Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Trudno w to uwierzyć, ale ostatni raz Puchar Polski zabrzanie zdobyli w 1972 roku. Ostatni raz do ćwierćfinału, czyli na tym etapie co obecnie, zabrzanie mieli okazję rywalizować w 2013 roku, przegrali dwumecz z późniejszym triumfatorem – Zawiszą Bydgoszcz. W 2014 roku zabrzanie odpadli w 1/8 finału z Podbeskidziem, w 2015 – w 1/16 finału z Zagłębiem Sosnowiec, w 2016 – w 1/8 finału z Wigrami Suwałki.

W Zabrzu zapewniają, że traktują krajowy puchar równie poważnie jak ligę. Miło to słyszeć – w Chojnicach zabrzanie rzeczywiście zagrali w najsilniejszym możliwym składzie.

Górnik Zabrze zaczął spokojnie

Początek meczu w Chojnicach był spokojny, zabrzanie nie forsowali przesadnie tempa, nie stwarzali również nie wiadomo jak groźnych sytuacji podbramkowych. Strzelali z dystansu Rafał Kurzawa (z wolnego) i Damian Kądzior, ale Radosław Janukiewicz nawet nie musiał przełykać śliny z wrażenia.

Zabrzanie ze spokojem zrobili co do nich należało – zdobyli gola małym nakładem sił. Oczywiście nie było mowy o lekceważeniu rywali. Wystarczyło intensywniej pograć skrzydłami. Górnik wyszedł na prowadzenie po rzucie karnym w 26. minucie – Wojciech Lisowski sfaulował w polu karnym schodzącego ze skrzydła Kurzawę i sędzia Szymon Marciniak nie miał wątpliwości. Do piłki podszedł Igor Angulo i płasko uderzył w róg. Janukiewicz wyczuł wprawdzie intencje strzelca, ale piłka była uderzona zbyt mocno. Cztery minuty później Bask zrobił wszystko jak należy, żeby podwyższyć rezultat – uderzył groźnie piłkę głową, ale Janukiewicz tym razem spisał się kapitalnie wybijając paradą piłkę.

Co się odwlecze, to nie uciecze... Kilkadziesiąt sekund później bardzo dobrą centrę Michała Koja z lewej strony na drugą bramkę zamienił rozpędzony Angulo. Obrońcy Chojniczanki nie wiedzieli, jak zareagować. Wejście z impetem Baska na wycofaną piłkę i już nie musieli się nad tym zastanawiać.

Zmarnowany rzut karny

W drugiej połowie zabrzanie grali jak przez większość pierwszej – uważnie, ale nieprzesadnie intensywnie. Po dziesięciu minutach po raz trzeci wepchnął piłkę do bramki, ale sędzia słusznie nie uznał gola wbitego przez Łukasza Wolsztyńskiego, bo piłkarz był na wyraźnym spalonym.

W 64. ten trzeci gol i tak padł. Wzorową dwójkową akcję rozegrali Damian Kądzior i Maciej Ambrosiewicz. Pierwszy ją rozpoczął i uciekł w pole karne, drugi posłał dokładne podanie, które okazał się asystą. Kądzior pełny entuzjazmu pobiegł w stronę ławki rezerwowych i uściskał się z Marcinem Broszem. Po chwili mogło być już 4:0: Hubert Wołąkiewicz sfaulował w polu karnym Łukasza Wolsztyńskiego i drugi karny. Tym razem do piłki podszedł Kurzawa. Zmylił Janukiewicza, ale... nie trafił w bramkę.

Gospodarze na otarcie łez wbili honorowego gola. Było to trafienie wyjątkowej urody. Stoper Piotr Kieruzel zdecydował się na strzał z rzutu wolnego prawie z 30 metrów. Przyłożył rzeczywiście fantastycznie, piłka wylądowała w górnym rogu bramki Tomasza Loski, który w tym przypadku nie może mieć do siebie pretensji o to, że nie zapobiegł stracie bramki.

Ostatecznie piłkarze Górnika i jego kibice i tak byli po meczu zadowoleni. Trudno im się dziwić. Rewanż za ponad miesiąc, pod koniec listopada w Zabrzu.

Chojniczanka – Górnik Zabrze 1:3 (0:2)

Bramki: 0:1 Angulo (26., z karnego), 0:2 Angulo (32.), 0:3 Kądzior (62.), 1:3 Kieruzel (72.)

Chojniczanka: Janukiewicz – Lisowski, Wołąkiewicz Ż, Kieruzel, Pietruszka – Podgórski (75. Ryczkowski), Grzelak Ż, Paprzycki, Bąk (81. Biskup) – Drozdowicz (68. Drzazga Ż), Mikołajczak Ż

Górnik: Loska – Wolniewicz, Wieteska, Dani Suarez, Koj – Kądzior Ż (86. Olszewski), Ambrosiewicz, Matuszek, Kurzawa – Angulo, Ł.Wolsztyński Ż (72. Ledecky)

Sędziował: Marciniak (Płock)

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.