Nie interesuje nas twardy reset i budowa nowej drużyny od czwartej ligi - mówią najważniejsi ludzie w klubie. Ale jak ruszyć do przodu, choćby w I lidze, z garbem 35 mln zł długu?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ruch Chorzów spadał z ligi co osiem lat. W 1987, 1995, 2003 roku... Wyłamał się z tej smutnej logiki. Przetrwał dłużej wbrew okolicznościom. – Ruch zawsze był jednym z najbiedniejszych zespołów. Pieniądze są ważne, ale najważniejsze powinno być to, że jak źle będzie z Ruchem, to z nami, ludźmi związanymi z klubem, będzie jeszcze gorzej. Jedni w takich okolicznościach zaciskają zęby, mobilizują się, a z drugich uchodzi powietrze – mówi Dariusz Fornalak, były piłkarz i trener Ruchu.

O spadku Ruchu zadecydował mecz w Gdyni (1:1). Drużyna musiała wygrać, a zremisowała za sprawą sportowego oszusta – Rafała Siemaszki, który ręką wpakował piłkę do siatki

Bieda wyłaziła ostatnio z każdego zakamarka ulicy Cichej i archaicznego stadionu. Klub od kilku lat grał na kredyt. Pożyczał pieniądze. W banku została zastawiona „R-ka”, czyli herb klubu. Janusz Paterman, który wiosną przejął zarządzanie klubem, przyznaje, że nie sądził, że skala problemu jest tak duża. – Mnożą się zajęcia komornicze. Blokowane są konta. Nie ma dnia, żeby nie zgłaszała się do nas firma, która ma dokumenty na to, że pożyczyła nam pieniądze – mówi.

Ruch walczy o sprawiedliwość

O spadku Ruchu zadecydował mecz w Gdyni (1:1). Drużyna musiała wygrać, a zremisowała za sprawą sportowego oszusta – Rafała Siemaszki, który ręką wpakował piłkę do siatki. – Gdybym to ja, nawet w wieku, w jakim obecnie jestem, siedział na ławce trenerskiej, to sprawiłbym, że ten mecz zostałby przerwany. Po prostu skoczyłbym na boisko do sędziego i tak bym mu naurągał, że by mnie służba porządkowa musiała wynieść! Dla mnie kara dla sędziego za coś takiego to co najmniej dwuletni zakaz sędziowania, jeśli nie dożywotni – mówi Antoni Piechniczek, wychowany w Chorzowie Batorym, piłkarz Ruchu w latach 1965-72, krótko trener klubu przed objęciem reprezentacji w 1981 roku.

Fakt, w Ruchu nie potrafią się ze spadkiem w tych okolicznościach pogodzić. Cytują artykuł 17 regulaminu rozrywek: „Wszelka działalność na boisku (...) sprzeczna z etyką sportową i rzucająca cień na dobre imię sportu piłkarskiego stwierdzona w czasie Rozgrywek Ekstraklasy, udowodnione przypadki braku sportowej postawy (...) – może spowodować (...) podjęcie przez Komisję Ligi Ekstraklasy SA decyzji o pozbawieniu Klubu zdobytych punktów i bramek w konkretnym meczu mistrzowskim lub o powtórzeniu meczu mistrzowskiego lub jego rozegraniu na neutralnym boisku”.

– Chcemy dochodzić sprawiedliwości. Pracują nad tym nasi prawnicy. Mamy czas do wtorku – mówi Witold Jajszczok, rzecznik prasowy klubu. Czyli do dziś. Ale sprawiedliwości w rozumieniu Ruchu nie będzie. Decyzje sędziów dotyczące wydarzeń na boisku są nieodwołalne. Gdyby było inaczej, w każdej kolejce każdej ligi na całym świecie powtarzano by mecze. W związku z tym prezes PZPN Zbigniew Boniek tak pożegnał Ruch na Twitterze: „Piłkarzom i kibicom Ruchu życzę szybkiego powrotu do Esa, niech nie myślą, że spadli przez Sędziów, Siemaszkę czy PZPN, szkoda!”. Rzecznik PZPN Jakub Kwiatkowski dodał: – Ubolewamy, że taki błąd miał miejsce. Właśnie, żeby uniknąć tego rodzaju zdarzeń, chcemy wprowadzić do ekstraklasy system wideo. Nie ma możliwości, żeby powtórzyć mecz Arki z Ruchem. Nie pozwalają na to przepisy FIFA.

Pięć grzechów głównych

Złośliwi radzą chorzowianom, żeby żądali powtórzenia nie ostatniego meczu, ale całego sezonu. Bo chociaż symbolem spadku będzie ręka Siemaszki, to powodów upadku było jednak znacznie więcej.

Utrzymanie Ruchu w lidze byłoby wyczynem godnym zimowego wejścia na K2.

Po pierwsze, pieniądze – w zasadzie ich brak. Po drugie, ciągłe osłabianie drużyny. Przed sezonem Ruch stracił najlepszego strzelca Mariusza Stępińskiego, a z czasem jeszcze Piotra Ćwielonga, Kamila Mazka i Patryka Lipskiego. Wzmocnień nie było. Wypożyczenia z Lechii Bułgara Milena Gamakowa nie można uznać za wzmocnienie. Po trzecie, odejście Waldemara Fornalika. Były selekcjoner pożegnał się z drużyną na finiszu sezonu zasadniczego. Zostawił zespół tuż nad spadkową kreską. Jego odejście było zaskakujące tylko z pozoru. Fornalik nie miał wsparcia najważniejszej wówczas osoby w klubie, czyli prezesa Aleksandra Kurczyka. Kurczyk chciał go zastąpić Janem Kocianem – Słowakiem, który doprowadził Ruch do trzeciego miejsca w lidze.

Zmieniono wtedy jednostronnie warunki nowej umowy trenera. Okres wypowiedzenia zmniejszono do trzech miesięcy. Trudno się dziwić, że trener tego nie zaakceptował – zatrudniony w tamtym okresie Ryszard Komornicki, który miał odpowiadać za dzieci i młodzież, miał zapis o dwuletnim okresie. Paterman ceni Fornalika, ale źle reagował na kolejne porażki. Krytyka dotarła do szkoleniowca i przesądziła o jego odejściu.

Po czwarte, zatrudnienie Krzysztofa Warzychy. Utrzymanie Ruchu w lidze byłoby wyczynem godnym zimowego wejścia na K2. Nic dziwnego, że wyzwanie przerosło klubową legendę, która wciąż uczy się trenerskiego rzemiosła. Warzycha miał jeden potężny atut. Z miejsca poprawił atmosferę w szatni. Nie da się bowiem ukryć, że Fornalik i piłkarze pod koniec współpracy nie nadawali już na tych samych falach. Gdy jednak zaczęło się mieszanie w taktyce i przygotowaniach do kolejnych meczów, to zespół klęknął na dobre.

Po piąte, nieudolność piłkarzy. Pudło sezonu Miłosza Przybeckiego, który nie trafił do pustej bramki w Kielcach. Zmarnowana okazja Jarosława Niezgody w meczu z Piastem Gliwice. Gdyby chorzowianie wykorzystali tylko te dwie okazje, dziś graliby w mistrzowskiej ósemce...

Teraz Ruch musi powalczyć o licencję w pierwszej lidze. Paterman podkreśla, że nie interesuje go twardy reset i budowa nowej drużyny od ligi czwartej. To odważna deklaracja, szczególnie gdy długi „Niebieskich” przekraczają 35 mln zł.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    A wszystko z powodu mamony a raczej jej braku.I znowu koło się zamyka.Nędza z Biedą z Polski idą.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Reka Siemaszki to byla tylko karma - za Podbeskidzie w zeszlym sezonie. Nieuczciwy awans, nieuczciwy spadek. Zasluzone. Przyczyny upadku sa gdzie indziej
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    dla mnie to jwstyd bo trzeba wiedzieć jednak czego i kiedy można się domagać. Lepiej zapytać Przybeckiego jak to robi ze nie potrafi celnie kopnąć. Raz by się postarał a w Gdyni byłaby druga bramka.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Lepiej spaść, wziąć odszkodowanie od PZPNu, przynajmniej będziecie mieli na zaległe pensje, może raty kredytów... Chorzów kolejny rok nie jest odśnieżany w zimę, bo wszystko w was pompują
    PZPN placi odszkodowania? Podbeskidzie dostalo? Jak nie to Ruch tez nie powinien
    już oceniałe(a)ś
    0
    0