Z szacunkiem przyjąłem informację, że na ostatni mecz Górnika Zabrze przyszło aż 3706 pań. Dlaczego warto się starać, żeby kobiety przychodziły na trybuny?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kobiety tłumnie kibicujące na meczach ligowych w Polsce nie są codziennością. Wydaje mi się, że to dobra tendencja i powód do dumy dla działaczy. Może to być wręcz jeden z kluczy do budowania frekwencyjnego sukcesu.

Dlaczego tak uważam?

Po pierwsze: kobiety wyznaczają granicę między nudą a jej brakiem. Ich gromadna obecność oznacza, że warto przyjść na mecz, bo po prostu jest ciekawie. Kiedy mężczyzna ogląda mecz, nie jest to nic nadzwyczajnego. Ogląda zazwyczaj zafiksowany na punkcie własnej drużyny, bez względu na rezultaty spotkania czy styl gry. Interesuje się raczej bezwarunkowo. Nawet jeśli się nudzi, i tak wróci na stadion czy przed ekran telewizora. Co innego kobiety. One są bardziej wymagające. Nienawidzą nudy.

Po drugie: kobiety częściej niż mężczyźni komentują, chętnie przekazują swoje emocje. Dlatego mogą przyciągnąć na stadion kolejne koleżanki. To ogromny, wciąż niewykorzystany target.

Po trzecie: kobiety łagodzą obyczaje. Może jestem naiwny, ale w ich towarzystwie być może trudniej będzie zaśpiewać, że „rywal kurwą jest i już”?*

3706 kobiet na meczu Górnika oznacza, że to już prawie piąta część zabrzańskiej publiczności. Im więcej kobiet będzie przychodziło na stadion, tym silniejszy będzie klub.

* Oczywiście wyrażam nadzieję, że nastolatki, które według niektórych badań stają się agresywniejsze niż ich rówieśnicy, niekoniecznie goszczą akurat na zabrzańskim stadionie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem