Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

VAR, czyli video assistant referee, znowu był w roli głównej podczas ostatniej kolejki ligowej. Decyzję o użyciu VAR podejmuje arbiter. Powinna być suwerenna, niewymuszona. W żadnym razie nie powinni na nią wpływać piłkarze. To jednak tylko teoria, czego najlepszym przykładem był mecz Piasta Gliwice z Lechem Poznań.

Przymuszony sędzia

Sporna sytuacja miała miejsce w 21. minucie spotkania. Sędzia Bartosz Frankowski na początku nie myślał o podyktowaniu karnego, przynajmniej tak to wyglądało z trybun.

Po protestach piłkarzy Lecha uznał jednak, że Martin Konczkowski dotknął piłki ręką, i wskazał na 11. metr. Nie chcę oskarżać sędziego o to, że podyktował karnego pod wpływem presji ze strony poznaniaków, ale takie sprawiało to wrażenie. Pewnie nikt by się nad tym nie zastanawiał, gdyby nie to, co działo się chwilę później. 

GRZEGORZ CELEJEWSKI

Karny podyktowany, napastnik Lecha Christian Gytkjaer ustawia piłkę i zaczyna się koncentrować nad czekającym go za chwilę uderzeniu. W tym czasie sędzia Frankowski zostaje otoczony przez piłkarzy Piasta, którzy (słusznie) krytykują jego decyzję. Pewnie krzyczą coś w stylu: „Przecież masz VAR, idź i zobacz. Nie dotknął tej piłki ręką!”. Arbiter wreszcie wykonuje gest „telewizora” i podbiega do kamery, aby ocenić słuszność swojej decyzji. Jak już wiemy, nie miał racji, więc wycofał się z podyktowania karnego.

Decyzja w rękach kapitana?

Moim zdaniem cała ta procedura jest idiotyczna. To, że arbiter suwerennie podejmuje decyzję o użyciu VAR, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. W co drugim meczu to zawodnicy albo trenerzy wymuszają na sędziach wideoweryfikację.

Jeżeli już tak jest, że to de facto drużyny decydują o tym, kiedy sprawdzamy sytuację za pomocą VAR, to niech taki zapis znajdzie się w przepisach. Na przykład: w trakcie połowy każda z drużyn może raz albo dwa razy wcisnąć czerwony guzik weryfikacji, kiedy jest pewna swojej racji. Coś jak w siatkówce. Ukróciłoby to ten cały cyrk tworzący się wokół „varowych” sytuacji.

Wydarzenia, które miały miejsce na stadionie przy Okrzei, osłabiają autorytet sędziego. Zawodnicy mogą nim łatwo manipulować, a sędzia po ludzku chce mieć czyste sumienie i sprawdza sporne sytuacje. To rozumiem, nie mam o to żadnych pretensji. Gdyby jednak w przepisach jasno określono, że kapitan, trener mogą decydować o użyciu VAR, to sędziowie zachowaliby autorytet, a drużyny nie miałyby do nich pretensji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.