- U nas od lat jest taka zasada, że po zakończeniu rundy jesiennej od piłki trzeba odpocząć. Przynajmniej na miesiąc. Wokół wszędzie góry, więc jak kto chce, to o formę i kondycję zadba. Ja tu nikogo nie gonię i nie szpieguję - mówi Sebastian Bysko, prezes LKS-u Magura Bystra - klubu z żywieckiej B-klasy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zima to czasy, gdy w mediach często przypomina się, w jakich to trudnych warunkach muszą pracować piłkarze. Bo to przecież mróz, śnieg, a stawy i mięśnie źle znoszą sztuczną trawę. Trzeba się więc pakować i jechać w świat w poszukiwaniu zielonych boisk. Tuż obok są jednak i tacy piłkarze, którzy nie wyjadą nigdzie. Formę zbudują, biegając po górach, a zielone boisko zobaczą w kwietniu.

O przygotowaniach do sezonu opowiedział nam Sebastian Bysko, prezes LKS Magura Bystra, który po rundzie jesiennej zajmuje ostatnie miejsce w żywieckiej B-klasie.

Wojciech Todur: Jak wygląda przerwa zimowa w takim klubie jak LKS Magura Bystra?

Sebastian Bysko: Skończyliśmy grać w połowie października. Chociaż nie! Potem był jeszcze jeden mecz zaległy, więc runda nam się wydłużyła. A potem to było jeszcze zakończenie roku. Taka imprezka. Żeby coś zjeść, napić się. Trochę powspominać i na nowo nabrać ochoty do pracy.

Ile trwały zimowe urlopy?

– U nas od lat jest taka zasada, że po zakończeniu rundy jesiennej od piłki trzeba odpocząć. Przynajmniej na miesiąc.

Piłkarze nie dostają indywidualnej rozpiski zajęć?

– Kto bardziej solidny i świadomy to sam bierze się do pracy. Skrzykną się chłopaki w pięciu, siedmiu i pojadą pograć w piłkę na "orliku". Wokół wszędzie góry, więc jak kto chce, to o formę i kondycję zadba.

Ja tu nikogo nie gonię i nie szpieguję. Każdy sam jest kowalem swojego losu.

To kiedy zabieracie się planowo na nowo do pracy?

– A już jesteśmy po pierwszym treningu. Bodaj 20 stycznia zespół spotkał się po raz pierwszy. W czwartki od 19 do 21 trenujemy na hali w Wieprzu. W soboty około godziny 16 zespół spotyka się rusza w góry.

Zawodnicy przedzierają się czasami przez głęboki śnieg. Nikt się nie oszczędza.

A co z siłownią?

– Mamy siłownię. Raz w tygodniu zespół jeździ do Węgierskiej Górki. W tym roku jest nam łatwiej, bo w końcu mamy trenera. Rok temu musiałem za wszystko odpowiadać sam. To była mordęga i droga donikąd.

Będziecie też trenować na sztucznej trawie?

– Tylko na Orliku w Radziechowach.

Macie zaplanowane zimowe sparingi?

– Oczywiście. Na pewno rozegramy trzy, cztery mecze. Rywale już wybrani.

Na zieloną trawę to pewnie poczekacie do kwietnia?

– To zależy od tego, kiedy odpuści zima. Były takie lata, że i w połowie lutego dało się wyjść na boisko. Dziś jednak nie ma takiej możliwości. Na naszej murawie leży 40 cm zmrożonego śniegu.

Do 10 kwietnia, gdy zacznie się runda rewanżowa, będzie już jednak zielono.

10 kwietnia pierwszy mecz wiosny, a jesień skończyliście w połowie października. Pół roku przerwy! Można zapomnieć, jak się gra w piłkę.

– Nie jest tak z tym źle. Tego się nie zapomina. Na pierwszym trening przyszło siedemnastu piłkarzy. Młodzi chcą się ruszać. Spalić tłuszczyk, jaki im został po świętach.

Transfery będą?

– Będą! Najważniejszy to bramkarz. Znalazłem fajnego chłopaka w Rekordzie Bielsko-Biała. Rocznik 2000. 195 cm wzrostu. Bardzo utalentowany. W Rekordzie nie miał szans na grę, a u nas będzie pierwszy. Zyska doświadczenie.

Jak pan go ściągnął do Bystrej? Czym przekonał?

– Pomogła córka Kamila, która też gra w Rekordzie i jest nawet powoływana do reprezentacji. Chodzi z tym chłopakiem do klasy i to ona pierwsza zaczęła namawiać go na przeprowadzkę.

Na co może liczyć piłkarz B-klasy w Bystrej?

– Każdemu kupuję sprzęt. Torbę, buty. Z naszym nowym bramkarzem też pojadę na zakupy. Będę go też woził i przywoził na mecze i treningi. 25 km w jedną stronę. Na pewno warto, bo potrzebowaliśmy takiego chłopaka.

A co z obiadami? Odżywkami po treningu?

– Woda jest. Przywożę na zajęcia dwie zgrzewki i kto chce, to sięga.

Transfery z Bystrej do innych klubów też będą?

– Były już nie raz. Nie trzymam chłopaków na siłę. Zależy mi na tym, żeby się promowali. Mamy bardzo fajny, młody zespół. Takie juniorki od 16 lat. Gdy tylko pojawia się oferta to idą do A-klasy czy wyżej. Bo są i tacy, którzy mają umiejętności na okręgówkę, a nawet czwartą ligę. Uczą się u nas, a potem grają w Ciscu czy Węgierskiej Górce.

A pan to widzę nie tylko prezes, lecz także sponsor klubu.

– Prezesem jestem od sześciu lat. Moja żona jest skarbnikiem. Pochodzę z Juszczyny, wioski obok, ale to w Bystrej grałem najdłużej w piłkę. Byłem bramkarzem. Po zakończeniu kariery rozkręciłem własną działalność i namówiono mnie, żebym został tym prezesem.

Moja rodzina żyje sportem. O córce już mówiłem, a jest jeszcze syn – Kacper, utalentowany skoczek narciarski. Brązowy medalista mistrzostw świata 13-latków.

Dużo pan dokłada do klubu?

– Rocznie będzie tego około 10 tys. zł. Mamy tam jakichś drobnych sponsorów. Trochę uzbiera się z biletów, ale generalnie to cały czas na wszystko brakuje. Myślałem już kilka razy, żeby to wszystko rzucić. Ciągle mnie jednak namawiają i przekonują, żebym został. I zostaję, bo żal mi tych chłopaków. To fajny, młody zespół.

Gmina nie pomaga?

– Pomaga. Dostajemy 15 tys. zł na rok grania. Tymczasem na samych sędziów trzeba wydać w sezonie 7 tys. zł. No to jak żyć?

Nie marzy się czasem panu, żeby zorganizować drużynie zgrupowanie? Wyjazdowy na sparing z noclegiem?

– A wie pan, że mam czasami takie myśli. Żeby zabrać ich na weekend do Wisły. Zagrać mecz, potrenować w innym miejscu. Ale to wszystko dużo kosztuje. Nocleg, wyżywienie. Busa trzeba byłoby wynająć.

Nie udźwigniemy tego.

Po rundzie jesiennej macie na swoim koncie tylko trzy punkty. Trudno będzie opuścić ostatnie miejsce.

– Spokojnie, spokojnie. Tak jak już mówiłem, mamy młody zespół. Juniorki. 16-19 lat. Oni jesienią uczyli się dorosłej piłki. W takiej B-klasie mało kto gra takimi dzieciakami. Na boisko wchodzą 40-letnie dziadki i tną równo z ziemią. Wchodzą w nogi, aż furczy.

Poza tym nie mieliśmy jesienią bramkarza. Bronił chłopak z pola. Ile to meczów on nam zawalił... Prowadziliśmy, a tu nagle przypadkowy gol, potem drugi. I na koniec zostawaliśmy z niczym. Ten nasz brakarz to strzelił sobie z jedenaście samobójów.

Trenerzy drużyn przeciwnych cały czas nas chwalili. Powtarzali, że mamy zespół na okręgówkę. Dlatego tak bardzo zależało mi na tym bramkarzu. Bez mrugnięcia okiem będę po niego jeździł te 25 km w jedną stronę. Jest nam potrzebny. Wraca też do nas nasz były król strzelców. 25-letni snajper, który doda nam jakości z przodu.

To będzie mocny skład. Niech pan śledzi nasze wyniki. Stawiam, że nikt nas wiosną nie pokona.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem