Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szkoleniowiec odpowiadał w Gliwicach na pytania dziennikarzy.

Paweł Czado: Miał pan pretensje do Jakuba Szmatuły za czerwoną kartkę w Zabrzu?

Waldemar Fornalik, trener Piasta: – Znałem wcześniej Kubę spoza boiska. Patrzyłem na jego zachowania, widziałem jego temperament. Wszyscy podkreślają, że to fajny chłopak i musi się nie wiadomo co zdarzyć, żeby eksplodował. A w Zabrzu to nie była nawet eksplozja. To była chęć zwrócenia uwagi, że coś się nie wydarzyło [Szmatuła nie sfaulował Igora Angulo - przyp. aut.]. Pretensje? Mogę je mieć do pana sędziego, że nie postąpił zgodnie z własną decyzją, ale usłyszał podpowiedź i zareagował tak, a nie inaczej. Nie chcę dalej komentować tej kary, ale ustanowienie takich przepisów jest absurdalne. Jeśli się sądzi kogoś, kto dokonał takiego przewinienia, i są przecież okoliczności łagodzące, to bierze się je pod uwagę. A okolicznością łagodzącą powinien być fakt, że faul na Angulo nie miał miejsca i tyle w tym temacie.

Fakt, że Szmatuła będzie miał teraz taką długą przerwę [cztery mecze dyskwalifikacji - przyp. red.] i pole manewru w bramce się zawęża martwi pana?

– To niełatwa sytuacja. Mamy jednego doświadczonego bramkarza i młodzież. Nie ukrywam, że z całym sztabem próbujemy się rozglądać, czy nie ma jeszcze jakiegoś zawodnika na rynku, żeby się zabezpieczyć na jakąś przykrą ewentualność. Nie chciałbym wywoływać wilka z lasu, chciałbym, żeby Dobrivoj Rusov wszedł do bramki i pokazał się z jak najlepszej strony, żeby był mocnym punktem i groźnym konkurentem dla Kuby, kiedy ten już będzie mógł grać.

Czy drużyna Piasta jest bystra pod względem taktycznym?

– Pracujemy nad taktyką. Drużyna ciągle poznaje nas, trenerów, my ciągle poznajemy ją. Na razie mamy za sobą trzy mecz łącznie z pucharowym i uważam, że w meczu z Górnikiem było już widać postęp, jeśli chodzi o zachowania na boisku, które chcemy egzekwować. Po badaniach wiem, w którym kierunku sterować treningiem.

Zrezygnował Pan ze sparingu z inną drużyną w czasie tej przerwy. Celowo?

– Tak. Mieliśmy oczywiście propozycje takiego meczu, ale po konsultacjach i obserwacji drużyny uznałem, że bardziej potrzebny jest trening o określonym charakterze niż gra, która w mojej ocenie nie była nam tak potrzebna. Piłkarzom nie jest łatwo, kiedy przegrywają kolejne mecze jedną bramką. Przeprowadziliśmy dużo rozmów, właściwie rozmawiałem z każdym zawodnikiem. Wyjaśniłem jasno, czego oczekuję. Muszę przyznać, że piłkarze podczas ostatnich treningów byli bardzo zaangażowani, każdy dawał na tyle, na ile było go stać, ta przerwa była nam potrzebna. Jestem przekonany, że będzie to widać w sobotnim meczu.

Czy wiadomo już, kiedy wróci do gry Gerard Badia?

– Może to nie nastąpić przed kolejną przerwą na mecze reprezentacji [10-13, listopada - przyp. red.]. Wolę podawać dłuższe terminy rekonwalescencji niż być później rozczarowanym. Lepiej nie wykonywać zbyt pochopnych ruchów, bo potem może się to kończyć jak choćby z Vassiljevem, który nabawił się urazu mięśnia dwugłowego, zagrał jakiś mecz, znowu pojechał na reprezentację i znowu kontuzja. Bardzo podobna, właściwie ta sama. Uważam, że Konstantin powinien odbyć więcej treningów indywidualnych

Piast w ofensywie to osobny rozdział. Na razie drużyna nie jest bramkostrzelna.

– Oczywiście liczą się bramki, a my ich za dużo na razie nie strzelamy. Kiedy Vassiljev wypada, pole manewru się zawęża. Gdyby mieć na jego miejsce zawodnika o podobnych parametrach, byłaby inna rozmowa. Ale takiego trudno znaleźć. Pracujemy, szukamy rozwiązań, zresztą dotyczy to nie tylko ataku. Rano byłem na śniadaniu biznesowym, w którym uczestniczyli ludzie związani z Piastem i zadano mi pytanie o defensywę, bo „to najsłabsza formacja i czy będą wzmocnienia”.

Ma Pan w składzie dwóch piłkarzy – Macieja Jankowskiego i Martina Konczkowskiego, z którymi pracował Pan w Ruchu. Ci sami piłkarze, ale czy podobna forma jak wtedy?

– Z Martinem pracowaliśmy całkiem niedawno, ale od czasu, kiedy Maciek był w Ruchu, minęło trochę czasu. Na pewno jest bardziej doświadczony i nie ukrywam, że bardzo liczę na, że wróci do dyspozycji, jaką prezentował kiedyś w Ruchu, że będzie tym „Jankesem”, który straszył linie defensywne każdego zespołu.

Parę lat trwa, a nie potrafi się odblokować.

– Ma przebłyski. Musi ustabilizować formę.

Sandecja to łatwy rywal na przełamanie?

– Nie ma łatwych przeciwników. Wszyscy wcześniej liczyli, że Arka to będzie dobry przeciwnik na przełamanie, a tak się nie stało. Każdy przeciwnik jest dobry, kiedy drużyna jest w odpowiedniej dyspozycji i funkcjonuje na określonym poziomie. W Sandecji gra wielu doświadczonych zawodników z przeszłością ekstraklasową i stanowią teraz dobrą drużynę.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.