Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sporty walki już dawno przestały być zarezerwowane tylko dla mężczyzn, ale kobiety, które chcą się okładać w ringu, to wciąż rzadkość. Na Śląsku rośnie nam jednak wojowniczka, która ma ambicje, żeby być najlepszą w Europie, a z czasem i na świecie. To 17-letnia Justyna Ciborska. Zawodniczka Najemnika Gliwice powalczy w piątkowy wieczór z Białorusinką Karyną Czaplinskają o tytuł mistrzyni Europy federacji WKN.

Podczas gali w Zawierciu odbędzie się sześć walk w kategorii kick boxing K1 w ramach meczu Polska – Europa. Rywalami Polaków będą reprezentanci Białorusi, Irlandii oraz Szwajcarii. Ponadto Grzegorz Lenart będzie walczył o mistrzostwo świata, a Damian Linder oraz Justyna Ciborska zmierzą się ze swoimi rywalami, żeby zdobyć tytuły mistrzów Europy. Początek pierwszej walki o godz. 19. Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny.

Wojciech Todur: Jak długo trzeba się przygotowywać do walki o tytuł?

Justyna Ciborska: W moim przypadku było to pięć lat.

Początkowo mówiło się, że twoją rywalką będzie Słowaczka. Potem okazało się, że jednak Białorusinka. Takie zmiany rywali w kick boxingu zdarzają się dosyć często. To nie przeszkadza?

– Są przez to niepewność i dodatkowe emocje. Zdarza się, że wychodzi się do ringu w ciemno i dopiero w czasie walki rozpracowuje rywala. Ma to swoje dobre, ale i złe strony. Dobra jest taka, że człowiek się nie stresuje. Nie nakręca. Nie ogląda filmików z walkami przeciwnika. Zawsze to jednak lepiej coś tam o rywalu wiedzieć. O tym, czy jest lewo-, czy praworęczny, jakie są jego słabości.

W tym przypadku pierwsze minuty walki będą takim zapoznaniem. Przekonamy się o swojej sile ciosów.

Masz z kim sparować na co dzień?

– Jest z tym problem. W klubie jest jeszcze tylko jedna dziewczyna. Ma 11 lat, więc dopiero się uczy. Siła jej ciosów nie jest jeszcze wystarczająca. Sparuję więc z kolegami. Wiadomo, że nie jest to walka na poważnie. Wkładamy w uderzenia 50 proc. siły. To raczej chodzi o wytrenowanie nawyków, techniki i wytrzymałości. Czasami w ferworze walki zdarzy się cios, który odczuję zbyt mocno, ale to rzadkość. O takie strzały nie mam do kolegów pretensji.

Jaki masz bilans walk? Zwracasz na niego uwagę?

– Nie zwracam. Stoczyłam dotąd około 40 walk. Po drodze przegrywałam i wyciągałam wnioski z tych porażek. Przegrana daje czasami więcej niż zwycięstwo. Zbieram więc doświadczenie i idę przed siebie. Nie przejmuję się zbytnio liczbami przy swoim nazwisku.

Czym zajmujesz się poza sportem?

– Jestem uczennicą technikum mundurowego w Gliwicach. W przyszłości chcę być policjantką, taką „niebezpieczną kobietą”. W mojej szkole sprawność jest w cenie. Liczą się kondycja i wytrzymałość. Trenowanie kick boxingu bardzo się przydaje. Mój nauczyciel jest również trenerem kick boxingu, więc kładzie duży nacisk na techniki, które akurat są mi bliskie. Mamy zajęcia na poligonie oraz na strzelnicy. Uczymy się edukacji obronnej, taktyki. Najtrudniejszy jest poligon. Jedziemy tam na trzy dni i śpimy po dwie godziny na dobę. Mimo wszystko lubię ten czas.

Sport to ma być sposób na zarabianie pieniędzy?

– Zobaczymy, jak to wyjdzie. To może być sposób na życie, ale wszystko zależy od tego, jak potoczy się moja kariera. Równie dobrze może to być okazja do poznawania świata i ciekawych ludzi.

Kto cię w ogóle zainspirował, żeby wejść do ringu?

– Wcześniej bawiłam się trochę w koszykówkę, ale to nie było to. Decyzję pomogła mi podjąć mama. Ona też chciał trenować kick boxing, ale nie miała takiej możliwości. Gdy powiedziałam jej, że w Gliwicach jest klub, w którym mogłabym to robić, bardzo zapaliła się do tego pomysłu. Bardzo mnie wspiera. To mój pierwszy kibic.

Jak cię przyjęło środowisko twardych facetów?

– To moja druga, sportowa rodzina. Bardzo przyjaźni ludzie.

A co boli?

– Zęba jeszcze nikt mi nie wybił. Siniaki i stłuczenia też da się wytrzymać. Bolą natomiast porażki. Psychika boli bardziej niż rany fizyczne.

Urodziłaś się w 2000 r. Nie pamiętasz więc czasów takich wojowników jak Marek Piotrowski czy Przemysław Saleta. Kto jest twoim idolem?

– Znam te nazwiska. Pokazali, że uporem i ciężką pracą można zajść naprawdę daleko. Nie mam nad łóżkiem żadnego plakatu idola. Inspiracją jest na pewno Joanna Jędrzejczyk, która sięga z polskich wojowniczek najwyżej.

Koledzy na przerwach w szkole nie prowokują cię do walki?

– Nie. Traktują mnie z szacunkiem. Doceniają to, co robię.

Co po szkole?

– Mam mało czasu na przyjemności. Nie chodzę za dużo po sklepach czy do kina. Nauka, trening i odpoczynek. Tak na razie wyglądają moje dni.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.