Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gdy na koniec minionego roku przygotowywaliśmy życzenia dla naszych piłkarskich ligowców, to przy Ruchu napisaliśmy, że chcielibyśmy chociaż jednego spokojnego tygodnia – bez złych informacji.

Zaczął się jednak nowy rok i znowu wylało się złe. Z klubu odchodzi Piotr Ćwielong. Klub publikuje krótki komunikat. Zawodnik dziękuje za okres spędzony przy Cichej. Tłumaczy, że na rozwiązaniu kontraktu zaważyły sprawy rodzinne.

Transferowy hit

Gdy latem minionego roku Ćwielong wracał do Chorzowa po ośmiu latach przerwy, to pisaliśmy o „transferowym hicie”. Ruch zyskał piłkarza, który zdobył doświadczenie w barwach Wisły Kraków, Śląska Wrocław i VfL Bochum.

To już nie był ten sam zawodnik co przed odejściem. Wtedy Ćwielong też grał dobrze w piłkę, ale nie stanowił o wizerunku klubu. Często wypominaliśmy mu wtedy, że jego ksywka – „Pepe” – ma średnio mądre źródło, bo pochodzi od nazwy chipsów. Nowy, dużo bardziej doświadczony Ćwielong z chipsami nikomu się już nie kojarzył. To był lider drużyny. Dobry duch zespołu na boisku i w szatni. Złapał świetny kontakt z kibicami, dla których miał czas i dzielił się emocjami na portalach społecznościowych.

Ćwielong powoli pracował na rolę, jaką mieli wcześniej przy Cichej tacy gracze jak Wojciech Grzyb czy Mariusz Śrutwa. – We wtorek, gdy stało się jasne, że odchodzę z Ruchu, to rozdzwoniły się dziesiątki telefonów. Każdy chciał wiedzieć, co się stało. Dlaczego odchodzę. Nie chcę i nie będę się rozwodził na ten temat. Względy rodzinne – i niech tak pozostanie – mówi były już zawodnik klubu z Cichej.

Osoby, które znają Ćwielonga, zdradzają, że ten z trudem akceptował finansowe i organizacyjne realia, jakie gnębią Ruch od lat. I właśnie to przesądziło o rozstaniu. Zawodnik jednak tego nie komentuje.

Olbrzymie wsparcie od kibiców

Odejście piłkarza, którego kibice wybrali najlepszym zawodnikiem drużyny w rundzie jesiennej, to duży cios dla zespołu, który wiosną stoczy trudną walkę o utrzymanie. Przy Cichej często powtarzają, że potrzebują do tej walki doświadczonych i ogranych ligowców. No to jednego z nich właśnie stracili. To także fatalny sygnał dla kolegów Ćwielonga, którzy w szatni Niebieskich zostają.

– W tej szatni jest olbrzymia wiara w to, że Ruch się utrzyma. I nie przesądzi o tym fakt, że Piotr Ćwielong będzie częścią tej drużyny, czy nie. To po prostu dobry zespół, który nie punktował jesienią na miarę swoich możliwości. Wierzę w tych chłopaków. Wierzę w tych, którzy wkrótce dołączą do drużyny. Mimo wszystkich przeciwności losu Ruch utrzyma się w lidze – zapewnia 31-letni Ćwielong, który przyznaje, że ostatnie pół roku spędzone przy Cichej to był dla niego dobry czas.

– Ruch pomógł mi się odbudować po okresie, jaki spędziłem w Niemczech, gdzie pod koniec pobytu nie grałem zbyt wiele. Wielkim plusem były też moje relacje z kibicami. Dostałem od nich olbrzymie wsparcie. Za to należą im się wielkie słowa podziękowania – zaznacza.

Gdy latem 2016 roku Ćwielong podpisywał z Ruchem dwuletni kontrakt, to nie wykluczał, że zakończy w niebieskiej koszulce karierę. – Życie piłkarza jest tak przewrotne, że czasami trudno o takie plany i deklaracje. Nigdy nie wiadomo, co się jeszcze wydarzy. Teraz odchodzę, ale przecież z graniem w piłkę jeszcze nie kończę. Może nasze drogi jeszcze się przetną? To przecież zawsze będzie mój Ruch Chorzów – mówi zawodnik.

Przy Cichej usłyszeliśmy, że Ćwielong może kontynuować karierę w Śląsku Wrocław. Pojawiła się też informacja, że wróci do Niemiec. – Telefony się rozdzwoniły, ale żadne decyzje jeszcze nie zapadły. Muszę dać sobie kilka dni, żeby ochłonąć – podkreśla pomocnik.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.