Ruch Chorzów zremisował z Arką Gdynia (1:1), a to oznacza, że opuszcza ekstraklasę. Trener Krzysztof Warzycha skrytykował trójkę sędziowską. Zdaniem szkoleniowca niebieskich wypaczyli oni wynik spotkania.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– To było spotkanie z emocjami do ostatniego gwizdka. Obydwie drużyny starały się wygrać. Zawodnicy dali z siebie wszystko, ale niestety sędziowie chyba nie zdawali sobie sprawy z wagi tego spotkania. Arka zdobyła bramkę ręką [Rafał Siemaszko – przyp. red.]. I to nie taką niewidoczną. Chyba było ją widać nawet z Chorzowa. Może sędziowie mieli zły dzień, ale wypaczyli wynik spotkania. Arka ma jeszcze szanse na utrzymanie się w ekstraklasie, my niestety od przyszłego sezonu gramy w I lidze. Chcemy pokazać w ostatnim spotkaniu, że jesteśmy drużyną z charakterem. Podejdziemy do tego meczu profesjonalnie i postaramy się wygrać przed własną publicznością – zapewnił Warzycha.

Czy Warzycha żałuje, że zastąpił Waldemara Fornalika? – Nie żałuję tej decyzji. Dla mnie bycie trenerem chorzowskiego Ruchu jest wielkim zaszczytem. Zwłaszcza po tylu latach nieobecności w Polsce. Teraz to będzie nowa drużyna. Trzeba będzie ją budować. Kilku zawodnikom kończą się kontrakty i nie będziemy mieli ich w zespole. Sprawa z licencją też się ciągnie i nie może się do końca wyjaśnić. Żyjemy w niepewności, co będzie jutro. Myślę jednak, że drużyna zagra w I lidze – stwierdził szkoleniowiec niebieskich.

Arka nad kreską

Dzięki remisowi i porażce Górnika Łęczna (1:3 z Zagłębiem Lubin) przed ostatnią kolejką podopieczni trenera Leszka Ojrzyńskiego znaleźli się poza strefą spadkową. – Czasami o takich meczach mówi się zwycięski remis. Czy będzie zwycięski? Została jeszcze jedna kolejka. Mogliśmy ten mecz wygrać, ale też przegrać. Początek był bardzo słaby. Nie wiem, gdzie byli zawodnicy w pierwszych minutach, na pewno nie na boisku. Dwóch naszych zawodników się zderzyło, zawodnicy Ruchu wyszli sobie jak na spacer i straciliśmy bramkę. Walczyliśmy, po jednym z rzutów rożnych był słupek, później znów zaczęliśmy kombinować, zamiast trzymać się planu. Podobno Rafał Siemaszko zagrał ręką. Ta bramka dała nam remis i trochę lepszą pozycję. Każda kontra gości mogła się skończyć stratą drugiej bramki. Wtedy poprzeczka przed ostatnim meczem byłaby naprawdę wysoko zawieszona – przyznał trener Arki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem