Miasta 15-minutowe to nic nowego. Wiele miast tak budowano, ale potem zaczęto je psuć. Teraz czas naprawić błędy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia udostępniła na swojej stronie internetowej narzędzie, za pomocą którego mieszkańcy Metropolii mogą sprawdzić, jakie miejskie usługi mają do dyspozycji blisko swoich domów. Chodzi tym samym o popularyzację idei 15-minutowego miasta, w którym mieszkańcy nie tracą czasu i pieniędzy na dalekie podróże, ponieważ codzienne potrzeby mogą mieć zaspokojone w sąsiedztwie.

Spotkanie na temat 15-minutowych miast rozpoczęliśmy od warsztatów z mieszkańcami. Pytaliśmy ich, czego brakuje blisko ich domów.

– Wszystkiego, co jest związane z rekreacją. Nie ma gdzie wyjść z psem na spacer albo z dzieckiem. W parku Kościuszki w weekend jest mnóstwo ludzi, to też nie jest przyjemne. Wychodząc na ul. Ceglaną, widzimy tylko bloki – mówiła jedna z katowiczanek.

Inna osoba miała nieco inne zdanie. – Mam blisko do parków, do szkoły, do sklepów, do usług kultury, ale problemem jest ulica, przy której mieszkam, ponieważ staje się autostradą, zanieczyszczenie powietrza jest ogromne. Brakuje mi komfortu i spokoju mieszkania, straciłam coś bardzo ważnego, ciszę. Kiedyś słyszałam muzykę ze szkoły muzycznej, teraz tego nie słyszę – mówiła.

Nie brakowało też uwag, że brakuje dobrych i tworzących spójną sieć dróg rowerowych, że są miejsca w odległych dzielnicach, gdzie nawet do najbliższego sklepu spożywczego są ponad dwa kilometry. Problemem w miastach Metropolii bywa też zbyt duża odległość do szkoły czy przedszkola.

Potrzebna miejska empatia

Gości poprosiliśmy, by podzielili się na małe grupki i wcielili się w kilka wymyślonych postaci.

Mieszkańcy, którzy „stali się" ośmiolatkiem, mówili, że chłopiec blisko domu potrzebuje np. szkoły, boiska, placu zabaw. Ale przeszkadza mu duży ruch samochodowy, hałas i brak domu kultury, ponieważ blisko domu nie ma szans na ciekawe dodatkowe zajęcia.

Kolejna grupa udawała studenta. Jego potrzeby były już nieco inne. Chciał mieć knajpy, lokale z tanim jedzeniem, ale też upominał się o dostępność wypożyczalni rowerów i hulajnóg na minuty.

Trudne zadania mieli uczestnicy warsztatów, którzy dostali zadanie wcielenia się w 68-latka z niepełnosprawnościami. Jego 15-minutowe miasto stało się 45-minutowym miastem. Dotykają go bariery architektoniczne, brak ławek czy toalet w parku. Blisko domu nie ma lekarza czy fryzjera. Bardzo mu zależy na tym, by niedaleko mógł się spotkać z innymi ludźmi, choćby na niewielkim skwerku.

Inne potrzeby i deficyty wskazywali „rodzice dwójki dzieci". Upominają się o miejsca parkingowe pod domem, najchętniej wyprowadziliby się na przedmieścia, a weekendy spędzali w górach. W mieście denerwują ich stres związany z parkowaniem, koszty życia i hałas.

Okazało się też, że wszystkie postaci łączą niektóre potrzeby. To dostęp do komunikacji, rekreacji i miejsc spotkań oraz kultury. Co w tej sprawie mogą zrobić mieszkańcy? Np. wywierać presję na rządzących, ale nie tylko. Warto wziąć sprawy we własne ręce i samemu zacząć działać, sadząc chociażby pnącza przy bloku albo składając się w ramach wspólnoty mieszkaniowej na ławkę. Dobrym narzędziem jest też budżet obywatelski lub inicjatywa lokalna. Kluczem jest jednak odpowiednie podejście. Nie należy traktować miasta jako czegoś, co jest zarządzane przez innych. Miasto należy do każdego i warto nim się stale interesować i być aktywnym.

Eksperci o 15-minutowych miastach

Po warsztatach spotkaliśmy się na wspólnej rozmowie z ekspertami. Naszymi gośćmi byli Andrzej Kolat, dyrektor Departamentu Strategii i Polityki Przestrzennej, Monika Zielińska, ogrodniczka miejska w Mikołowie, dr Tomasz Bradecki, prodziekan Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej, Michał Lorbiecki, oficer pieszy w Tychach oraz pełnomocnik ds. Nowego Centrum.

– Dzisiejsze miasto 15-minutowe to idea, która polega na tym, żeby łatwo można skorzystać, najlepiej na piechotę, z podstawowych usług – mówi dr Tomasz Bradecki. Dodał, że kreowanie miast z bliskimi podstawowymi usługami jest kluczem. – Stawka jest większa niż życie. Mówimy o miastach zrównoważonych. Chodzi zatem o to, by zostawić je kolejnym pokoleniom w nie gorszym stanie i z nie gorszymi warunkami do życia, niż my je mamy – przypomniał. I dodał, że przecież nikt dziś nie kwestionuje np. kwestii katastrofy klimatycznej.

Inaczej projektowane miasta też mają jej zapobiec. Monika Zielińska podkreślała rolę zieleni miejskiej i zwracała uwagę, że wcale nie chodzi o budowę ogromnych parków. Czasem wystarczy park kieszonkowy, jedno drzewo, niewielka grządka pod blokiem w miejscu zdjętych płyt chodnikowych. Taka miejska, zielona akupunktura może być ładna i skuteczna.

– Zieleń ma ogromną rolę w tkance miejskiej – mówiła. Jej zdaniem natura w mieście musi być dostępna pieszo. – Tu nie chodzi tylko o klimat i ekologię. Zieleń integruje mieszkańców. Wypoczywamy w otoczeniu innych osób – mówiła.

Dyrektor Andrzej Kolat wskazał, że czas pandemii mocno zmienił sposób korzystania z miasta. – Pandemia ograniczyła nam konsumpcję, ograniczyła nam dostęp do kultury i przede wszystkim ograniczyła nam podróże – mówił dyrektor. Pytanie, czy wszystko, co mieliśmy przed pandemią, nadal jest potrzebne.

– Łakniemy kultury, bliskości natury, kontaktów. Ale podróże są mniej popularne. Zastanawiamy się, co możemy mieć blisko. Chodzi o bezpieczeństwo – mówił. Zwracał uwagę, że dorośli nieraz po pracy zajmują się dziećmi. – Chodzi o wożenie do szkoły, na dodatkowe zajęcia, nawet na spotkania z rówieśnikami – mówił. Jeżeli jednak miasto ma usługi blisko mieszkańców, to skracają się podróże. Dziecko może pójść samo na zajęcia, na drobne zakupy, pobawić się. – To zwiększa bezpieczeństwo i komfort – podkreśla.

Zwracał jednak uwagę, że nie ma takiej możliwości, by z każdego miejsca wszędzie było blisko. – Ale szukając miejsca do zamieszkania, warto spojrzeć na mapę i przeanalizować, co jest blisko, a co daleko. Warto wtedy policzyć korzyści i koszty takiego, a nie innego wyboru – radził.

Michał Lorbiecki zwracał uwagę, że kluczem jest jednak miejsce pracy. – To podstawowa potrzeba. Jeżeli mamy możliwość dojechania do pracy komunikacją publiczną, to z niej korzystamy. Wiele zmienia ludzka przedsiębiorczość. Dzięki niej miasto staje się kompaktowe. Na wielkich osiedlach, na których nie było nic, otwierają się sklepy, punkty usługowe. Jest praca, tworzą się miejsca spotkań, skracają się podróże. Miasta mogą wspierać rozwój tego typu działań i zabiegać np. o estetykę i zachęcać do otwierania w parterach lokali użytkowych – mówił.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Ludzie przecież są tak ciemni, że nie wiedzą co mają w odległości 15 minut. Trzeba im uświadomić te skarby. Okaże się że najlepiej jest w Lipinach, Bobrku, Michałkowicach. Miasta wkrótce staną się wioskami, bo ludziska mają aspiracje na dyskont, kościół, cmentarz i plac zabaw.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0