Jesienią zaskoczyły mnie Wigry Suwałki. Mieli na nas jakiś patent, wygrali dwa razy. Wiosną ważny będą wszystkie mecze. Nie tylko te z Zagłębiem i Chojniczanką. Można je przegrać a i tak awansować - mówi Andreja Prokić z GKS-u Katowice.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W zimowych sparingach Prokić imponuje skutecznością. W trzech meczach – z ROW-em 1964 Rybnik, Odrą Opole i z GKS 1962 Jastrzębie – Serb, dotąd skrzydłowy objawił się jako środkowy napastnik i wbił każdemu rywalowi po bramce.

Paweł Czado: Przyszedł pan do GKS-u latem ze Stali Mielec gdzie strzelił 11 goli. Jesienią gral pan jako skrzydłowy i nie zdobył pan bramki. Teraz znów jest pan skuteczny. Skąd taka przemiana?

– Jesienią grałem jako skrzydłowy, w ostatnich występach byłem środkowym napastnikiem.

Kiedy pan przychodził do GKS-u trener Brzęczek oczekiwał od Pana zdobywania goli?

– Nie było takiej rozmowy, nie usłyszałem, że wymaga ode mnie konkretnej liczby bramek. Przychodziłem jako skrzydłowy. Chodziło o to żeby dobrze grać i żeby drużyna wygrywała.

Na jakiej więc pozycji woli pan grać ?

– Trudne pytanie. Gra się tam gdzie trener wystawi. Na skrzydle jest ograniczone pole gry, na środku jest więcej miejsca. Naprawdę nie wiem... Wiele zależy od meczu. Jeszcze w ekstraklasie jako piłkarz GKS-u Bełchatów występowałem na prawym skrzydle. W Stali Mielec większość spotkań, jakieś 70 procent, grałem jako środkowy napastnik na pozycji numer 9. Połowa z bramek, które tam zdobyłem były sytuacyjne, nie wypracowane: do piłki szybciej dobiegałem niż przeciwnik, albo dobrze się ustawiałem.

Jest pan w Polsce od 2000 roku. GKS to pana czwarty klub. Wcześniej były Stal Rzeszów, GKS Bełchatów i Stal Mielec. Katowice są najsilniejsze z nich?

– Mogę porównać obecny zespół do Bełchatowa kiedy robiliśmy awans do ekstraklasy. Siła jest podobna.

Przychodził z III ligi serbskiej do III ligi polskiej [czyli z FK Turbina do Stali Rzeszów, przyp.aut.]. Można porównać poziom?

– Kiedy przychodziłem wydawało mi się, że polska była słabsza. Pamiętam, że w tamtych czasach w Serbii przez dziesięć dni trenowaliśmy bez piłki, tylko biegaliśmy, tutaj tego nie było. To była stara szkoła, być może to się zmieniło.

A obie ekstraklasy dziś?

– Szczerze mówiąc na wyższym poziomie trudno porównywać. Piłkarsko być może jeszcze tak, ale jest jeszcze ważna otoczka: telewizja, stadiony, zainteresowanie... To przemawia na korzyść Polski. W Serbii trudno sobie wyobrazić żeby zespół z I ligi jechał na obóz do Turcji, trudno wyobrazić sobie, że można zarabiać tam duże pieniądze. Wszystko się rozwija, ale jest biednie. Trudno żeby było inaczej skoro niektóre mecze I ligi ogląda 200-300 osób.

Przyjazd do Polski okazał się dla pana ważny także prywatnie.

– To prawda, w Rzeszowie ożeniłem się z Polką, Patrycją. Tam na stałe mieszkam, jeżdżę często, jest przecież autostrada.

Można powiedzieć, że Polska to moja druga ojczyzna. Dobrze się tu czuję. Jakiejś wielkiej różnicy w mentalności nie ma, język w miarę podobny. Może kuchnia jest trochę inna.

Żona panu kibicuje z trybun?

– Mamy dwójkę dzieci, syn ma dziesięć miesięcy. Jest więc trudno, choć czasem Patrycja przyjeżdża pod warunkiem, że pora rozgrywania spotkania nie jest późna i ktoś może jej towarzyszyć na przykład jej wujek, dzieci przecież nie zostawi.

Kto z obecnych rywali w I lidze robi na panu dobre wrażenie?

– W naszych meczach na pewno... Wigry Suwałki. Mieli na nas jakiś patent, wygrali dwa razy. Zaskoczyli nas najbardziej. Do meczów z nami byli dobrze przygotowani taktycznie i dobrze ustawieni. Ciężko grało się z Górnikiem Zabrze u siebie. Z Bytovią przegraliśmy wyraźnie, ale to my zagraliśmy słabo i trudno chwalić rywali za ten mecz. Trzeba będzie zwrócić uwagę na Miedź. Oni dużo meczów będą mieli u siebie, w związku z budową stadionu.

Na którym miejscu skończycie sezon?

– Pierwszym albo drugim co da awans. Ale łatwo nie będzie, zdaję sobie z tego sprawę. Do tego już start będzie ciężki [pierwszy mecz z Chojniczanką na wyjeżdzie, trzeci z Zagłębiem na wyjeździe, bezpośrednimi rywalami do awansu, przyp.aut.]. Po tych spotkaniach będzie więcej wiadomo, choć moim zdaniem nie zdecydują one o wszystkim. Można przecież dwa mecze przegrać a resztę wygrać albo odwrotnie. Myślę, że nie trzeba się przesadnie pompować, że to będą dwa najważniejsze mecze rundy. W kontekście walki o awans każde spotkanie będzie ważne.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem