Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Śląskie derby długo nie były porywającym widowiskiem. Spotkanie zostało rozstrzygnięte w końcówce po kontrowersyjnym rzucie karnym dla gospodarzy. – Pierwsza nasza myśl była taka, że arbiter idzie do Angulo z żółtą kartką za symulacje. Tymczasem arbiter podyktował przeciwko nam rzut karny – mówi Szmatuła, który został wtedy ukarany czerwoną kartką za „naruszenie cielesności sędziego” Piotra Lasyka. – Za to pana sędziego przepraszam, bo poniosły mnie nerwy. Ale on – za to, co zrobił – powinien przeprosić całą naszą drużynę. Ten rzut karny to było „Kino-Oko”. I niech się później nie dziwi, że są nerwy. Sami sędziowie do tego doprowadzają. To są derby, mecz na remis, a on po takim czymś wskazuje rzut karny – irytuje się bramkarz Piasta.

– Trochę mnie poniosło, ale mnie – jako kapitanowi – nie powinien dać czerwonej kartki. Chciałem go tylko lekko odsunąć. Uchronić przed resztą chłopaków, bo widziałem „pianę”, jaką wszyscy mieli. Przecież nie odepchnąłem go i nic mu nie mówiłem. Nie przeklinałem i nie powiedziałem na niego złego słowa, a tylko zabrałem go na bok. W jego interpretacji naruszyłem jego cielesność. Może zrobiłem to troszeczkę za mocno, ale nie miałem nic złego na myśli. Jeżeli jednak tak to widział, to ja go za to przepraszam – dodaje.

Zabrakło VAR

Do całego zamieszenia pewnie by nie doszło, gdyby na stadionie w Zabrzu działał system VAR, który weryfikuje sporne zagrania i akcje. – Nie było rzutu karnego... Angulo potknął się o ziemię. To tylko pokazuje, że VAR powinien być na każdym meczu. Nie byłoby wtedy takich sytuacji – zaznacza Szmatuła.

Golkiper Piasta ma również wątpliwości co do zasadności swojej kary. – W takiej sytuacji sędzia mógł mi dać co najwyżej żółtą kartkę za doskoczenie do niego. Powinien wziąć pod uwagę, że jestem kapitanem, a nasza sytuacja w tabeli jest taka, że gramy w tej chwili mecze o życie. Mogę go przeprosić za to, że trochę nerwowo się zachowałem. Sam jednak do tego doprowadził. Nie chce już więcej nic mówić na temat tej sytuacji. Po raz kolejny przepraszam, bo to wszystko nie powinno mi się zdarzyć. Na ogół jestem spokojny, wierzcie mi. Po prostu nie wytrzymałem w tym momencie. Idzie nam jak idzie, a sędziowie dodatkowo robią nam pod górkę – kończy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.