Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ponad rok temu w Muzeum Miejskim w Zabrzu powstał Dział Sportu, którego docelową siedzibą ma być Arena Zabrze przy ul. Roosevelta. Dział sportu zorganizował właśnie wystawę, którą można oglądać w muzeum przy ul. Powstańców Śląskich 3. Potrwa do 19 sierpnia.

Paweł Czado: Organizowanie wystawy dotyczącej sportu w Zabrzu to chyba przyjemność.

Dariusz Czernik, kustosz wystawy „Sportowi mistrzowie Zabrza”, kierownik działu sportu w Muzeum Miejskim w Zabrzu, w latach 1992-2017 dziennikarz katowickiego „Sportu”: – Nie spodziewałem się, że w tak krótkim czasie uda się zebrać tyle cennych zbiorów. Można zobaczyć mnóstwo interesujących pamiątek. Wynika to z dwóch przyczyn: po pierwsze Zabrze akurat ma sportowe sukcesy, o których inne miasta mogą tylko pomarzyć, a po drugie ludzie, którzy mieli te pamiątki byli chętni nam je przekazać. Ilość eksponatów, którą udało się zdobyć w ciągu miesiąca, bo tyle czasu upłynęło od decyzji, że otwieramy tę wystawę teraz, a nie choćby jesienią, jest dla mnie ogromną satysfakcją.

Musieliśmy wystawić tylko połowę pamiątek, które zdobyliśmy, bo nie było więcej miejsca. Mamy na wystawie około 200 eksponatów i około 250 zdjęć. Zdjęć zebraliśmy około 700, ale nie dało się wszystkich pokazać.

Co możemy zobaczyć?

– Ludzi ciekawi oczywiście co mamy najcenniejszego, ale to pytanie bez odpowiedzi. Czy cenniejsze są buty, w których Józef Dankowski grał z Realem Madryt czy raczej srebrny medal olimpijski Dariusza Koseły?

Dla mnie perełką jest oryginalny kontrakt Henryka Latochy, który podpisał z Rapidem Wiedeń w 1973 roku. Mamy oryginał niemiecki i tłumaczenie. Jest tam napisane ile będzie zarabiał, ile będzie dostawał pieniędzy za wygrany mecz. To był jeden z pierwszych zawodowych kontraktów polskiego piłkarza w renomowanym klubie europejskim! Mówi się zwykle o Robercie Gadosze, który wyjechał do Nantes w 1975 roku, a wcześniejszy wyjazd Latochy jest trochę zapomniany. Przy nim zaczynał karierę w Rapidzie słynny Johann Krankl, który zawsze powtarzał Latosze, że wzorował się na Lubańskim.

Z kolei w garażu stojącym na terenie Walki Makoszowy znalazłem inną fantastyczną rzecz. Była to pokryta kurzem umowa o pracę Romana Lentnera [8-krotnego mistrza Polski z Górnikiem, przyp.aut.] z 1976 roku, kiedy został zatrudniony w Walce jako instruktor. W umowie napisano m.in. ile godzin będzie musiał spędzać w klubie. Na oficjalnym otwarciu akurat te dwa dokumenty były bardzo dokładnie czytane przez zwiedzających...

Wielką niespodziankę zrobił nam Włodzimierz Lubański. Zadzwonił do nas ostatnio, że jest w Gliwicach. Pojechaliśmy razem ze Staszkiem Oślizło do jego domu, który zresztą chce sprzedać. Przekazał nam trzy torby pucharów i pamiątek z jego kariery piłkarskiej. Było wśród nich choćby sombrero, które Lubański przywiózł z Meksyku.

Albo puchar pokazujący jego osobistą tragedię. Chodzi o kryształ z twarzą Włodka. Z jego drugiej strony wyryto rywali Polaków na mistrzostwach świata w 1974 roku. Puchar powstał w momencie, kiedy ciągle wierzono, że Lubański zdąży się wykurować i na te mistrzostwa jednak pojedzie. Jak wiadomo, nie udało się. Kryształ mu wręczono, a Włodek na mistrzostwach nie zagrał... Mamy też wspaniałe zdjęcie z 1954 roku. Jest na nim dwunastu najzdolniejszych uczniów od klasy pierwszej do siódmej ze szkoły numer 14 w Gliwicach. Wśród nich jest siedmioletni Włodek Lubański.

Macie też wiele koszulek i pucharów.

– Na wystawie można zobaczyć oryginalne koszulki Realu Madryt i Juventusu Turyn, którymi wymieniali się piłkarze Górnika po meczach w europejskich pucharach. Dostaliśmy je od Józefa Dankowskiego, Marka Piotrowicza i Dariusza Koseły. Mamy aż dwie koszulki Realu – Hugo Sancheza i Emilio Butragueno. Obiecaną mamy jeszcze trzecią – Bernda Schustera, który wymienił się nią z Ryszardem Komornickim.

Ciekawostką jest dlaczego dysponujemy koszulkami tylko z tych dwóch spotkań, skoro Górnik rozgrywał znacznie więcej meczów w europejskich pucharach. Wyjaśnił mi to Józef Dankowski, który był kapitanem tamtej drużyny.

Otóż piłkarze mieli zakaz wymieniania się koszulkami! W meczu z Realem też ten zakaz obowiązywał, ale jeden z piłkarzy nie wytrzymał. „Z Realem pewnie już nigdy nie zagramy” – stwierdził. Wymienił się a przykład z niego wzięli koledzy.

W efekcie każdy z piłkarzy, który grał w tamtym meczu ma oryginalną meczową koszulkę Realu – z wyjątkiem Józka Dankowskiego, któremu potem ją skradziono i który do dziś tego bardzo żałuje.

Można też zobaczyć imponującą kolekcję wpinek Jana Kowalskiego. To kilkaset klubowych znaczków przywożonych przez niego z całego świata, wszędzie gdzie był. Części z tych wpinek nie zidentyfikowaliśmy, ich właściciel nie pamięta skąd są.

Górnik ma też ze 150 różnych pucharów. Przez lata niektóre z nich stały sobie zakurzone. Kiedy zaczęliśmy je w muzeum czyścić, wyszły ciekawe rzeczy. Okazało się, że mamy na przykład puchar ufundowany dla Górnika Zabrze przez... Władysława Gomułkę, towarzystwa „Wiesława”. Ufundował go jeszcze przed aresztowaniem „za wypaczenia prawicowo-nacjonalistyczne” w 1951 roku. Nie wiemy za co go ufundował. Przed oczyszczeniem w ogóle nie wiedzieliśmy, że mamy taką pamiątkę.

Zabrze to jednak nie tylko piłka.

– To nie jest wystawa tylko o Górniku. Chcieliśmy pokazać, że Zabrze to nie tylko Górnik choć większość wystawy rzeczywiście jego dotyczy. Nie da się od tego uciec, zresztą nikt od tego nie chce oczywiście uciekać, skoro mamy tu klub z takimi sukcesami. Chcieliśmy jednak pokazać, że inne dyscypliny też mają swoją wagę.

Mamy zdjęcie urodzonego w Zabrzu pięściarza Maksymiliana Grzywocza z 1949 roku [pięciokrotnego mistrza Polski w latach 1946-50. przyp.aut.], które przekazała nam córka Juliana Gajdzickiego, założyciela Górnika. Okazało się, że Gajdzicki i Grzywocz byli sąsiadami, jeden mieszkał pod drugim. Znali się, zaprzyjaźnili.

Mamy choćby koszulkę urodzonego w Zabrzu Marcina Wicharego, w której grał na igrzyskach w Pekinie. Paradoks polega na tym, że nigdy nie zagrał w Pogoni. Wychowany w Sparcie Rokitnica wyjechał poza Zabrze, a teraz jest bramkarzem piłki ręcznej europejskiej klasy.

Mamy też koszulkę hokeisty Wojtka Wolskiego z czasów kiedy grał Phoenix Coyotes w NHL. Okazuje się, że jego ojciec to wielki kibic Górnika, był chyba na każdym meczu wielkiego Górnika w latach 80.

Mało kto wie, że z Zabrza pochodzi tenisista Grzegorz Panfil. Od finalisty Pucharu Hopmana, zwycięzcy Australian Open juniorów mamy rakietę i puchary, które wygrywał. Tych pamiątek jest naprawdę wiele. Wszystkich serdecznie zapraszamy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.