.

Było to już 9. double-double (podwójna zdobycz w dwóch kategoriach statystycznych) Amerykanina w tym sezonie – MKS wygrał siedem z tych spotkań.

MKS Dąbrowa Górnicza – Trefl Sopot 82:74 (19:27, 19:18, 19:16, 25:13)

MKS: Shelton 21, Novak 17, Kowalenko 17, Broussard 14, Wołoszyn 2, Kucharek 5, Gabiński 5, Wieczorek 1, Pamuła 0.

Trefl: Trotter 22, Love 13, Dylewicz 9, Ł. Kolenda 9, M. Kolenda 7, Karolak 7, Zack 2, Stefański 2, Śmigielski 2, Mielczarek 1.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.