Ruch Chorzów wierzy w odzyskanie licencji na grę w Ekstraklasie oraz wie, jak poukładać klub w przypadku spadku do pierwszej ligi. Nową drużynę na pewno będzie budował trener Krzysztof Warzycha.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ruch stoi nad przepaścią, za która kryje się organizacyjny i sportowy upadek zasłużonego klubu. Szanse na utrzymanie w lidze są już tylko iluzoryczne. Żeby je przedłużyć, trzeba wygrać w najbliższej kolejce z Arką Gdynia i liczyć, że Górnik Łęczna nie ogra Zagłębia Lubin.

Problemem jest też licencja na nowy sezon. Komisja Licencyjna zawiesiła niebieskim prawo gry w Ekstraklasie. Stało się to po tym, gdy piłkarze przedstawili skan dokumentu, z którego wynika, że należały im się premie za miejsce w mistrzowskiej ósemce na finiszu minionych rozgrywek.

Ruch ma teraz czas na złożenie wyjaśnień w tej sprawie. – W mediach pada dużo niesprawdzonych informacji. Odbiera nam się szansę na licencję. To paranoja! – podnosi głos Janusz Paterman.

Prezes klubu dowodzi, że Ruch niczego nie zataił przed Komisją. – Nie mieliśmy żadnej wiedzy o regulaminie dotyczącym wypłaty premii. Przede wszystkim dla nas to nie jest żaden dokument. Na pewno nie ma go w klubowych aktach, co potwierdza nasz prawnik. Nie ma dokumentu? Nie ma tematu. Nie mogę wypłacić miliona złotych premii na podstawie świstka papieru. Przecież to prosta droga, żeby postawić mi zarzut o niegospodarność. Ale więcej, by ten regulamin nabrał mocy prawnej, konieczna jest uchwała zarządu klubu. A takiej nie ma – wyjaśnia Paterman.

Zagubione punkty

Ze skanu regulaminu wynika, że ten został podpisany 26 maja, czyli już po awansie drużyny do mistrzowskiej ósemki. Tak miały się wtedy dogadać zarząd klubu i rada drużyny. Na regulaminie widnieją podpisy Dariusza Smagorowicza i Mirosława Mosóra, czyli ówczesnego prezesa i wiceprezesa klubu.

Dokument nie jest jednak kompletny. Brakuje kilku punktów i stron. – A co, jeżeli mówiły o warunkowej wypłacie premii? Uzależnionej chociażby od możliwości finansowych klubu? – pyta Paterman.

Na Cichej nie mają oryginału. Z naszych informacji wynika, że obie kopie trafiły do piłkarzy, którzy mieli je podpisać i zwrócić. Czy tak się stało? Działacze usłyszeli ostatnio od drużyny, że oryginał jest w szafie Marka Zieńczuka, byłego kapitana zespołu...

Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 3:2. Marek Zieńczuk
Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 3:2. Marek Zieńczuk  GRZEGORZ CELEJEWSKI

Nie da się jednak ukryć, że sprawa spornych premii poróżniła zespół i działaczy. Właściwie to rozłożyła zespół od środka, który przegrał trzy ostatnie mecze. – Będą dokumenty, będzie zapłata. Nie uchylamy się przed tym – mówi Paterman, który znajduje wiele powodów dla sportowego upadku drużyny. Zdaniem prezesa zaczęło się od tego, że minione władze klubu przestały wspierać trenera Waldemara Fornalika. Autorytet byłego selekcjonera mocno na tym ucierpiał i trudniej było mu zarządzać zespołem.

– Od lat mówię też o tym, że zespół jest źle skonstruowany. Zachwiano proporcję pomiędzy ilością młodych a doświadczonych graczy. Gdy nie było presji, to jakoś to funkcjonowało. Teraz, gdy trwa walka na noże, to nam zwyczajnie brakuje jaj. Brakło też takich graczy, którzy by krzyknęli, że najpierw gramy, a dopiero potem rozmawiamy o pieniądzach – zaznacza.

Wraca problem fundacji

Problemów jest więcej. Wraca temat Fundacji, który gnębił Ruch zimą. Niebiescy stracili wtedy cztery punkty, gdyż Komisja Licencyjna wytknęła klubowi z Cichej, że nie płacił – poprzez fundację – piłkarzom pierwszej drużyny. – Poszliśmy wtedy na ugodę, a to moim zdaniem był błąd – dodaje prezes.

Ruch uregulował wtedy dług związany z działalnością piłkarską fundacji. Zostały jednak długi publiczno-prawne. Teraz wypłaty zaległych pensji domaga się były prezes fundacji Dariusz Gęsior.

– Nie zapłacimy. Dodatkowo oczekujemy, że fundacja zwróci klubowi 2,8 miliona złotych, jakie trafiły na konta piłkarzy. To nie były nasze zobowiązania – uważa Paterman. – Zarządzam klubem od trzech miesięcy. Nie sposób zatkać wszystkich dziur. Ciągle wychodzą nowe sprawy... – smuci się.

Do klubu zgłaszają się kolejni wierzyciele. Niebieskich nęka się nakazami komorniczymi. Blokowane są konta Ruchu. Prezes wraca też do sprawy Patryka Lipskiego, który rozwiązał kontrakt z winy klubu. Ruch stracił przez to kilka milionów złotych. – Brakuje nam płynności finansowej. Sytuacja była taka, że mogliśmy zapłacić Lipskiemu, ale ucierpieliby na tym inni gracze. Ustaliliśmy więc wspólnie z drużyną, że płacimy wszystkim, ale mniej. Tak się stało, a kilka dni później Lipski upomniał się o pieniądze – mówi.

Ruch prawdopodobnie nie zarobi też na Michale Heliku. Piłkarzowi, który przez ponad rok leczył kontuzję kolana, kontrakt nie przedłuży się z automatu, tak jak stało się to w przypadku Maciej Urbańczyka czy Rafała Grodzickiego. Helik nie rozegra bowiem wymaganej umową liczby meczów. W klubie liczyli, że zawodnik odwdzięczy się za to, że Ruch utrzymywał go, nie mając pewności, że ten jeszcze wróci do gry. Obrońca nie przystał jednak na warunki nowej umowy. – Ta zaproponowana przez jego menedżera jest jak z kosmosu – przyznaje Paterman. - Złożyliśmy zatem swoją kontrpropozycję i oczekujemy odpowiedzi.

Warzycha zbuduje nowy Ruch

Ruch marzy jeszcze o Ekstraklasie, ale powoli szykuje się na grę w pierwszej lidze. Nowy zespół będzie budował Warzycha. – To zaangażowany i wiarygodny człowiek. Ma doskonały kontakt z drużyną. Już zrobił kawał dobrej roboty. Jeżeli sam dobierze sobie piłkarzy, to przyjdą też wygrane. To musi być walczący zespół. Na razie przegrywamy. Nie będę jednak oceniał jego pracy po trzech przegranych meczach – mówi prezes.

MICHAŁ ŁEPECKI

Po spadku wielkim wyzwaniem będzie nie tylko budowa budżetu, ale i spłata zadłużenia. Przede wszystkim miejskiej pożyczki. – Musielibyśmy wtedy wdrożyć plan B. I to dotyczy wszystkich właścicieli, a więc i miasta. Sytuacja nie byłaby łatwa, ale mamy pomysły, jak jej zaradzić. Nie ma takiej możliwości, żebyśmy zaczęli od czwartej ligi. Będziemy walczyć. Zaczynamy już rozmawiać o kadrze na nowy sezon. Zawodnicy nie mają w umowach klauzuli, która umożliwia im odejście po ewentualnym spadku. Nie ma też jednak zapisów o tym, że zmienią się warunki finansowe ich umów. A to byłoby duże obciążenie dla pierwszoligowego klubu. W tym całym zamieszaniu najbardziej żal mi kibiców. Wspierają zespół z całego serca. U siebie i na wyjazdach. W odpowiedzi szkaluje się ich. Zarzuca zachowania, jakich nie popełnili. To niedopuszczalne – kończy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    za co im płacić , smutnym kopaczom , którzy raz w ciągu 90 minut nie potrafią trafić do 7 metrowej bramki jak im mało po 2 , 3 , 5 , 10 średnich krajowych to może na wózek do castoramy za ok.2500 na rękę gwiazdorzy ..............
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    za co płacić patałachom którzy nie potrafią grać , przecież mogą zmienić zawód z kopaczy piłki na kopaczy rowów melioracyjnych , zbrojarzy, betoniarzy i innych w glówkach się niby gwiazdorom poprzewracało MUSZĄ SIĘ ZDERZYĆ Z GLEBĄ !!!!!!!!!!!!!!!11111
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Kto jeszcze ma uwierzyć w te bajki ?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0