Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maroszek to jedyny Polak, który uczestniczył w zakończonych właśnie siatkarskich mistrzostwach Europy od początku do końca. Dziś to najwyżej notowany polski arbiter w tej dyscyplinie. W niedzielę poprowadził finał mistrzostw Europy między Niemcami i Rosją.

Paweł Czado: Czy siatkarskie mistrzostwa Europy w Polsce różnią się czymś od poprzednich?

Wojciech Maroszek: – Od strony sędziowskiej następuje kontynuacja zmian, które dzieją się od kilku lat. Wpływ nowych technologii na pracę i decyzję sędziów w siatkówce jest ogromny. Ale nie tylko: zauważam także zmiany dotyczące choćby spraw reklamowych. Jeden z polskich reklamodawców dzięki reklamom LED tłumaczy hasła reklamowe na języki zespołów, które akurat grają mecz, więc oglądają je ich kibice.

Albo miejsca, gdzie przy boisku siedzą zespoły. Wcześniej siatkarze używali zwykłych krzeseł. Teraz jedna z firm postanowiła także ten element wykorzystać jako nośnik reklamowy. Podczas turnieju w Polsce powstały ławki ze szwedzkiego kartonu, bardzo trwałego – z którego się nawet domy buduje. Wykorzystuje się kolejne pola reklamowe. Choćby... bidony, z których piją siatkarze.

Siatkówka szuka pól, w którym może się maksymalnie komercjalizować.

Problemem zawsze był fakt, że w siatkówce nigdy nie jest wiadomo, jak długo potrwa mecz.

– Rzeczywiście, to najczęściej używany przez telewizje argument, dlaczego niezbyt chętnie transmitują siatkówkę. Światowa federacja zastanawia się, jak skracać mecze. Wymusza się więc skracanie przerw podczas gry. Istnieją badania wykonywane co roku podczas turniejów finałowych Ligi Światowej. Każdy mecz jest liczony ze stoperem. Proszę sobie wyobrazić, że z badań wykonanych dwa-trzy lata temu wynika, że czystej gry było zaledwie... kilkanaście procent czasu! Reszta to przerwy między wymianami, przerwy dla odpoczynku, zmiany, przerwy między setami itd.

Wojciech Maroszek był sędzią challengowym podczas meczu Włochy - Belgia w katowickim SpodkuWojciech Maroszek był sędzią challengowym podczas meczu Włochy - Belgia w katowickim Spodku GRZEGORZ CELEJEWSKI

W męskiej siatkówce przy bardzo mocnej zagrywce wymiana często kończy się natychmiast, bo piłka albo idzie w aut, albo jest as. I następuje przerwa. Sędziowie muszą teraz egzekwować, żeby niemalże natychmiast po zakończeniu wymiany zawodnik, który ma zagrywać, od razu szukał piłki do następnej zagrywki.

Oczywiście można zauważyć specjalne spowalnianie: czasem zespoły próbują zyskać dodatkowe sekundy, żeby nastawić się psychicznie do następnej wymiany, szczególnie kiedy tracą seryjnie punkty. Wtedy szukają w różnych formach kilku lub kilkunastu sekund dodatkowego czasu na odpoczynek i mobilizację.

Wideoweryfikacja zmieniła siatkówkę. Jest jasna i skuteczna. W trakcie ćwierćfinałowego meczu Belgów z Włochami, na którym byłem, dwa razy w krótkim odstępie czasu sędzina wydała określony werdykt, ale po wideoweryfikacji okazało się jednak, że powinien być inny, że jednak piłka musnęła palce...

– Ta technologia sprawdza się w siatkówce rzeczywiście kapitalnie.

Jesteśmy w stanie zobaczyć nawet najmniejsze dotknięcia, od razu widać, kiedy palec nienaturalnie drga po muśnięciu piłki. Czasami są drobne problemy związane z różnym regulaminami stosowanymi w Polsce i na świecie.

W kraju pozwalamy zanalizować wszystko, co jest związane z lotem piłki. Trener może wziąć challenge i poprosić: „sprawdźcie, czy na początku tej akcji zagrywający prawidłowo zagrał”. W regulaminie mistrzostw Europy można sprawdzić już tylko ostatni fragment przed żądaniem, czyli najczęściej ostatni atak, ostatnie zagranie w konkretnej wymianie. To istotna różnica.

Podczas mistrzostw stosujemy polski challenge – produkt firmy, która na co dzień współpracuje z PlusLigą. Od strony technicznej jest uznawany za najlepszy na świecie. Przede wszystkim jest bardzo szybki, a to jest ogromną zaletą. Czasem bowiem zdarza się, że trenerzy korzystają z challenge’u jako dodatkowego czasu dla odpoczynku, doskonale wiedząc, że nie mają racji, ale zawsze daje im to kilkanaście, kilkadziesiąt sekund.

Od kiedy challenge jest stosowany w siatkówce?

– Na dużej imprezie światowej po raz pierwszy był zastosowany w 2014 roku podczas mistrzostw świata w Polsce. Przede wszystkim zmienił relację między zespołami a sędziami, bo gwałtownie zmniejszył liczbę pól ewentualnego konfliktu. Wcześniej decyzje typu „piłka po bloku”, „dotknięta lub nie”, „pole-aut” często konflikty wywoływały. Teraz tego rodzaju emocji już nie ma. To bardzo dobrze, że udało się znacząco obniżyć te napięcia.

Sędziowska specjalizacja będzie postępować? Czy może być tak, że w przyszłości na siatkarskich parkietach będą sędziowie zajmujący się tylko wideoweryfikacją?

– Rzeczywiście: jest pomysł, żeby stworzyć osobną kategorię sędziów challengowych. Okazuje się, że na świecie pojawiły się przypadki, kiedy sędziemu oglądającemu challenge brakowało odwagi, żeby uczciwie ocenić obraz. Pojawił się pomysł, żeby zajęli się tym najlepsi sędziowie, którzy kończą gwizdać. Według przepisów muszą to uczynić w wieku 55 lat.

Nawet najlepsi?

W tym roku światowa federacja ogłosiła, że dla wąskiej grupy najlepszych arbitrów chce wydłużyć limit sędziowania do 60 lat pod warunkiem, że zdrowie im na to pozwoli. Na polskich mistrzostwach mamy Rosjanina Andrieja Zenowicza, który sędziował mecz otwarcia w Warszawie. W tym roku kończy właśnie 55 lat, ale wiele wskazuje, że będzie sędziował nadal.

Jednak to nie wszystko. Pojawiła się już osobna kategoria protokolantów. Wśród nowinek pojawił się przecież protokół elektroniczny. Zajmują się tym osoby przeszkolone, dobrze poruszające się w technologiach informatycznych.

Spodek, siatkówkaSpodek, siatkówka GRZEGORZ CELEJEWSKI

Protokół elektroniczny jest bardzo ważny i pomocny sędziom, bo natychmiast można dostrzec ważne błędy. Wcześniej nie było czasem widać, gdzie taki błąd nastąpił. Protokołowi elektronicznemu towarzyszą tablety u arbitrów, więc sędzia pierwszy i sędzia drugi mają przed oczami ustawienie zawodników, które może od razu zweryfikować, czy ono jest prawidłowe. Kontrolują wynik, liczbę zmian itd.

Dwa lata temu pojawiły się też tablety dla zespołów. Teraz kiedy drużyna chce czas albo challenge czy też chce dokonać zmiany zawodników, to informuje o tym zespół sędziowski przez kombinację przycisków na tablecie.

Zniknęły dzięki temu dyskusje, czy było żądanie zmiany, czy może jednak nie albo kogo właściwie chciano zmienić itd. Co więcej: jeśli zespół wykorzystał limit zmian, to kolejnej nie jest w stanie dokonać, bo na tablecie przestaje działać mu przycisk! Cała komunikacja odbywa się więc elektronicznie.

Muszę jeszcze wspomnieć o komunikacji bezprzewodowej między sędziami. To nowinka też zaledwie sprzed paru lat, a która jest rewolucją, jestem jej wielkim zwolennikiem. W Polsce też będziemy z niej wkrótce korzystać.

Dlaczego jest tak ważna?

– Sędzia pierwszy i drugi mają otwarty kanał cały czas. Sekretarz elektroniczny i sędzia challengowy muszą nacisnąć przycisk, żeby się włączyć w dyskusję. Od podpowiedzi w czasie wymiany – sędzia drugi widzi błąd i podpowiada pierwszemu w stylu „słuchaj, gwizdnij, bo była piłka podwójna, widziałem lepiej”, przez wszystkie sprawy porządkowe – błąd w zmianie lub w wyniku. Teraz komunikacja jest znacznie szybsza.

Rozmawiacie między sobą, wymieniacie się uwagami przez cały czas? Zależy to od gadatliwości sędziego?

– Nie. W siatkówce jest sporo gwizdków, hałas na hali jest moim zdaniem bardziej intensywny niż w piłce nożnej. Wokół tysiące ludzi z komórkami, które zakłócają sygnał radiowy. To powoduje, że pełna konwersacja nie jest dobrze zrozumiała. Podajemy sobie tylko krótkie komendy. Te urządzenia wzbudzają się po pierwszym dźwięku. Jeśli mówisz „blok”, musisz powiedzieć „blok-blok-blok”. Bo tego pierwszego nie słychać, dopiero powtórzenie. Nigdy nie używamy dlatego sformułowania „no touch”, bo „no” urywa i słyszy się tylko „touch”. Trzeba być ostrożnym.

Ta technologia zmieniła poczucie u sędziego pierwszego, który stoi na krzesełku. Wcześniej był całkowicie osamotniony, pozbawiony komunikacji z kolegami, poza wzrokiem czy gestami. A między tymi kolegami były zespoły, które czasem chciały go zjeść (uśmiech). Teraz ma poczucie wsparcia.

Dzięki elektronice nastąpiło w siatkówce mnóstwo zmian.

– Jeszcze niedawno przy zmianach funkcjonowały tabliczki. Teraz tabliczki zniknęły, wystarczą tablety. Podczas obecnego turnieju zawodnik mógł mieć koszulkę na przykład z numerem 99. Z tabliczką byłoby to niemożliwe, bo trzeba by ich mnóstwo wyprodukować.

Reprezentacja Polski nie awansowała do strefy medalowej. Jest pan rozczarowany?

– Wszyscy jesteśmy w Polsce rozczarowani, jest nam przykro. Ja jestem bliżej reprezentacji, sędziowałem im sparingi i doskonale wiem, że w tym roku wykonali kolosalną pracę. To są długie miesiące skoszarowania na obozach. Potencjał u naszych zawodników jest niewątpliwie bardzo wysoki. Ale coś nie zagrało i będzie do dogłębnie analizowane. Oczywiście: gdyby Polska wygrała ze Słowenią, spotkałaby się z Rosją, więc o wdarcie się do strefy medalowej nie byłoby łatwo. Ale przegrać z Rosją, a przegrać ze Słowenią – drużyną nr 23 rankingu – to jednak różnica.

Niektórzy mówią już o kryzysie polskiej siatkówki.

– Część zawodników, którzy mają na koncie tytuł mistrza świata albo są gwiazdami od kilku lat, jako zespół zagrała słabiej. Ale pojawiło się kilku młodych, którzy dzielnie walczyli. Moim zdaniem nie ma zagrożenia, żebyśmy w ciągu najbliższych lat nie pozostali zespołem z czołówki.

Wojciech Maroszek był sędzią challengowym podczas meczu Włochy - Belgia. W niedzielę poprowadził finałWojciech Maroszek był sędzią challengowym podczas meczu Włochy - Belgia. W niedzielę poprowadził finał GRZEGORZ CELEJEWSKI

Mamy bardzo zdolną młodzież. Miałem okazję być w Brnie na meczu finałowym mistrzostw świata juniorów do lat 21. Nasz zespół zdobył tytuł wygrywając wcześniej ponad pięćdziesiąt meczów z rzędu, jeszcze od wieku kadeta. Te chłopaki w tym roku zaczną pojawiać się w lidze. Są kolejne roczniki, które rokują. Często sędziuję mecze młodzieżowców, więc widzę, że mamy fajny poziom siatkówki. Pytanie tylko, czy będziemy umieli w najbliższym czasie zbudować zespół, który odniesie sukces na dużej międzynarodowej imprezie. PZPS będzie się zastanawiał, jak to zrobić.

Piętnaście lat temu opiekował się pan w Spodku grupą sędziów podczas turnieju finałowego Ligi Światowej. Dotykały ich różne problemy, Turkowi Umitowi Sokulloglu nie miał kto zrobić dziurki w pasku od spodni, a okazało się, że ma za luźne. Teraz patrzy pan na to od drugiej strony. Problemy sędziów się zmieniły?

– Przy każdym wyjeździe, kiedy jest się skoszarowanym, typowe życiowe problemy mogą się pojawić (uśmiech). Po 15 latach to mnie zdarza się być daleko od Polski w otoczeniu ludzi, którzy słabo komunikują się w angielskim i gdzie nie jest łatwo znaleźć coś w sklepie, czego szukam. Ale to przecież normalne.

Jedną ze spraw, które zmieniły się w ciągu tych ostatnich piętnastu lat, to wymóg wśród sędziów właśnie znajomości angielskiego. Wcześniej nawet niektórzy z najlepszych arbitrów nie zawsze w nim mówili, ważniejsze było samo sędziowanie. Ale dziś, kiedy są już komunikacje bezprzewodowe, potrzeba rozmawiania z zespołami w trakcie meczu, ten wymóg wzrósł. Teraz sędziowie więcej przebywają razem, lepiej się znają, czują większe wsparcie. Czołowa grupa sędziów potrafi spędzić ze sobą w grupie 90 dni w roku. Ważne więc, żeby się dogadywali (uśmiech).

Ja w tym roku siatkówce międzynarodowej poświęciłem dziewięć tygodni, a grudniu są jeszcze klubowe mistrzostwa świata, czyli łącznie będzie ponad dziesięć tygodni.

Jest pan najmłodszy z grona sędziów pracujących przy mistrzostwach Europy, z pana rocznika jest jeszcze Hiszpanka Suzana Rodriguez.

– Nie ma rozdziału ze względu na płeć. Decydują kompetencje i ocena jakości sędziowania. Suzana sędziowała już na igrzyskach, wcześniej została wyłowiona jako talent. Ja, o dziwo, nadal jestem postrzegany jako „młody talent”, a nie doświadczony arbiter, choć już piętnaście lat gwiżdżę PlusLigę, sędziowałem też mecz finałowy klubowych mistrzostw świata kobiet trzy lata temu.

Czy nadal przed ważną imprezą sędziuje się tzw. próbny mecz, żeby sprawdzić formę?

– Nie, to już nie jest potrzebne. Kiedyś nie było tylu transmisji, przyjeżdżali sędziowie z różnych stron świata i nasze szefostwo nie było pewne jakości albo zrozumienia procedur. Ale dziś, kiedy mamy e-learning, tego rodzaju ujednolicanie nie jest potrzebne. Ale taki próbny mecz przydałby się jeszcze na przykład osobom wycierającym parkiet w trakcie meczu albo niektórym spikerom.

Nadal jesteście badani alkomatem przed meczem?

– Obowiązkowo. Ostatnio z ciekawości pytałem, czy kiedyś złapano jakiegoś sędziego w stanie wskazującym. Okazało się, że parę lat temu na jednej ze światowych imprez jeden z arbitrów pozwolił sobie przyjść na mecz pod wpływem alkoholu. Jest to więc potrzebne.

Jaki jest wymóg? Jedno piwko jest dozwolone?

– Absolutnie nie! Musi być 0,00.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.