Piast Gliwice po słabym meczu zremisował z Arką Gdynia. Śląski zespół strzelił gola w końcówce spotkania, gdy grał w dziesiątkę.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wszyscy z pewnością pamiętają starą zasadę z lat szkolnych trzy razy Z – zakuć, zdać, zapomnieć. Tak właśnie wyglądała Arka w meczu z Piastem – jak najszybciej strzelić bramkę, która przesądzi o końcowym wyniku i najlepiej szybko zapomnieć o samym spotkaniu. Bo pamiętać nie było czego. Obie drużyny wyglądały, jakby dopiero co skończyły swoje zmiany w kopalniach. Dynamika, szybkie tempo, dokładność podań i płynność gry to pojęcia, który nie miały zastosowania w Gdyni. A i ta zasada Arce nie wypaliła.

Wystarczy tylko powiedzieć, że najlepszym zawodnikiem gospodarzy był biegający w obronie Krzysztof Sobieraj. 35-latek naprawdę trzymał poziom, bo większość górnych piłek ze strony Piasta kończyła swój bieg na głowie właśnie. To też miało jednak miejsce do pewnego momentu. Przy straconym golu nie sposób nie winić

Śladami Marcusa da Silvy

Na boisku już jakiś czas nie oglądamy Brazylijczyka z polskim paszportem, Marcusa da Silvy (naderwany mięsień uda), ale jego duch ciągle unosi się na murawie. Jego rolę przejął Mateusz Szwoch – regularnie trafia bowiem z rzutów karnych, podobnie właśnie, jak czynił to do tej pory skrzydłowy Arki. Trafienie przeciwko Piastowi było trzecim w ekstraklasie Szwocha i trzecim po „jedenastce”. Do tego dołożył dwa pucharowe po takim samym fragmencie gry i możemy o nim mówić specjalista.

Gdybyśmy jednak chcieli poszukać gola Szwocha z gry w żółto-niebieskich barwach, to trzeba by było cofnąć się jeszcze do I ligi i kluczowego spotkania w kontekście awansu przeciwko Druteksowi-Bytovia. Wtedy Szwoch wyczuciem godnym chirurga plastyka dotknął futbolówki, która wpadła do siatki i dała Arce remis, a ten chwilę później awans do ekstraklasy.

Heroiczna obrona przez większość meczu

Atutu własnego boiska Arka znowu nie wykorzystała, bo znowu straciła wygraną w samej końcówce i znowu na własne życzenie. Mówiąc o jej grze, polemikę należałoby zakończyć na epitetach: defensywna i nieporadna. Przez większość spotkania to Piast konstruował akcje, a arkowcy czekali tylko, co z nich wyniknie. W drugiej połowie często dochodziło nawet do serii wybić na uwolnienie z gdyńskiego pola karnego, bowiem gliwiczanie zamykali gospodarzy na ich połowie.

Kontry wołały o pomstę do nieba, a przewagi miejscowi nie byli sobie w stanie wypracować nawet wtedy, gdy czerwoną kartkę (73.) obejrzał w Piaście Aleksandar Sedlar. Ba, wówczas - po wyrównującym golu Macieja Jankowskiego - to podopieczni Dariusza Wdowczyka byli bliżej końcowego sukcesu. 

Arka Gdynia – Piast Gliwice 1:1 (1:0)

Bramki: 1:0 Szwoch (10. – karny), 1:1 Jankowski (88.)

Arka: Steinbors – Zbozień, Sobieraj, Marcjanik Ż, Warcholak – Łukasiewicz Ż, Sambea, Hofbauer – Formella (57. Bożok), Siemaszko (63. Trytko), Szwoch Ż (76. Zarandia).

Piast: Szmatuła – Pietrowski, Hebert Ż, Sedlar Ż Ż CZ, Mójta Ż – Bukata (46. Zivec), Murawski, Masłowski (81. Vranjes), Badia – Sekulski, Papadopulos (46. Jankowski Ż).

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem