Czasami wystarczy więcej na boisku podpowiadać i lepiej ustawiać niż bez sensu robić wślizgi - mówi Konstantin Vassiljev.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Estończyk gra w Polsce od 2014 roku i wyrósł na wielką gwiazdę naszej ligi. W poprzednim sezonie Vassiljev zdobył z Jagiellonią wicemistrzostwo Polski. Strzelił dla niej w sezonie 2015/16 13 goli, zaliczył 13 asyst. Teraz, po dwóch sezonach wraca do Piasta, w którym podpisał trzyletni kontrakt.

Paweł Czado: Rozmawiamy zaraz po pańskim treningu na siłowni? Dużo pan ćwiczy?

Konstantin Vassiljev: Ile trzeba. Korzystam z tego, że wszystko jest w jednym miejscu, że siłownia znajduje się na stadionie (uśmiech).

Lubię oglądać w akcji klasycznych rozgrywających, więc cieszę się, że wrócił pan do Piasta. Ciekawi mnie, czy od dziecka prezentował pan taki styl. Czy ktoś pana ukierunkował?

– Tak, to było od początku. Zawsze chciałem grać w środku pola, nigdy nie byłem szybkim skrzydłowym czy mocnym napastnikiem. Pasował mi środek pola, czasami grałem jako szóstka, czasami jako ósemka, czasami jako dziesiątka. Dzięki temu teraz na każdej z tych pozycji wiem, co robić na boisku. Przez lata zdobyłem doświadczenie.

A rzuty wolne? Też ćwiczy je pan od dzieciństwa? Doskonale pamiętam mecz Estonia – Polska w 2012 roku, który był debiutem Waldemara Fornalika jako selekcjonera. Strzelił pan wówczas jedynego gola w ostatniej minucie po cudownym rzucie wolnym.

– Kiedy byłem mały, moi trenerzy duży akcent kładli na wyszkolenie techniczne – prowadzenie piłki, podania, strzały. Pamiętam do dziś, kto mnie ukierunkował – trener Wiktor Pasikuta. Dla środkowego pomocnika dokładność podania czy strzał są bardzo ważne. W wyszkoleniu chodzi o to, żeby nie było przypadku. A zawsze można wszystko polepszyć.

Wzór?

– Wielu takich było, którzy potrafili uderzać. Maradona, Riquelme, Pirlo...

Trenuje je pan ciągle czy już nie musi?

– Nie, o tę umiejętność trzeba dbać, trzeba to powtarzać, bez względu na to, że w meczach trzeba mieć szczęście, aby wolnego wykorzystać, musi przecież nadarzyć się okazja. Może teraz trenuję te strzały trochę mniej, ale raz, dwa razy w tygodniu trzeba te wolne postrzelać.

Dlaczego wrócił pan do Piasta po dwuletnim okresie gry w Jagiellonii? Chodziło o długość kontraktu [Piast zaproponował trzyletni - przyp. aut.] czy może o fakt, że gliwicki klub bardzo się o pana starał?

– Wszystko po kolei. Z ofert, które miałem na stole, wybrałem tę Piasta. To był najlepszy wariant dla mnie i mojej rodziny, dlatego podjęliśmy taką a nie inną decyzję. Jagiellonia to skończony temat, życzę jej powodzenia. Gdyby został trener Probierz, może miałaby więcej argumentów. To nawet nie o to chodziło, niestety długo nie było jego następcy i dawało to nerwowość.

Miałem konkretne oferty z zagranicy, były rozmowy, ale ostatecznie jestem w Piaście, więc nie ma co o tym gadać. Nie chciałem czekać.

Ma pan 32 lata, zeszły sezon w Jagiellonii był dla pana świetny. Zgodzi się pan z opinią, że w polskiej lidze piłkarz nie tak szybki i wybiegany, ale mający duże umiejętności może dłużej pograć?

– Uważam, że w każdej lidze jest miejsce dla takich piłkarzy. Zawodnicy z umiejętnościami, jeśli tylko zdrowie im pozwoli, grają długo. Pirlo na wysokim reprezentacyjnym poziomie grał do 35. roku życia. A taki 34-letni Dani Alves właśnie podpisał dwuletnią umowę w Paris St. Germain.

Rozumiem, że każdy chciałby, aby 18-latki gromadnie grały świetnie w piłkę, ale żadnych celów nie da się osiągnąć bez doświadczenia.

Jeśli o mnie chodzi, potrzebuję tylko zdrowia i siły fizycznej, żeby utrzymywać odpowiedni poziom gry przez całe 90 minut. Chcę zagrać jak najwięcej meczów i dać Piastowi jak najwięcej.

Odcisnął pan piętno na grze Piasta za poprzedniej bytności. Kiedy pan odszedł, poszukiwano kolejnego klasycznego rozgrywającego, który potrafiłby pana zastąpić. Kamil Vacek spełnił swoje zadanie. Jak pan go ocenia?

– Nie wiem, czy jest podobny do mnie. Miał świetny sezon w Piaście, zresztą w tamtym wicemistrzowskim sezonie cały zespół wyglądał dobrze. Wtedy każdemu łatwiej pokazać najlepsze strony.

Dwóch takich zawodników jak Vacek i pan pomieściłoby się w jednej drużynie?

– Nie widzę przeszkód. W Legii w jednym sezonie grali Guilherme, Odjidja-Ofoe i Radović. Istotne, żeby rozumieć, że to zespół jest najważniejszy.

Jak pan wspomina poprzedni pobyt w Piaście? Były przecież satysfakcjonujące momenty: choćby te dwa gole w pierwszych minutach meczu z Bełchatowem...

– Fakt, dobrych meczów parę było. Choćby ten z Lechem, pierwszy w historii wygrany przez Piasta w lidze [3:2 - przyp.aut.]. Gole z Bełchatowem zarówno w lidze, jak i Pucharze Polski też dały satysfakcję. Słabe było tylko to, że nie udało nam się wtedy wskoczyć do ósemki, choć zabrakło naprawdę niedużo [dwóch punktów - przyp.aut.].

Potem, po moim odejściu klub zaczął przeprowadzać zmiany z większym rozmachem. Zobaczymy, co to wszystko przyniesie.

Trener Radoslav Latal wymagał od pana większego zaangażowania w defensywie.

– Nie był jedynym, który mi o tym mówił. Ale przekonuję trenerów, że lepiej wykorzystać swoje najlepsze umiejętności, skoncentrować się na swoich atutach. Piłka nożna to sport zespołowy, gdzie każdy może pokazać się w takim miejscu, gdzie da drużynie co najlepsze. Kiedy trzeba było wywalczyć utrzymanie, wrócili do ustawienia, w którym grałem cały czas. Okazało się, że przy swoich umiejętnościach i doświadczeniu jestem potrzebny zespołowi. Czasami wystarczy więcej na boisku podpowiadać i lepiej się ustawiać niż robić wślizgi.

Dziś zespół jest inny, niż kiedy grał w nim pan za pierwszym razem. Czy lepszy?

– Na pewno inny, ale czy lepszy, to się dopiero okaże. Na razie ciężko przesądzać. Dla takich klubów jak Piast najważniejsza jest stabilność wyników. Nie powinno być tak, że w jednym sezonie walczy się o tytuł, a w następnym o utrzymanie.

Wie pan, czego konkretnie oczekuje od pana trener Dariusz Wdowczyk?

– Aż tak konkretnie to nie. Bardziej domyślam się, czego ode mnie oczekuje. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie w dobrym kierunku. Początek sezonu pokaże. Na pewno mamy potencjał. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, będziemy bardzo nieprzyjemnym przeciwnikiem dla każdego rywala w tej lidze.

Trener Wdowczyk to pewnie zupełnie inny charakter niż Michał Probierz, z którym pracował pan w Jagiellonii?

– No tak. Ciężko ich porównać, mają inne doświadczenia, inny charakter, ale dla pełnej oceny potrzeba jeszcze czasu.

Czy nie za dużo czasu spędził pan w lidze słoweńskiej [Vassiljev grał tam przez cztery lata, od 2008 do 2012 roku - przyp.aut.]?

– Może tak być, trafiłem tam trochę przypadkowo. Bardzo długo grałem w Estonii, wyjechałem mając już 23 lata. Miałem do wyboru dwa warianty: Skandynawia i Słowenia. Bardziej odpowiadał mi styl grania w Słowenii. Nie ode mnie wszystko zależało, po czterech latach wyjechałem do Rosji. To był krok do przodu i doświadczenie, które pomogło w dalszej karierze.

Amkar Perm był najsilniejszym z klubów, w których pan grał?

– Można i tak powiedzieć. Technicznie i taktycznie piłkarze byli na wysokim poziomie, a klub nie miał wcale wysokiego budżetu w porównaniu z innymi rosyjskimi klubami. Wszyscy obcokrajowcy byli reprezentantami swoich krajów. Jakość zawodników i całej ligi był na bardzo wysokim poziomie, uważam, że pięć lat temu liga rosyjska była mocniejsza niż teraz. Pobyt tam dał mi rozwój, choćby w szybkości myślenia. To kluczowe na mojej pozycji.

Wiele zależy od partnerów, od tego, czy mnie rozumieją, czy przeczuwają moje pomysły na boisku i wykonują na przykład ruch do prostopadłej piłki, którą zaraz mogę zagrać.

W Piaście będzie pan teraz grał z zawodnikami, którzy lubią grac piłką. Badia, Żivec... W sparingach było widać, że ich pan szukał podaniami.

– To rzeczywiście są piłkarze, z którymi można grać. Moim zdaniem Sasza nie zrealizował się jeszcze do końca w polskiej lidze. Spróbujemy zrobić wszystko, żeby pomóc zrobić mu następny krok, moim zdaniem to dobry piłkarz.

13 goli i 13 asyst w zeszłym sezonie robią wrażenie. Można to powtórzyć w Piaście?

– Wszystko jest możliwe. Nie stawiam przed sobą konkretnych indywidualnych celów, najważniejsze jest, jakie wyniki będzie osiągał zespół.

Kiedy skończy pan karierę, będzie chciał pozostać przy futbolu?

– Chciałbym spróbować roli trenera. Wszystkie wybory będą dokonywane z tego, co będzie, jakie pojawią się propozycje. Dla rodziny na pewno brak stabilizacji nie jest łatwy, ale mam jej wsparcie.

Kształci się pan w tym kierunku?

– Na Podlasiu zrobiłem na razie licencję UEFA C. Chciałem zobaczyć, jak te kursy wyglądają.

Jak wrażenia?

– Ciekawe, nie powiem. Może nie wszystko mi się spodobało, czasami kładłbym akcenty na innych sprawach. Ale taki jest system i trzeba go doceniać, zwłaszcza rzeczy pozytywne.

Notatki pan robił?

– Już wcześniej. Jakieś pomysły, przemyślenia w tym względzie mam.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem