Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Cała liga jest pod wrażeniem tego, co jesienią wyprawia na boiskach ekstraklasy Igor Angulo. Hiszpan po siedmiu kolejkach ma na koncie dziesięć bramek, już dwa razy zaliczał hat tricki. Efektem tego jest zdecydowane prowadzenie w klasyfikacji strzelców. Okazuje się jednak, że w historii Górnika był piłkarz, który na tym etapie rozgrywek mógł się pochwalić jeszcze lepszym osiągnięciem. 

Ernest Pohl, wybitny piłkarz Górnika Zabrze i reprezentacji PolskiErnest Pohl, wybitny piłkarz Górnika Zabrze i reprezentacji Polski 

Był to Ernest Pohl, który w 1961 roku po siedmiu kolejkach miał na liczniku aż dwanaście goli. Pohl w pierwszej kolejce nie trafił do siatki, ale w trzech kolejnych meczach aż siedem razy pokonał bramkarzy rywali. W drugiej serii trzy razy trafił do siatki Polonii Bydgoszcz, a w trzeciej aż cztery razy do bramki Legii. Fantastyczny napastnik w ciągu 12 minut zaliczył w tym spotkaniu hat tricka. Potem strzelał po jednym golu w trzech kolejnych meczach i dwa w 7. kolejce z Zawiszą Bydgoszcz. W sumie dwanaście trafień po siedmiu kolejkach.

Rok później było niewiele gorzej. Pohl zdobył 10 bramek w ośmiu pierwszych meczach. Duża w tym zasługa meczu z Cracovią, w którym aż sześć razy trafił do siatki.

Lubański też strzelał jak na zawołanie

A co z innym genialnym napastnikiem Górnika, czyli Włodzimierzem Lubańskim? On też osiągał wybitne wyniki. Dziesięciu goli po 7 meczach na koncie jednak nigdy nie miał. W sezonie 68/69 zdobył ich na tym etapie dziewięć. W siódmej kolejce Lubański nie wyszedł na boisko. Osiągnął jednak w tamtym sezonie wynik wręcz „kosmiczny”, bowiem już po trzech meczach mógł się pochwalić ośmioma golami. Dwa zdobył w pierwszym z Ruchem, dwa w drugim z Legią, cztery w trzecim meczu sezonu z Odrą Opole.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.