Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W centrum Dąbrowy Górniczej przez ponad sto lat działała fabryka obrabiarek. Gdy zakład upadł, w 2015 roku puste fabryczne hale i warsztaty kupiło miasto za 840 tys. zł. Rok później Dąbrowa Górnicza zdobyła unijną dotację na przeprowadzenie rewitalizacji tego terenu. Rozpoczął się cykl konsultacji, debat, warsztatów i spacerów badawczych, w których brali udział mieszkańcy. W efekcie powstała społeczna koncepcja zagospodarowania centrum, którą następnie architekci uzupełnili o elementy komercyjne. Na samym końcu przeprowadzono konkurs na koncepcję zagospodarowania terenu Fabryki Pełnej Życia i śródmieścia, który wygrała pracownia Analog. Wkrótce miejska spółka przystąpi do realizacji pomysłów mieszkańców, które architekci ubrali w projekt.

Przemysław Jedlecki: Po ponad trzech latach zakończyły się rozmowy władz Dąbrowy Górniczej z mieszkańcami o przemianie śródmieścia i zagospodarowaniu terenów po dawnej fabryce obrabiarek. Powstała wizja, która odpowiada na życzenia mieszkańców. Wierzył pan, że to się uda?

Marcin Bazylak, prezydent Dąbrowy Górniczej: Tak, bo inaczej nie zaczynalibyśmy tego projektu. Ważne było, żeby teren dawnej fabryki Ponar-Defum nigdy nie został przekształcony w „dziki”, niekontrolowany przez mieszkańców, sposób.

Inwestorzy nie pukali do pana drzwi?

– Pukali, ale w urzędzie miasta zawsze i każdemu odpowiadaliśmy, że nie po to odkupiliśmy czterohektarową działkę w centrum po upadłym przedsiębiorstwie państwowym, żeby teraz spekulować gruntami. Daliśmy słowo mieszkańcom, że będzie to miejsce dla nich. Ale przez cały czas zapraszamy inwestorów do rozmowy o zagospodarowaniu tego miejsca. Chcemy rozmawiać językiem wzajemnych korzyści, mamy dla nich odpowiednią ofertę. Inwestor musi się liczyć z tym, że będzie musiał zadbać np. o stworzenie przestrzeni publicznej, miejsca spotkań, a nie tylko lokali do pracy czy zakupów.

Nie bał się pan, że w trakcie konsultacji z mieszkańcami wygra populizm albo utraci pan kontrolę nad projektem?

– Zawsze są obawy i ryzyko, ale w Dąbrowie Górniczej szczera rozmowa z mieszkańcami ma już tradycje. Mamy doświadczenia z budżetem obywatelskim i konsultacji społecznymi na mniejszą skalę. Gdy realizowaliśmy mniejsze projekty, przekonaliśmy się, że ludzie czasem boją się rozmawiać o tym, czego oczekują, niechętnie dzielą się swoimi pomysłami. Jeśli jednak mają pewność, że rozmowa jest poważna, że ich udział w debacie nie pełni funkcji listka figowego, bo na końcu i tak zdecyduje urzędnik, to trudności udaje się przełamać. Jasne, że w czasie spotkań pojawiały się skrajne stanowiska i całkowicie nierealne pomysły, ale tak dochodzi się przecież do kompromisu i odnajduje środek, który zadowala wszystkich. Jeśli poważnie rozmawia się z mieszkańcami, sami zaczynają szukać kompromisu, a wtedy populizm szybko ginie.

Fabryka Pełna Życia w koncepcji firmy AnalogFabryka Pełna Życia w koncepcji firmy Analog fot. Analog

Pewnie będzie pan musiał konsultować teraz każdą ważną decyzję.

– Jestem na to przygotowany i nie mam z tym najmniejszego problemu. Gdy zostałem wybrany przez dąbrowian na prezydenta miasta, wszyscy wiedzieli, kim jestem i jaki mam charakter. Jestem otwarty na ludzi i na dialog. I mam zamiar trzymać się tego.

Inni, bardziej doświadczeni prezydenci, nie podpowiadali: „Marcin, młody jesteś. Ludzie wejdą ci na głowę”?

– W wielu miastach prezydenci postępują podobnie jak my. Czasem dochodzi do konfliktów, ale najczęściej nie są to konflikty z mieszkańcami, tylko z politykami. Zdarzają się miejscy aktywiści, którzy startują w wyborach. Czasem je wygrywają, a czasem przegrywają. Po zakończeniu kampanii wyborczej trudno im złapać dystans i wrócić do wspólnej, codziennej pracy na rzecz miasta, a to powoduje niepotrzebne urazy czy uprzedzenia.

Można polecić taki sposób rozmowy o inwestycjach w innych miastach?

– Mam świadomość, że trudno przeprowadzać szerokie konsultacje społeczne w przypadku wszystkich działań, ale generalnie bardzo polecam ten proces. Nam udało się rozmawiać nie tylko o poprzemysłowej działce, bo tak naprawdę była to rozmowa o przyszłości miasta. Dzięki tym spotkaniom wiemy, jak mieszkańcy myślą o Dąbrowie Górniczej. Jeśli ktoś zechce skorzystać z podobnej drogi, musi wiedzieć, że wymaga to czasu i nie jest łatwe, ale ostateczny efekt jest często bardzo dobry. A jeśli ktoś ma wątpliwości, to warto, żeby odpowiedział sobie na pytanie, czy to w porządku urządzać mieszkanie bez udziału właściciela?

Wróćmy do waszego projektu. Najpierw szukaliście tylko pomysłów na Fabrykę Pełną Życia, bo tak nazwano teren dawnej fabryki Defum. Szybko się okazało, że skala zmian będzie o wiele większa.

– To efekt szczegółowych rozmów z mieszkańcami, spacerów badawczych, warsztatów, ankiet i wywiadów. Mieszkańcy w naturalny sposób stali się właścicielami całego projektu. Gdybyśmy postąpili inaczej i zlecili przygotowanie wizji przebudowy śródmieścia Dąbrowy Górniczej zewnętrznym firmom, z pewnością dostalibyśmy bardzo dobre, ładne propozycje, imponujące wizualizacje. Ale nie mielibyśmy gwarancji, że ludzie identyfikowaliby się z takim miejscem. Mogliby przecież uznać, że to wizja kogoś z zewnątrz, kto przedstawia im swoje wyobrażenie, w jakim mieście powinni żyć. Jestem pewien, że taki sposób projektowania miasta by się nie udał. W Dąbrowie Górniczej już w 2006 roku umówiliśmy się z mieszkańcami, że będziemy planować miasto na dekady i że będziemy to robić wspólnie. Konsekwentnie się tego trzymam.

Ostatecznie i tak przeprowadzono konkurs na wizję centrum Dąbrowy Górniczej. Najpierw jednak powstała społeczna koncepcja śródmieścia, a potem kolejna, która uzupełniła ją o elementy komercyjne. Dopiero na końcu Piotr Śmierzewski z pracowni Analog wygrał konkurs architektoniczny. Co jest najważniejsze w tej pracy?

– Projekt, który odpowiada na potrzeby mieszkańców i je uzupełnia. Konkursowe jury świetnie wybrało.

Fabryka Pełna Życia w koncepcji firmy AnalogFabryka Pełna Życia w koncepcji firmy Analog fot. Analog

Pod koniec grudnia powinniście już dostać projekt wykonawczy. Co dalej?

– Zaczniemy realizować inwestycję. Fabryka Pełna Życia już się zmienia. Wyremontowaliśmy budynek warsztatu, w którym można już organizować rozmaite konferencje i spotkania. Wkrótce ogłaszamy konkurs dla inwestorów, którzy stworzą tu browar, będziemy zagospodarowywać kolejne pofabryczne hale. Część budynków wyburzymy, żeby zrobić miejsce na nowe. Na terenie Fabryki Pełnej Życia przybywa też imprez i wydarzeń. Zaczyna działać efekt kuli śnieżnej, a to jest proces, na którym nam zależało.

Jak podzieliliście się z inwestorami zadaniami na terenie Fabryki Pełnej Życia?

– Miasto weźmie na siebie budowę dróg, parkingów, centrum przesiadkowego, zagospodarowanie placu Wolności przed Pałacem Kultury Zagłębia, dojścia od strony parku Hallera. Prywatnym firmom zostawiamy skomercjalizowanie Fabryki Pełnej Życia, czyli stworzenie biur, mieszkań, restauracji czy browaru. Inwestorzy są bardzo zainteresowani tym miejscem. Wizja jest przedyskutowana z mieszkańcami, więc wiedzą, czego się spodziewać. Fabryka Pełna Życia ma być miejscem, gdzie powstanie około 3 tys. nowych miejsc pracy. Taka liczba ludzi w centrum całkowicie je odmieni, ożywi się całe śródmieście.

Dlaczego projekt ma nadzorować spółka komunalna?

– Bierzemy odpowiedzialność za to miejsce od początku do końca. Powołanie takiej spółki rekomendowali nam też eksperci i Ministerstwo Rozwoju. To gwarancja respektowania interesów mieszkańców Dąbrowy Górniczej.

Ile dajecie sobie lat na całkowitą przebudowę tego miejsca?

– Myślę, że dziesięć powinno wystarczyć.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.