Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W kwietniu 2015 roku Podbeskidzie zwolniło Leszka Ojrzyńskiego. Szkoleniowiec „wyleciał” z klubu zaraz po tym, gdy pewne stało się, że Górale nie awansują do czołowej ósemki. Według medialnych doniesień Ojrzyński usłyszał od prezesa Podbeskidzia, że skoro nie ma pucharów, to jest zwolniony. Od tamtego czasu Podbeskidzie staczało się już wyłącznie w piłkarską otchłań. Spadło z ekstraklasy, a jeszcze przed kilku dniami było na miejscu spadkowym z pierwszej ligi. We wtorek szkoleniowiec wrócił do Bielska-Białej jako trener obrońcy Pucharu Polski. – Czekałem na ten mecz – zacierał ręce podczas rozmowy z dziennikarzami.

Arka zdobyła pierwszą bramkę...

Po pierwszej połowie Ojrzyński nie mógł mieć powodów do zadowolenia. Może poza wynikiem. Arka remisowała z Podbeskidziem, ale zawdzięczała to przede wszystkim szczęściu i nieudolności gospodarzy w ataku. Podbeskidzie powinno prowadzić już w 10. minucie, jednak Łotysz Valerijs Sabala w sytuacji sam na sam zachował się fatalnie i trafił prosto w bramkarza.

W 14. minucie ekipa z Ekstraklasy dzięki doświadczeniu i dobremu podaniu Luki Zarandii objęła prowadzenie. Gola głową zdobył Grzegorz Piesio. Wydawało się, że gdynianie będą teraz kontrolować mecz, ale stało się inaczej. Sześć minut później Górale wyrównali – Szymon Sobczak po rzucie rożnym z dwóch metrów wpakował piłkę do siatki. W 27. minucie kolejny błąd defensywy gości, ale znowu Sabala nieskutecznie w sytuacji sam na sam z Krzysztofem Pilarzem. Pierwsza połowa zdecydowanie ze wskazaniem na Podbeskidzie.

Po przerwie role się odwróciły i przewaga była po stronie gości. Najlepszą okazję Arka miała w 61. minucie, gdy po efektownym strzale Zarandii piłka trafiła w poprzeczkę. Przez większość tej części gdynianie oblegali bramkę Leszczyńskiego, ale nie potrafili go pokonać.

...i ostatnią

To się musiało skończyć dogrywką. Nad stadionem latały już liczne ćmy, gdy sędzia zarządził dodatkowe pół godziny meczu. Część widzów opuściła już stadion (pewnie w środę idą rano do pracy lub do szkoły), gdy w 102. minucie Podbeskidzie miało kolejną doskonałą okazję. Znów skuteczności i zimnej krwi zabrakło Łotyszowi Sabali, a za świetny refleks wypada pochwalić bramkarza Arki.

W 110. minucie zimnej krwi nie zabrakło za to Gruzinowi Zarandii, który potężnie uderzył z 35 metrów, piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki.

To oznaczało koniec pucharowej przygody Podbeskidzia i awans Arki do 1/4 PP. Ojrzyński po meczu mógł się szeroko uśmiechnąć.

Podbeskidzie Bielsko-Biała – Arka Gdynia 1:2 (1:1)

Bramki: 0:1 Piesio (14.), 1:1 Sobczak (20.), 1:2 Zarandia (110.)

Podbeskidzie: Leszczyński – Jaroch Ż, Wiktorski Ż, Malec, Moskwik – Hanzel, Rakowski Ż (112. Tomczyk) – Sobczak Ż (70. Kozak), Podgórski Ż (75. Iliev), Sierpina Ż – Sabala Ż

Arka: Pilarz – Socha Ż, Danch, Sobieraj Ż, Warcholak – Łukasiewicz Ż – Zarandia, Kriviec (87. Szwoch), Rey, Piesio (46. Żebrakowski Ż) – Jurado (70. Kun)

Sędzia: Wojciech Myć (Lublin); widzów: 2500

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.