Jesteśmy na fali. Podczas meczu z Lechią Gdańsk będziemy chcieli zdominować grę na całym boisku, tak żeby rywale mieli jak najmniej do powiedzenia - mówi Szymon Żurkowski, pomocnik Górnika Zabrze.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ostatnim meczu z Wisłą Kraków należał do wyróżniających się piłkarzy. Strzelił gola, potem omal nie skończył spotkania przed czasem po brutalnym faulu rywala.

Paweł Czado: Czy jest miejsce na emocje podczas meczu?

Szymon Żurkowski: – Emocje są, my do każdego meczu podchodzimy z emocjami. W pierwszej połowie meczu z Wisłą nie wyglądało to tak, jak miało wyglądać, nie tak jak chcieliśmy. Wynik też nie był taki, jak należy. W szatni się zmotywowaliśmy, powiedzieliśmy sobie parę słów i wyszliśmy z mocnym postanowieniem poprawy. Nasz trener wychodzi z założenia, że wie, co zrobić, by wygrać mecz. Dlatego w przerwie dostaliśmy od niego konkretne wskazówki, co zmienić, co poprawić. Po prostu wiedział, co powiedzieć. No i po przerwie wyglądało to lepiej.

Z Wisłą Kraków strzelił pan drugiego gola z dystansu w tym sezonie. Satysfakcja jest?

– Jest! (uśmiech). Ale jest też sporo rzeczy do poprawy. Ktoś mi kiedyś powiedział, że do gry muszę dołożyć statystyki, liczby. Zdawałem sobie sprawę, że to jest do poprawy: trzeba strzelać gole. Z tego założenia wychodzę: grać coraz lepiej, dodawać liczby – tak, żeby wszyscy byli zadowoleni.

Muszę spytać o ten nieszczęsny faul z końcówki meczu z Wisłą. Wyglądało to makabrycznie [z brutalnym wejściem Victor Perez nie trafił, ale zaraz potem rozpędzonego Żurkowskiego ściął Marcin Wasilewski, przyp.aut.]?

– Kiedy prowadziłem piłkę, bardziej skupiony byłem na tym, gdzie z nią iść, gdzie podać. Wiedziałem, że ktoś próbuje mnie zatrzymać, ale nie zdawałem sobie sprawy z zagrania Hiszpana, nie widziałem go. Dopiero po meczu koledzy pokazali mi zdjęcia, jak leci za mną z wyciągniętą nogą. W sumie dobrze, że skończyło się na tym drugim faulu, a nie na pierwszym, bo wtedy mógłbym nie wstać.

Ten drugi też był ostry. Bolało? (uśmiech)

– Przy takich wejściach coś tam boli (uśmiech). Może powiem, że trochę to... rozumiem. To są emocje, każdy chce wygrać. Marcin Wasilewski od razu po meczu napisał do mnie SMS-a, a jeszcze w jego trakcie mnie przepraszał. Nie mam żalu.

Przed wami mecz z Lechią. Coś o rywalu?

– Dobrze wiem, że tam jest solidny środek pola. Zawodnicy tam występujący to gracze z wysokiej półki. Ale my jesteśmy na fali. Będziemy chcieli zdominować grę na całym boisku, tak żeby rywale mieli jak najmniej do powiedzenia.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem