Wiele klubów odchodzi od wielosekcyjności, ale ja uważam, że my, idąc w drugą stronę, tylko zyskujemy - mówi Wojciech Cygan.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po długim okresie przerwy GKS Katowice przestał kojarzyć się już tylko z piłką nożną.

Paweł Czado: Ostatnie mecze GKS-u Katowice w Spodku zrobiły wrażenie. Jesteście zaskoczeni, że tak dobrze wypadło to nie tylko pod względem sportowym, ale przede wszystkim atmosfery?

Wojciech Cygan, prezes GKS-u Katowice: Wydaje się, że boom na siatkówkę kilka lat temu był znacznie większy. Wiele osób mówiło mi, że trochę się spóźniliśmy z siatkarską GieKSą, bo teraz jest już trochę inny klimat i będzie ciężko. Faktycznie, początkowo też miałem wrażenie, że siatkówka nie jest już tak popularnym sportem, jak wcześniej mi się wydawało.

Jednak te dwa mecze w Spodku pokazały, że potencjał w Katowicach wśród kibiców siatkówki jest spory. W Spodku byli nie tylko kibice sympatyzujący z GieKSą, ale również wielu ludzi po prostu lubiących ten sport

Dla nich projekt w postaci GKS-u może być o tyle ciekawy, że w stolicy dużej aglomeracji jest klub grający w legendarnej hali. Kiedy awansowaliśmy do PlusLigi wielu mówiło: eee, to jakiś beniaminek, pewnie będą mieli problemy. Nie – GKS jest już na takim poziomie organizacji, że nie musimy się wstydzić.GKS grający w Spodku to wyzwanie, któremu podołamy. Mam nadzieję, że w przyszłości to nie będą dwa, trzy mecze w rundzie, lecz o wiele więcej.

Od czego to zależy?

– Od dostępności hali. Musimy rozmawiać trójstronnie – nie tylko z operatorem Spodka, ale również z ligą. Trwają już rozmowy dotyczące przyszłego sezonu, chcielibyśmy doprowadzić do sytuacji, kiedy GieKSa w Spodku gra z najsilniejszymi polskimi klubami – Resovią, Skrą czy Zaksą. Dopiero te mecze nam pokażą, jaki jest faktycznie kibicowski potencjał, jeśli chodzi o siatkówkę na Śląsku.

Chcemy grać w Spodku topowe mecze, ale wcześniej nie udało się zgrać terminów. Spodek miał już pewne terminy zaklepane na inne imprezy, a nie wszystkie kluby wyrażały zgody na przesunięcie daty meczu.

Ostatnie mecze siatkarzy w Spodku oglądało niespełna 3 tys. kibiców. Gdyby przyjechała Resovia, zwiększylibyście liczbę miejsc?

– Moglibyśmy podjąć takie decyzje na podstawie wyników sprzedaży biletów czy zainteresowania ze strony grup zorganizowanych. Pamiętamy mecz, kiedy Czarni Katowice grali z Barceloną. Trybuny były wypełnione, głównie za sprawą grup zorganizowanych ze szkół. Teraz nie mogliśmy tego rozwiązania zastosować. Te dwa mecze z Lotosem i BBTS-em odbywały się w czasie ferii zimowych, a na ferie do Katowic się przecież nie przyjeżdża, raczej odwrotnie.

Myślę, że w razie przyjazdu topowych polskich klubów bylibyśmy w stanie zbudować jeszcze większą frekwencję

Przypominam, że na nasz z Zaksą, który rozgrywaliśmy w Szopienicach, wszystkie bilety zostały wyprzedane.

Myślicie o wzmocnieniu drużyny?

– W siatkówce jest inna specyfika, jeśli chodzi o transfery, niż w piłce nożnej. W tym pierwszym przypadku w kontekście następnego sezonu trzeba pracować już teraz. Ostatnio dużo czasu spędzam nad sprawami związanymi siatkówką i mam wrażenie, że GKS jest dobrze postrzegany przez siatkarskie środowisko. Dla zawodników myślenie o rozwoju w kontekście naszego klubu nie jest problemem. Umówiliśmy się z trenerem Gruszką na rozmowy w przyszłym tygodniu. Po pierwszym roku występów w PlusLidze chcielibyśmy stawiać przed siatkarzami bardziej ambitne cele.

Co to znaczy?

– Wiadomo, że z uwagi na ograniczenia budżetowe nie jesteśmy w stanie tak do końca rywalizować z najsilniejszymi, choć chcielibyśmy oczywiście sprawiać niespodzianki. Jeszcze trochę czasu upłynie, zanim w kontekście ligi będziemy w stanie rywalizować ze Skrą czy Resovią. Moim marzeniem na przyszły sezon jest miejsce GKS-u Katowice w pierwszej szóstce.

Dzieje się w siatkówce, ale dzieje się też w futbolu. Przygotowujecie się do rundy wiosennej, cel jest jasny: awans.

– Czekam na wiosnę z optymizmem, ale i z pewnym niepokojem. Jestem już prawie siedem lat w GKS-ie. Ten czas wiele mnie nauczył, także tego, że piłka jest nieprzewidywalna. Dlatego cieszę się, że trener Jerzy Brzęczek też ma takie podejście i czasami te hurraoptymistyczne nastroje wśród chłopaków tonuje. 15  meczów przed nami to 15 finałów, w których trakcie wiele może się zdarzyć. Pewnie trochę się stresuję, czytając doniesienia prasowe: ci się zbroją, tamci nie odpuszczą. Właśnie wróciłem z posiedzenia zarządu PZPN w Warszawie, gdzie pani Martyna Pajączek, prezes Miedzi Legnica, podkreślała, że awans musi być... Z kimkolwiek rozmawiam z górnej połówki tabeli, to każdy chce walczyć o awans. Podbeskidzie, które ma do nas 10 pkt straty też wysyła sygnały, że jeszcze nie wszystko stracone.

Na dziś wydaje mi się, że awans rozstrzygnie się między nami, Zagłębiem, Chojniczanką i Miedzią, choć kilka innych klubów też na pewno do końca powalczy

Przypomnę, że zaczynamy meczem w Chojnicach, niedługo potem jedziemy do Zagłębia, więc do samego początku rundy chcemy się jak najlepiej przygotować. Stąd też wyjazd na zgrupowanie do Turcji. Niektórzy myślą, że to fanaberia, ale podjęliśmy decyzję, że w tej sytuacji, w której GKS się znalazł, musimy pod względem organizacyjnym zrobić wszystko. Tak aby piłkarze i trenerzy mieli maksymalny komfort przygotowań. Jako prezes niewiele więcej mogę zrobić, bo opowieści z dawnych czasów, kiedy prezesi wchodzili do szatni i po ich płomiennych przemowach piłkarze zaczynali grać lepiej, możemy już odłożyć na półkę. To historia.

Duże wrażenie zrobiła informacja, że Alan Czerwiński, który mógł grać w ekstraklasie – w Wiśle albo w Jagiellonii – postanowił pozostać w GKS-ie.

– Rzeczywiście temat odbił się szerokim echem, bo dotarł nawet do Zbigniewa Bońka. We wtorek w Warszawie prezes Boniek pytał mnie, czy Czerwiński u nas zostaje. Alan na rozmowy z nami nie przyszedł wcale z nastawieniem, żebyśmy przebili ofertę z Wisły albo Jagiellonii. Doszedł do wniosku, że lepiej najbliższe pół roku spędzić w Katowicach i powalczyć o awans. Bo jeśli Katowice awansują do ekstraklasy, to lepszych warunków niż tutaj – nie mówię o finansach, ale o otoczce – nie znajdzie. Alan zna nasz klub jeszcze z ciężkich czasów. Przeżył je, pamięta i rozumie. Takich piłkarzy nie ma już u nas zbyt wielu – może jeszcze Grzegorz Goncerz, Mateusz Kamiński czy Maciek Wierzbicki. Oni najbardziej rozumieją, co w ostatnich latach wydarzyło się w GKS-ie.

Prezesie, nie mogę uwierzyć, że aż tak byliśmy w stanie odwrócić historię” – mówi mi dziś Alan

Myślę, że zwyciężył w nim... niedosyt. Chciałby osiągnąć sukces w Katowicach, przeżyć ten moment na Bukowej.

Pamiętam Alana, kiedy go pozyskiwaliśmy w 2012 roku. Do ostatniego dnia okienka ważyły się losy, czy w ogóle zdołamy go uprawnić. Alan już zawsze – obojętnie, co się wydarzy – będzie miał u mnie szacunek, że wtedy – mimo że wielu chłopaków na jego miejscu, słysząc, że mamy problemy z jego uprawnieniem, odwróciłoby się od nas – zaryzykował. A groziło mu, że przez pół roku nie zagra w piłkę. Miał wtedy przecież propozycję z Polonii Warszawa, do której chciał go ściągnąć Wojtek Szala. Pamiętam jego radość, gdy usłyszał ode mnie, że jest już zawodnikiem GKS-u.

Jestem mu wdzięczny, że został z nami. Rozumiem jego dylematy: przecież mógł wybrać teraz bardzo konkretną ofertę z Jagiellonii, która walczy o mistrzostwo. Drużyny, która ewidentnie na prawej obronie ma lukę i dopiero teraz ją zapełnia, ściągając Szkota Ziggy’ego Gordona. Na pewno dostałby szansę, żeby tam zaistnieć. Też zastanawiałbym się na jego miejscu, co robić...

Ważne, że jego decyzja to sygnał dla szatni. Pamiętam rozmowy z niektórymi piłkarzami, którzy bombardowali mnie pytaniami, czy Alan odchodzi, co się dzieje, kiedy nie było go z nami kilka dni. Fakt, że wrócił, wszystkich ucieszył. „Fajnie, jest z nami, walczymy dalej”. Odrzucając ofertę zespołu z czołówki ekstraklasy, daje sygnał, że GKS to poważne miejsce, że warto w tym klubie być.

Zaskoczycie jeszcze czymś kibiców, jeśli chodzi o transfery?

– Mamy doświadczenia z 2014 roku, kiedy trenerem był Kazimierz Moskal, a GieKSa znajdowała się na trzecim miejscu w tabeli. Wtedy trochę przespaliśmy okienko, pozyskaliśmy tylko dwóch piłkarzy. Nie wynikało to oczywiście jedynie z naszej niechęci do wzmocnień, ale również z ówczesnych możliwości budżetowych. Obecnie jesteśmy bardziej doświadczeni i miejsca, które wydaje się nam, że powinny być wzmocnione, wzmacniamy. Brakowało nam przebojowości na skrzydłach, stąd przyjście Kamila Jóźwiaka. Stąd Tomek Wisio na środku obrony, doświadczony chłopak, który już nieraz awansował. Przypuszczam, że podpisanie z nim kontraktu to kwestia najbliższego czasu. Właściwie to czekam na telefon w tej sprawie.

Armin Ćerimagić może nam pomóc na skrzydle i w środku. To prawda, że rozmawiamy z Górnikiem o jego przejściu do nas już teraz, a nie dopiero od lata. Też byliśmy w takiej sytuacji, kiedy Wisła podpisała kontrakt z Rafałem Pietrzakiem. To kwestia zrozumienia wzajemnych korzyści wynikających z wcześniejszego przejścia Armina do nas.

To nie jest prosta sytuacja: Górnik chciałby jeszcze coś zyskać, my chcielibyśmy go mieć już, a nie od lipca, gdzieś te interesy muszą się zbiec

A przecież Górnik jest naszym rywalem o awans... Dlatego może być też tak, że Armin przyjdzie do nas w lipcu za darmo jako wolny zawodnik. Rozstrzygnięcie musi zapaść w najbliższych dniach. Nie wyobrażam sobie tego, by do wyjazdu do Turcji, czyli do 12 lutego, ten temat nie został wyjaśniony w jedną lub drugą stronę. Jeśli nie będzie zawodnikiem GKS-u do tego czasu, nie będzie naszym zawodnikiem do końca czerwca. Sytuacje last minute są dobre na wycieczki do Turcji, a nie na obóz. Armin musi mieć czas na poznanie specyfiki klubu, trenerów i nowych kolegów. Oczywiście zawsze może pojawić się niezwykła okazja pozyskania kogoś dobrego w ostatniej chwili, ale generalnie wolałbym tego unikać w obecnej sytuacji GKS-u.

Dokonaliście też transferu pozapiłkarskiego, który może mieć ogromne znaczenie.

– Dla mnie dużym komfortem jest to, że trener przygotowania fizycznego Leszek Dyja jest z piłkarzami na zgrupowaniu w Kamieniu i będzie na zgrupowaniu w Turcji. To dużej klasy specjalista. Tego komfortu nie mieliśmy wcześniej, mimo że współpracowaliśmy, pojawiał się na treningach i trener Brzęczek mocno z nim się konsultował. Ten transfer może w kontekście walki o awans okazać się transferem kluczowym. I nie ma żadnego znaczenia, że nie najgłośniejszym.

Trener Leszek Dyja cieszy się dużym szacunkiem szatni. Przykład Alana Czerwińskiego – jeśli chodzi o kwestie fizyczne, „stworzył” go właśnie trener Dyja. Piłkarze mają do niego zaufanie, choć łatwo nie jest. Wylewają siódme poty, kiedy trener Dyja ich – jak oni to nazywają – „dotyka”. Byłem świadkiem kilku treningów przez niego prowadzonych i zapewniam, że nie są lekkie. Kiedyś miałem przeświadczenie, że piłkarz to ma klawe życie: samochody, dziewczyny, trochę pobiega za piłką na treningu i dużo mu za to zapłacą. A potem do Silesia City Center pójdzie się napić kawki. Po oglądaniu treningów Leszka Dyi już wiem, że nie chciałbym być piłkarzem (uśmiech).

Jest wielka różnica w byciu prezesem klubu wielosekcyjnego i jednosekcyjnego?

– Zasadnicza. Rzeczywiście muszę ten czas podzielić i „pokawałkować” serce. Dzieje się dużo. A to trening siatkarzy, a to sprawa piłkarek nożnych, a to trzeba podjechać na mecz hokeja. Ale to nakręca. Wiele klubów odchodzi od wielosekcyjności, ale ja uważam, że my, idąc w drugą stronę, tylko zyskujemy. Siatkarze, hokeiści, piłkarze...

Chcecie się rozrastać jeszcze bardziej?

– Będę namawiał do tego, żeby „zamrozić” GKS. Nie iść w stronę otwierania kolejnych dużych sekcji, ale raczej rozliczać cele, które stawiamy przed tymi istniejącymi. Jeśli za rok, dwa siatkówka będzie na świetnym poziomie, piłkarze będą w ekstraklasie, a piłkarki awansują do I ligi i będą walczyć o kolejny awans, to będzie wspaniale.

Od niedawna działa pan w zarządzie PZPN. W GieKSie jest mnóstwo pracy. Po co to więc panu?

– Sam często zadaję sobie to pytanie. Nie patrzę na to przez pryzmat osobistych korzyści. Cieszę się, że tylu ludzi na zjeździe obdarzyło mnie zaufaniem i zostałem wybrany do zarządu w pierwszej turze. Dla mnie obecność w tym zarządzie to dostęp do wiedzy, do tego, co się dzieje w piłce, jakie są plany, trendy. W kontekście GKS-u dostęp do wiedzy jest sprawą bardzo ważną: w jaką stronę zmierza polska piłka, jakie rozwiązania można zastosować. Te cztery lata mnie wiele nauczą. Wydaje mi się również, że sam prezes Boniek, będąc u nas na meczach, docenił GKS. Zobaczył, że klub, który niedawno był nad przepaścią, odżył. Gdyby kiedyś Komisja Licencyjna nie podała nam ręki, już by nas nie było. Zresztą wiele osób w Warszawie docenia to, co zostało u nas zrobione.

Podnieśliśmy się z ciężkiej sytuacji: klub leżał już na katafalku, gromnice były zapalane, a teraz wstał i walczy

Dziś czasami jesteśmy stawiani za wzór. Dla mnie doświadczenie przeobrażenia się klubu ledwo egzystującego, z potężnymi problemami na każdym kroku, w klub stabilny i z ambicjami jest cenne. Ta zmiana sama w sobie jest dużą wartością. Wiem, że coś dla tego klubu zrobiliśmy. Jestem przekonany, że GKS Katowice jest na tyle poukładany, że po ewentualnym – daj, Panie Boże – awansie na pewno wstydu polskiej piłce nie przyniesie.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Akurat sport to ostania rzecz z jaką mi się kojarzy nazwa "GKS Katowice." Natomiast bandytyzm, przekręty finansowe, finansowanie patologii, kupowanie głosów wyborczych... Tak - z takimi skojarzeniami mógłbym się zgodzić...
    @bazbaz1973 do KURDE kladnie !
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @bazbaz1973 Na pewno jesteś żałosnym Śmierdzielem i żal ci tyłek ściska,że Gieksie się układa a wam grozi spadek i macie długów więcej niż włosów na głowie.I Ruszek to na pewno przykład klubu ,który każdy powinien brać za przykład:)
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @Marcin Drozd Generalnie, Gieksa 90% procentom Górnego Śląska (wykluczywszy kawałek Katowic) kojarzy się z tym, o pisał bazbaz. A w herbie powinniście mieć gorola Dziurowicza, twórcę waszych sukcesów, łapówkarza.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @Marcin Drozd Cóż za dogłębna analiza... Ani chybi do obrony terytorialnej poziomem pasujesz - wróżę karierę!
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @Marcin Drozd W sumie fajnie, że swoim wpisem potwierdzasz to o czym piszę. Choć zapewne nawet o tym nie wiesz!
    już oceniałe(a)ś
    0
    0