Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piast rozegrał wczoraj ostatni sparing przed tegorocznym startem ekstraklasy. Na boisku w ośrodku w Kamieniu (tam gdzie do mundiali przygotowywały się jedenastki Kazimierza Górskiego i Antoniego Piechniczka) gliwiczanie zagrali mecz z 1.SC Znojmo FK – szóstą drużyną drugiej ligi czeskiej. Wynik 0:3 chluby nie przynosi, ale trener Latal nie przywiązuje do niego większej wagi, Piast grał składem dalekim od optymalnego.

Paweł Czado: Czy przed startem ligi jest pan optymistą?

Radoslav Latal: (z uśmiechem) A co mam zrobić? Wiem, że początek będzie bardzo trudny, zaraz po dalekim wyjeździe do Szczecina na mecz z Pogonią czeka nas Lech Poznań. Ale co zrobić... Jesteśmy na dole tabeli, a jeśli chcemy wejść do ósemki, musimy zdobywać punkty. Zrobimy wszystko, żeby mieć ich jak najwięcej.

Przed pierwszym meczem ma już pan wytypowaną podstawową jedenastkę?

– Tak, mam już dziewięć nazwisk w głowie.

Dziewięć? Nie jedenaście?

– Trochę Łukasz Sekulski mi zamotał. Jego mecz przeciw Banikowi Ostrawa był bardzo dobry. Zastanawiam się też nad jedną pozycją w środku pomocy.

Sekulski strzelił Banikowi dwie bramki, zagrał także ze Znojmem. Co może pan o nim powiedzieć?

– Dla mnie był najlepszym zawodnikiem na boisku. Ten mecz rozegraliśmy także dla niego, po to żeby przed ligą miał jak najwięcej rozegranych minut, żeby zgrał się z drużyną, z którą nie rozgrywał wcześniej żadnych meczów.

Jest już gotowy do gry?

– Miał trochę przerwy, fakt, ale spisał się super i jestem o niego spokojny. Zobaczymy, co będzie dalej. Synek solidnie trenuje, jestem z niego zadowolony.

Czy trenuje inaczej niż koledzy, żeby nadrobić zaległości?

– Musi. Jutro chłopcy mają wolne, on idzie na siłownię. Ma jeszcze trzy tygodnie na pracę nad siłą i kondycją.

Czy para Sekulski – Papadopulos może być pozytywnym wiosennym zaskoczeniem w lidze?

Chciałbym żeby tak było, zobaczymy. Michal na zgrupowaniu w Hiszpanii wyglądał bardzo dobrze, drużyna się z nim zgrała jeszcze bardziej. Obaj piłkarze na pewno nam pomogą.

A skąd pomysł zatrudnienia Adama Mójty?

– Przyszedł do nas za Moskwika. Paweł dostał dobrą ofertę z Podbeskidzia i sprzedaliśmy go. Szukaliśmy na jego miejsce lewonożnego zawodnika i znaleźliśmy.

Widzi pan go w roli zawodnika bardziej ofensywnego?

– Musi się zgrać z drużyną. Wiemy, że trójką obrońców nigdy nie grał, musi trochę tej taktyki doświadczyć. Wierzę, że da radę.

Czy to już koniec transferów Piasta?

– Szukamy jeszcze jednego odpowiedniego napastnika, to niełatwe. Jedno miejsce jest.

Dla skrzydłowego?

– Nie, typowego środkowego napastnika, nieco podobnego do Michala Papadopulosa – na szpicę. Łukasz Sekulski może grać podwieszonego za Papadopulosem choćby razem z Jankowskim.

To ktoś z Polski, z zagranicy?

– Mieliśmy oferty z Rumunii i Polski, ale na razie trudno powiedzieć.

Wynik meczu ze Znojmem poszedł w świat.

– Ale nie jest taki istotny.

Bo ważny był poprzedni mecz z Banikiem Ostrawa?

– Tak, jestem z tego spotkania zadowolony [Piast wygrał 2:0], Banik to dobry sparingpartner. To był mecz na odpowiedniej szybkości, dynamice i agresywności. Każdy z moich piłkarzy był świeży, zespół był dobrze przygotowany do tego meczu.

Jak wygląda sytuacja Saszy Żivca? Miał grać we Włoszech, ale nic z tego nie wyszło [działacze US Latina nie zdążyli poprawnie zatwierdzić piłkarza do gry w Serie B, przez co transfer ma zostać anulowany, a piłkarz wrócić do Gliwic].

– Przyszła oferta, Saszka chciał odejść, zdecydowaliśmy się go puścić. Dzwonił do mnie wczoraj, czekamy na papiery z Włoch. Powinniśmy się dogadać, czekamy, co Włosi zaproponują. To był ich błąd, mają problem. Żivec zdążył tam podpisać kontrakt. Szkoda byłoby, gdyby Sasza miał teraz przez te zawirowania pół roku nigdzie nie występować. Dla niego najważniejsze jest, żeby grał.

Co z kontuzjowanymi Łukaszem Masłowskim i Hebertem? Już trenują?

– Mają wrócić do treningu. Uraz Łukasza był poważniejszy, a Hebert powinien wrócić do treningu w środę.

Z przebiegu przygotowań jest pan zadowolony?

– Tak, choć w Hiszpanii przez pierwsze trzy dni mocno padało, co utrudniło nam zajęcia. Ale jestem bardzo zadowolony, że mogliśmy zagrać sparingi z takimi rywalami jak CSKA Moskwa, Rheindorf Altach i Rapid Wiedeń. Dla nas to były supermecze, dużo pracowaliśmy nad taktyką, również w obronie. Z Rapidem zaczęła mecz lepsza jedenastka, prowadziliśmy 1:0. Potem wyszli już ci młodzi, skończyło się 1:2, ale zagraliśmy dobre spotkanie.

Graliście z Banikiem na stadionie w Gliwicach, jak wygląda murawa?

– Jak wygląda... (uśmiech). Jak to w zimie. Boisko było ciężkie. Zobaczymy, jaka będzie murawa na Pogoni w Szczecinie [to pierwszy przeciwnik Piasta, mecz już w poniedziałek, 13 lutego o godz.18]. Przypuszczam, że będzie trudno, boiska nie są i nie będą przecież w takim stanie jak w lecie. A ma być zimno.

Dla nas najgorsze, że nie mamy boiska do treningu. To jest nasz problem. Musimy wychodzić na płytę główną albo na sztuczne boisko.

Start ligi coraz bliżej. Wzmocnienia któregoś z rywali zrobiły na panu wrażenie?

– Ciężko powiedzieć. W każdej drużynie są dwie, trzy poważne zmiany. Nie ma co ukrywać - o wszystkim decydują pieniądze. Kto ma większe pieniądze, kupuje lepszych piłkarzy.

A kto jest faworytem do mistrzostwa?

– Legia. Taki zespół zawsze nastawia się na jego zdobycie. Dla mnie to najpoważniejszy kandydat.

A Tomas Necid [świeżo sprowadzony reprezentacyjny czeski napastnik] będzie w niej grał?

– Tego wam nie powiem (uśmiech). To na pewno inny typ zawodnika niż Nikolić, który własnie z Legii odszedł. Wiadomo, że umie przytrzymać piłkę, jest niebezpieczny w polu karnym.

Pytanie, czy będzie do Legii pasował?

– O to chodzi.

Czechów generalnie trudno zachęcić żeby grali w polskiej lidze.

– Chodzi o pieniądze. Chcieliśmy do Piasta sprowadzić napastnika Martina Doleżala [z FK Jablonec] i właśnie przez pieniądze nie dogadaliśmy się. Mieliśmy na oku Jana Mikulę ze Slavii Praga i też nie wyszło. Jagiellonia też próbowała, ale nie wyszło.

Zdarza się, że dzwonią do pana rodacy, którzy mają ofertę gry w polskiej lidze?

– Owszem. Nawet wczoraj do mnie dzwonili. Jagiellonia kilka dni temu wygrała 3:2 z Karwiną. Jeden z napastników Karwiny się spodobał, ale on ma tam kontrakt. Do gry w Piaście też trudno namówić, obecnie to jest drużyna ze szpicy polskiej ligi.

W sparingu ze Znojmem zagrało dużo młodych chłopaków na co dzień grających w Centralnej Lidze Juniorów. Czy któryś z nich jest blisko meczowej osiemnastki?

– Tak, z tych chłopców najlepszy był środkowy pomocnik Aleksander Sopel [kapitan juniorskiej drużyny Piasta]. Ale to są młodzi chłopcy, trzeba ich powoli wprowadzać. Przede wszystkim chodzi jednak o to, żeby grali, a nie siedzieli na ławce rezerwowych i się przyglądali. Dla nich gra jest najważniejsza. Mogą usiąść na ławce, ale w weekend przede wszystkim muszą zagrać mecz.

Rozmawiał i notował w Kamieniu: Paweł Czado

Piast Gliwice – 1.SC Znojmo FK 0:3 (0:2)

Piast: Rusov – Mokwa, Flis, Girdvainis, Mójta – Badia, Bukata, Sopel, Niemiec, Gojko – Sekulski. Grali także: Szmatuła, Borkała, Szymkowiak, Krakowczyk, Sulima, Wawoczny.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.