Kilkadziesiąt metrów pod Tarnowskimi Górami ukryte jest drugie, podziemne miasto. Mieszkają tam nietoperze, pstrągi i stary człowiek z długą, siwą brodą i latarką w ręku.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Akcja „Miasto na jedną noc". Reporterki i reporterzy „Wyborczej" przez 10 wakacyjnych weekendów odwiedzają 10 miast. Opowiadamy i pokazujemy Wam, dlaczego warto się do nich wybrać, co zjeść, jakie są największe atrakcje. Zaczęliśmy w Wałbrzychu, byliśmy w Poznaniu. Teraz czas na Tarnowskie Góry. Liczymy na Wasze podpowiedzi, co jeszcze warto tu zobaczyć, a może czegoś unikać? Gdzie zjeść, co odwiedzić? Piszcie na miastonajednanoc@wyborcza.pl

Miasto na jedną noc
CZYTAJ WIĘCEJ

Legenda mówi, że Tarnowskie Góry nie istniałyby, gdyby nie pewien chłop o nazwisku Rybka. To on ponad 500 lat temu, podczas orania pola, natknął się na rudę ołowiu, w której było też srebro. Wieść o bogactwach tej ziemi szybko się rozniosła. W miejscu, w którym Rybka odkrył skarb, z czasem wyrosło miasto.

Tarnowskie Góry z zabytkami wpisanymi na listę UNESCO

Jego nazwa pochodzi od wsi Tarnowice, w której urodził się Rybka (dziś to dzielnica miasta) i słowa "gory", co po staropolsku znaczy kopalnie lub szyby wydobywcze. Dzięki skarbom, które kryła ziemia, Tarnowskie Góry rozwijały się tak dynamicznie, że w połowie XVI wieku stały się jednym z największych ośrodków górnictwa kruszcowego w Europie. A jego pozostałości są tak cenne, że pogórnicze zabytki miasta w 2017 roku zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To pierwsze miasto na Śląsku, które może szczycić się tym wyróżnieniem!

Są w nim dwie czołowe atrakcje, które pozwalają zejść do podziemnych labiryntów, jakie zostały wykute w czasie gorączki srebra i ołowiu: Zabytkowa Kopalnia Srebra i Sztolnia Czarnego Pstrąga, obie prowadzone przez Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Tarnogórskiej. 

CZYTAJ TEŻ: Poznań - fajne miasto, które warto odwiedzić. Podpisano: gdańszczanka

Zaczynamy od kopalni, która jest częścią dawnej Królewskiej Kopalni Fryderyk. To dla nas wielka ulga, bo termometry podczas naszej wizyty w Tarnowskich Górach wskazują ponad 30 stopni Celsjusza. Tymczasem pod ziemią jest nie więcej niż 10 (naprawdę trzeba ubrać coś ciepłego). 

Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

Najpierw w sali kinowej oglądamy kilkuminutowy film o historii miasta. Później w małym, interaktywnym muzeum przyglądamy się temu, co znaleziono po górnikach w podziemiach. Są tam kilofy, skórzane kapelusze, które zastępowały dzisiejsze kaski, a nawet przenośne toalety - drewniane wiaderka, które górnicy zabierali na dół, na 12-godzinną szychtę.

Jeszcze tylko zakładamy kaski i możemy zanurzyć się w podziemia. 

Karolina Kijek w Królewskiej Kopalni Srebra Fryderyk
Karolina Kijek w Królewskiej Kopalni Srebra Fryderyk  Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

W chodnikach Zabytkowej Kopalni Srebra

- Jest złośliwe powiedzenie: "Tarnowskie Góry to same dziury", ale jest w tym trochę prawdy - mówi jeden z tamtejszych przewodników. - Przez lata powstało tutaj aż 20 tys. szybów i szybików do wydobywania cennego kruszcu. A oprócz tego jest ponad 150 kilometrów podziemnych korytarzy. Pomysł, żeby w ogóle pokazywać je turystom, pojawił się w okresie międzywojnia, bo cenny kruszec się skończył, a z czegoś trzeba było żyć. Pierwsi turyści obejrzeli jednak podziemne wyrobiska dopiero w latach 70.  

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Wąwozy, zamek z basztą, spichlerze... Co jeszcze? Dziesięć miejsc, które trzeba odwiedzić w Kazimierzu Dolnym

Dzisiaj w przenosinach do przeszłości pomaga technologia. Jeden przycisk, który naciska przewodnik, sprawia, że światła gasną, a kolejny, że słyszymy w tym półmroku uderzenia kilofów, skrzypienie drewna podtrzymującego strop czy modlitwy do św. Barbary. To od niej każdy górnik - wierzący lub nie - zaczynał szychtę. Przemawia do nas też Skarbek, duch podziemi. Podobno turyści mogą go czasem nawet zobaczyć, ale dla nas nie był taki łaskawy. 

Od przewodnika dowiadujemy się też, kim są gwarkowie. Okazuje się, że to nie górnicy, lecz właściciele kopalni, którzy najpierw sami szukali pod ziemią skrzącej się w blasku kaganków galeny, czyli rudy ołowiu z domieszką srebra. Z czasem - jak to w biznesie - mieli od tego pracowników, czyli górników. 

Zabytkowa kopalnia srebra w Tarnowskich Górach
Zabytkowa kopalnia srebra w Tarnowskich Górach  Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

Górnik pracował przez sześć dni w tygodniu (poza niedzielą), w trudnych warunkach, błocie i niemal w zupełnej ciemności. Zdarzały się tragiczne wypadki. Przyjął się więc zwyczaj, że w dniu wypłaty w kopalni wystawiano skarbonkę, do której każdy pracownik wrzucał monetę dla rodzin tych, którzy zginęli lub stracili zdrowie pod ziemią. Po kilkuset latach tę funkcję przejęła Spółka Bracka, która działa do lat 50. XX wieku. A później nadszedł czas ZUS-u. 

Pokonać łodzią Sztolnię Czarnego Pstrąga 

Dzień później wyruszamy do Sztolni Czarnego Pstrąga. Trasa turystyczna ma 600 metrów i jest częścią kanału, która odprowadzała wodę gromadzącą się w kopalni Fryderyk. Woda była wielkim problemem, trudno było ją ujarzmić. Najpierw próbowano więc odwadniać podziemia prostymi kołowrotami z kubłami lub skórzanymi worami. Później uruchomiono w tym celu sprowadzoną z Anglii i pierwszą na kontynencie europejskim maszynę parową. Ale wymyślono też rozwiązanie prostsze i tańsze - sztolnie odwadniające. 

CZYTAJ TEŻ: Jadę do Wałbrzycha odnaleźć złoty pociąg, ślady Tokarczuk i duchy przeszłości

W Sztolni Czarnego Pstrąga zapisujemy się na "jeden z najdłuższych w Europie podziemnych przepływów łodziami". W ofercie są też inne opcje. Zwolennicy mocniejszych wrażeń mogą przepłynąć podziemny korytarz samodzielnie pontonem. Ci, którym woda o temperaturze 8 stopni Celsjusza niestraszna, mają do wyboru morsowanie. Podobno w lecie ta atrakcja cieszy się wyjątkowo dużą popularnością - w weekendy zjeżdżają tu morsy z całej Polski. 

Wejście do sztolni jest ukryte w parku Repeckim. Spacer po nim to czysta przyjemność. Wszak na termometrach tego dnia znów powyżej 30 stopni Celsjusza, ale pośród drzew zupełnie nie czuć skwaru. 

Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

Zanim wsiądziemy do łodzi, musimy zejść schodami kilkadziesiąt metrów w dół szybu. Przewodnik wyjaśnia, że trzy kilometry za naszymi plecami są wyrobiska, a przed nami woda wypływa na powierzchnię. Zapewnia żartobliwie, że gdybyśmy się uparli, moglibyśmy dopłynąć z nurtem do Bałtyku. 

Sztolnia Czarnego Pstrąga
Sztolnia Czarnego Pstrąga  Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

Płynąc łodziami, obserwujemy tworzące się stalaktyty. Przepływamy pod bramami (mądrości i szczęścia, strachu czy lenistwa) i słuchamy związanych z nimi legend i historii. Jako że według jednej z nich woda spadająca z sufitu ma magiczne właściwości, czekamy, aż spadnie na nas jej kropla.

Ślady na powierzchni 

Sporo śladów podziemnego świata gwarków można znaleźć także na powierzchni. Chodząc uliczkami Tarnowskich Gór, natkniemy się chociażby na budynek, w którym mieścił się niegdyś szpital górniczy Spółki Brackiej.  

Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

Z kolei zaraz obok rynku stoi Dzwonnica Gwarków. 

Dzwonnica Gwarków w Tarnowskich Górach
Dzwonnica Gwarków w Tarnowskich Górach  Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

A tuż obok centrum miasta jest Park Miejski, który powstał na tzw. warpiach, czyli pozostałościach po kopalniach rud.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem