Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ta niezwykła historia przytrafiła się Pawłowi Lubinie, reprezentantowi Polski w latach 20, piłkarzowi katowickiej Diany i Pogoni, w latach 30. kapitanowi związkowemu Śląskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej, który prowadził wówczas piłkarską reprezentację Górnego Śląska. Zmarł w 1977 roku, ale przed śmiercią spisał relację ze swych niezwykłych przeżyć.

Czego tu szukasz, Polaku?

Przeglądam wspomnienia własnoręczne spisane przez niego 24 października 1967 roku. Kiedy wybuchła wojna rodzina Lubinów uciekła wgłąb Polski, ale ostatecznie zdecydowała się wrócić z tułaczki spod Zaleszczyk.

„Wychodząc z dworca ulicą Dworcową, żona moja, widząc udekorowaną swastykami ulicę mówiła do mnie: „wiesz ty co? Wróćmy skąd przyjechaliśmy” (...). Dziwny był ten ponury widok wesołych zazwyczaj ulic naszego miasta. Ulice mimo godziny 12 były puste.

Spotkaliśmy przed mieszkaniem [przy ul. Plebiscytowej, przyp. aut.] znajomego pana Meyera, już w brunatnym mundurze S.A.mana [Sturmabteilung – wywodząca się z bojówek organizacja wojskowa NSDAP, rozwiązana w 1945 roku, przyp. aut.]. Przed wojną udawał Polaka, teraz na ulicy zahaczył mnie pytając po niemiecku czego ja tu szukam. Odpowiedziałem mu tak, że aż się za nim kurzyło. Drugi raz już mnie o nic nie pytał”.

Mieszkanie Lubinów było zapieczętowane, ale nieokradzione. Paweł Lubina poszedł do magistratu po klucze, były bowiem zdeponowane w Urzędzie Miasta. Pracował w nim zresztą przed wojną jako kierownik wydziału budownictwa. Miał szczęście – urzędnik miał właśnie oddać klucze, żeby przekazać mieszkanie lokatorowi wskazanemu przez Niemców, Lubina pojawił się po nie dziesięć minut wcześniej.

Ale „życie pod niemieckim panowaniem nie najlepiej nam się układało. Roboty nie było. Moje stanowisko kierownika urzędu budownictwa naziemnego było już zajęte. Miałem trochę zaoszczędzonych pieniędzy, które wystarczyły na kilka miesięcy. Chodziłem na spacery po mieście. Spotykaliśmy się ze znajomymi będącymi w podobnej sytuacji” – wspominał Paweł Lubina.

Nietypowy oberscharführer

Na początku stycznia 1940 dostaje pracę jako rzeczoznawca budowlany w Miejskiej Kasie Oszczędności w Katowicach (na rogu dzisiejszej ul. Pocztowej i Warszawskiej). Udaje mu się, bo kierownik arbeitsamtu [urzędu pracy] pan Sojka pamięta go jako zawodnika. „W mecz Pogoń Katowice – Preußen Hindenburg tę jedną bramkę strzelił właśnie pan. Momentu tego nie zapomnę, pańską twarz sobie zapamiętałem” – oświadczył Lubinie Sojka.

Na początku stycznia dostaje wezwanie jako świadek do gmachu gestapo przy ul. Powstańców [po wojnie była tam komenda Milicji Obywatelskiej, przyp. aut.]. To były dramatyczne chwile. Z pamiętnika Lubiny: „Spotkałem tam dawnego współpracownika z magistratu pana Kałużę. Wezwanie było na na godz.10 do pokoju nr 10. Miał takie samo wezwanie.

Mówił, że to niedobrze. – Byłem wzywany trzy dni temu i zęby mi wybili...

Czekaliśmy pod drzwiami. Oberscharführer wezwał najpierw Kałużę. Przesłuchanie trwało cztery godziny. Wyszedł cały”.

Wychodząc, Kałuża zdążył Lubinie szepnąć na ucho, że przesłuchiwał go inny gestapowiec, nie ten, który wcześniej wybił mu zęby. To były dobre wieści. Lubina wszedł do pokoju i rozłożył akta. Relacja Pawła Lubiny: „Przeczytał mi wszystkie moje grzechy, które rzekomo popełniłem wobec Rzeszy a mianowicie:

– że należałem do podziemnej polskiej organizacji bojowej;

– że opuściłem pierwszą polską flagę na Teatrze Miejskim [późniejszym Teatrze Wyspiańskiego, przyp. aut.] 22 czerwca 1922 roku [z okazji wkroczenia do Katowic wojsk gen. Stanisława Szeptyckiego, przyp. aut.]

– że zburzyłem alegorie na teatrze nawiązujące do wagnerowskich bohaterów oraz zniszczyłem napis „Deutsche Wort, Deutsche Art” [„niemieckie słowo, niemiecki zwyczaj, przyp. aut.]

Pocztówka Teatru w Katowicach z 1909 roku. na rogach widać alegorie zniszczone potem przez Pawła Lubinę. Biało-czerwoną flagę wypuścił w 1922 roku przez okienko w prawym górnym rogu budynkuPocztówka Teatru w Katowicach z 1909 roku. na rogach widać alegorie zniszczone potem przez Pawła Lubinę. Biało-czerwoną flagę wypuścił w 1922 roku przez okienko w prawym górnym rogu budynku DAWID CHALIMONIUK

– że rozebrałem wieżę Bismarcka w parku [parku Kościuszki, w tym miejscu stanął drewniany kościół św. Michała, przeniesiony z Syrynii, przyp. aut.]

– że zdefraudowałem w magistracie dużą ilość pieniędzy;

– że zabroniłem na sztucznym lodowisko [Torkat, za którego budowę Lubina odpowiadał, przyp.aut.] mówić Niemcom po niemiecku;

– że będąc kapitanem sportowym Śląskiego Związku Piłki Nożnej wychowywałem młodzież w duchu polskim

Wyczytał mi dziesięć takich grzechów co trwało godzinę. Potem wypytywał mnie przez kolejne dwie.

Po przesłuchaniu zamknął moje akta, poprosił mnie żeby stanął obok niego i zaczął ponownie studiować kartkę po kartce (sprawdzał kto donosił, przyp. aut.). Skończywszy procedury stwierdził, że takich wyczynów nie jest w stanie dokonać żaden uczciwy... piłkarz i uważa te donosy za akt zemsty. Na tym się skończyło moje przesłuchanie.

Już nigdy się nie spotkali

– Widzę, że grał pan w piłkę nożną nawet w reprezentacji Polski – zainteresował się gestapowiec. – Czy grał pan może w Wiedniu?

Odparłem, że grałem jedynie przeciwko wiedeńskim drużynom w Katowicach, choćby przeciwko Wackerowi, dwa razy z Admirą (...). Ostatni raz w Wiedniu byłem wiosną 1937 roku jako kapitan związkowy Śląskiego OZPN. Górny Śląsk grał tam z reprezentacją Górnej Austrii w Linzu, przegrał 2:4. Z Florisdorfer AC wygraliśmy na Praterze 4:2, to były przepiękne zawody z obu stron rozegrane w obecności prezydenta Austriackiego Związku Piłki Nożnej.

Po tej krótkiej mojej relacji zdradził mi, że również grał w piłkę nożną. Spytałem w jakim klubie i na jakiej pozycji. Powiedział mi, że grał na lewej pomocy w Rapidzie. Kiedy podał mi w jakich latach, ja podałem wprost jak się nazywa. Był kompletnie zaskoczony. Popatrzył na zegar. „Macie szczęście, gdyby tu jeszcze był mój poprzednik to byście nie wyszli. Muszę was odprowadzić, jest po szóstej więc wartownicy was nie wypuszczą.” – relacjonował Lubina.

Piłka zrobiła swoje. Już nigdy się nie spotkali.

współpraca: Marian Lubina

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.