Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prowadzony przez Damiana Barona, przyjaciela Łukasza Piszczka, LKS Goczałkowice pokonał Grunwald Ruda Śląska (2:1). Klub z Goczałkowic, którego wiceprezesem jest ojciec reprezentanta Polski, Kazimierz, a obrońcą brat Łukasza, Adam, awansował do czwartej ligi po raz pierwszy w historii.

Łukasz Piszczek mecz z Grunwaldem oglądał z ławki rezerwowych i po końcowym gwizdku cieszył się razem ze swoją drużyną.

Michał Pawlak: To był słaby mecz LKS-u Goczałkowice, prawda?

Łukasz Piszczek: Nie, zdecydowanie nie (śmiech). W pierwszej połowie Grunwald zasłużenie wyszedł na prowadzenie. Druga połowa w naszym wykonaniu była bardzo dobra, Grunwald nie stworzył sobie chyba żadnej sytuacji. My mieliśmy parę jeszcze sytuacji do strzelenia bramki. Fajnie, że udało się odwrócić losy meczu i przypieczętować ten awans.

Po rundzie jesiennej zaprosił pan całą drużynę z Goczałkowic do Dortmundu na weekend. Czy teraz też będzie jakaś nagroda dla zespołu?

To już doroczna tradycja, w grudniu na pewno też do mnie przyjadą. Myślę, że największą nagrodą dla nich jest sam awans. 90 procent to są chłopcy z Goczałkowic. Zebraliśmy chłopaków stąd, którzy grali gdzieś w wyższych ligach, wrócili do nas i udało się awansować. To historyczna chwila dla LKS-u Goczałkowice.

Dominacja w lidze okręgowej była dość wyraźna, ale zespół z Goczałkowic trzeba będzie wzmocnić.

W każdej drużynie potrzeba młodzieżowców. Zobaczymy, jak będzie wyglądała ta kadra w przyszłym sezonie. Nie wiadomo jeszcze, co z Piotrem Maroszkiem, ale zarząd będzie z nim rozmawiał. Nie wybiegamy w przyszłość. Czwarta liga to jest odpowiednia liga dla LKS-u Goczałkowice i będziemy chcieli się w niej utrzymać.

Piotrek Maroszek pewnie jeszcze jeden sezon pogra, ale od sezonu 2018/2019 LKS Goczałkowice będzie potrzebował obrońcy. Czy Łukasz Piszczek skończy karierę w Goczałkowicach?

To jeszcze nie do mnie propozycja, muszą się zgłosić trochę później (śmiech). Karierę, jeżeli skończę, to w Borussii Dortmund, a do Goczałkowic przyjdę pograć, żeby się trochę poruszać. Czy trenować? Nie, mamy grającego trenera, bardzo dobrego. Mogę tylko trochę pomagać, ale nie mam w planach zostania trenerem.

Nie jest pan trochę zmęczony sezonem?

Jest na pewno zmęczenie, bo to był długi i ciężki sezon. Różne wydarzenia były po drodze, dlatego odpoczynek na pewno się przyda. Zgrupowanie kadry przed meczem z Rumunią zaczynam 5 czerwca. Ten mecz będzie na pewno inny niż ten w Rumunii. Gramy jednak u siebie i znamy swoją wartość. Jeżeli wygramy, to będziemy blisko awansu.

Będzie czas na świętowanie awansu LKS-u Goczałkowice?

To przede wszystkim chłopaki z Goczałkowic powinni przyjmować gratulacje. To jest ich dzień, a ja cieszę się razem z nimi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.