Stanisław Wyspiański (1869-1907) uznanie zdobył już za swojego życia. Był malarzem, poetą, dramaturgiem. Zajmował się polichromią, scenografią, projektowaniem witraży, wnętrz i mebli. W każdej z tych dziedzin osiągnął mistrzostwo i na każdej z nich odcisnął piętno swojego indywidualizmu. W swojej kilkunastoletniej twórczości związany był z Krakowem, a jego realizacje nie wykraczały poza teren Galicji. Z jednym wyjątkiem. W centralnym oknie kaplicy Kurii Metropolitalnej w Katowicach, budowanej w latach 1927-1933, znajduje się witraż autorstwa tego znakomitego artysty.

Chrystus wydaje się płonąć

Przedstawia on unoszącego się nad krzewem różanym ukrzyżowanego Chrystusa, otoczonego przez skrzydła serafina. Ciało Chrystusa z ramionami rozpostartymi na całą szerokość witraża otoczone jest trzema parami czerwonych skrzydeł, które jednocześnie Go okrywają i unoszą. Głowa opada na prawe ramię. Przymknięte oczy, ściągnięte brwi i rozchylone usta wyrażają bezgraniczne cierpienie człowieka konającego. Cała postać otoczona jest świetlistym nimbem złożonym jakby z łusek, które mocno jaśnieją, ale w miarę oddalania się od centralnego przedstawienia szarzeją i tracą swój blask.

Chrystus zawieszony jest nad bezlistnym, ciernistym krzewem, który rozkwita trzema okazałymi kwiatami róż. Ich kolorystyka: biele, róże i fiolety, wraz z brązem kolczastych gałęzi podkreślają ekspresję postaci Chrystusa, która – utrzymana w ciepłej tonacji – pośród chłodniejszych kolorów krzewu różanego wydaje się płonąć jak starotestamentalny krzew gorejący ukazany Mojżeszowi na Górze Horeb. Chrystus jako Anioł Jahwe stoi w płomieniu ognia pośrodku krzewu, który płonie, ale się nie spala. Podkreśla to jeszcze umiejscowienie witrażu w południowym oknie kaplicy. W słoneczne popołudnia przechodzące przez niego światło potęguje wrażenie żywego ognia, który obejmuje Ciało Zbawiciela, lecz go nie niszczy.

Styl artysty nie znalazł uznania

Płynne, falujące linie krzewu, skrzydeł, włosów, jak również użycie ornamentu roślinnego, któremu artysta nadaje rolę nie tylko dekoracyjną, ale i symboliczną, to elementy charakterystyczne dla stylu art nouveau. Wyspiański miał okazję zapoznać się z nim podczas swojego trzyletniego pobytu w Paryżu (1891-1894). Początkowo nowy styl nie znalazł uznania wśród krakowskich krytyków sztuki. Dopiero twórczość takich indywidualności jak Jacek Malczewski czy Józef Mehoffer oraz działalność czasopisma „Życie”, redagowanego przez Stanisława Przybyszewskiego, pozwoliła krakowskiej publiczności oswoić się z nowym prądem w sztuce.

Wizja przedstawiona na katowickim witrażu ukazuje Chrystusa w momencie stygmatyzacji św. Franciszka z Asyżu. Jeden z pierwszych biografów świętego – brat Tomasz z Celano – opisuje, że zatopiony w kontemplacji Franciszek „ujrzał w widzeniu rozciągniętego nad sobą Serafina, wiszącego na krzyżu, mającego sześć skrzydeł, za ręce i nogi przybitego do krzyża. Dwa skrzydła unosiły się mu nad głową, dwa wyciągały do lotu, a dwa okrywały całe ciało”. Gdy cudowne widzenie znikło, na ciele świętego miały pojawić się ślady męki Zbawiciela.

Witraż nie został zrealizowany za życia artysty. Projekt powstał w 1897 roku, jednak o funkcji i pierwotnym przeznaczeniu kartonu niewiele wiemy. W tym czasie Wyspiański zaangażowany był do dwóch projektów. Jeszcze w 1896 roku architekt i główny konserwator kolegiaty Bożego Ciała w Bieczu, Stanisław Odrzywolski, zaproponował artyście zaprojektowanie polichromii i witraży do tego kościoła. Niestety, na skutek odmiennych wizji współpraca została zerwana i do realizacji nie doszło. Do dzisiaj zachowało się jedynie kilka kartonów z propozycją polichromii. O tym, że katowicki witraż mógłby pochodzić z tego kościoła, ma świadczyć jego gotycyzujące wykończenie, które oddaje ducha tej średniowiecznej świątyni.

Witraż dla krakowskiej bazyliki?

Historycy sztuki przychylają się jednak do drugiej wersji, według której witraż był przeznaczony do krakowskiej bazyliki pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu. W 1897 roku o. Samuel Reiss, gwardian krakowskich franciszkanów, zaproponował Wyspiańskiemu kontynuację pracy przy bazylice, zlecając mu wykonanie witraży do prezbiterium świątyni. Artysta miał obiecaną całkowitą swobodę twórczą.

Katowicki witraż łączony jest z wizją stygmatyzacji świętego Franciszka, która znajduje się w południowym oknie prezbiterium krakowskiego kościoła. Uznaje się, że miał on stanowić alternatywną wersję górnej części przedstawienia. Wskazuje na to przebieg gałęzi krzewu różanego, dokładnie odpowiadający zrealizowanemu projektowi. Zmiana musiała wynikać z wewnętrznej potrzeby artysty. Zrealizowany projekt ukazuje Chrystusa w sposób dynamiczny – jego ciało uległo skręceniu, potęgując wrażenie szybkiego opadania w kierunku świętego. Być może artysta zmienił zamysł pod wpływem innych opisów stygmatyzacji św. Franciszka. O ile u Tomasza z Celano Serafin unosi się ponad świętym, o tyle inny biograf, św. Bonawentura, opisuje szybki lot Serafina w kierunku Franciszka.

Biskup zapłacił za dzieło

Wszystko to pozostaje jednak w sferze domysłów, gdyż nie mamy żadnych jednoznacznych źródeł potwierdzających przeznaczenie projektu. Artysta nigdy nie zaprezentował kartonu publicznie. W 1910 roku zakupiło go od spadkobierców Wyspiańskiego Muzeum Narodowe w Krakowie. Na jego podstawie w 1929 roku witraż został zrealizowany z myślą o prezentacji w pawilonie Krakowskiego Zakładu Witrażowego Stanisława Gabriela Żeleńskiego na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu. Tam też został on zauważony przez biskupa katowickiego ks. Arkadiusza Lisieckiego, który kupił go z myślą o umieszczeniu w powstającej wówczas katedrze. Tak się jednak nie stało i w 1935 roku witraż został zamontowany w głównym oknie kaplicy nowo wybudowanego Pałacu Biskupiego, gdzie znajduje się do dzisiaj.