Przemiana Bytomia to projekt, który będzie trwał dekady, tak jak przez dekady miasto było niszczone. Efekty zmian już widać. A mieszkańcy są z miasta coraz bardziej dumni. - Bytom pozwala mi żyć, tak jak sobie wymarzyłem - mówi Przemo Łukasik, architekt.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od kilku lat kosztem setek milionów złotych Bytom przechodzi rewitalizację. Władze razem z mieszkańcami stworzyły projekt, który zmienia miasto. Po wprowadzonych dwa lata temu zmianach w programie rewitalizacji projektów przybyło.

– Widzimy, jak zmienia się Śródmieście Bytomia, jak pięknieją kamienice i ulice m.in. przy ul. Dworcowej, Rycerskiej czy ul. Zaułek. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie aktualizacja GPR. Dofinansowanie unijne w połączeniu z prywatnym kapitałem i ogromnym zaangażowaniem wspólnot mieszkaniowych daje niesamowity efekt – mówił Mariusz Wołosz, prezydent Bytomia.

We wtorek 15 listopada spotkaliśmy się w Bytomiu, by w ramach projektu Miasta Idei porozmawiać z mieszkańcami i ekspertami o tym, co już się tu wydarzyło i co jeszcze powinno się zmienić.

Zaczęliśmy od warsztatów z mieszkańcami. – Udało się znaleźć nowego właściciela dla Elektrociepłowni Szombierki, tu duży sukces. Czekam na rewitalizację dzielnicy Bobrek, dobrym przykładem jest Nikiszowiec – mówiła jedna z mieszkanek.

Inny efekt zmian to zieleń w mieście. – Bytom warto poznać. Jest zielony i ma wiele zabytków. To miasto z ogromnym potencjałem turystycznym. To miasto do odkrycia – podkreślał jeden z gości.

– Do 2018 roku to w miarę dobrze odbyła się tylko komunikacja z mieszkańcami, choć
nieidealnie. Po 2018 r. widzę ogromną zmianę na plus, ale widzę też, że władza dławi się ogromem inwestycji – dodał mieszkaniec Bytomia.

Celem rewitalizacji jest to, żeby mieszkańcy byli dumni ze swojego miasta, żeby mieszkańcy innych miast chcieli tu zamieszkać.

Jak zwiększyć przywiązanie do Bytomia?

Co może przyciągnąć do Bytomia? Uczestnicy warsztatów wypracowali listę takich rzeczy. Są to tańsze mieszkania, architektura i układ miasta, które zdaje się być kompaktowy i wygodny, dobry dostęp do zadbanych terenów zielonych, spora ilość miejsc rekreacji oraz dobre położenie. Bytom jest dobrze skomunikowany i leży w centrum Metropolii. Te zalety powinna, zdaniem naszych rozmówców, spinać dobrze opowiedziana historia o Bytomiu, która będzie atrakcyjna dla obecnych i nowych mieszkańców.

Ważne jest, aby stale zwiększać poczucie przywiązania mieszkańców do Bytomia oraz odpowiedzialność mieszkańców za miasto. Uczestnicy warsztatów uważają, że może tym pomóc formalne powołanie dzielnic oraz ich rad. To pomogłoby też tworzyć dobre projekty do budżetu obywatelskiego i angażować w nie mieszkańców. Bytomianie chcą też większego nacisku na edukację regionalną w przedszkolach i szkołach, warto pomyśleć też np. o spacerach po dzielnicach, aby bardziej związać się z okolicą i poznać jej historię miejsca.

– Bytom to wielokulturowość. To także powinniśmy pokazać. Należy zbudować swoją siłę na tych różnorodnościach – padła na koniec propozycja.

Prezydent: Bytom został zniszczony

Po warsztatach odbyła się publiczna dyskusja. Naszymi gośćmi byli: Mariusz Wołosz, prezydent Bytomia, Sylwia Widzisz-Pronobis, architektka, dr Maria Buszman, specjalistka ds. public relations, autorka strategii promocji miast, Przemo Łukasik, architekt, współwłaściciel pracowni Medusa Group oraz dr Adam Hajduga, wiceprezydent European Route of Industrial Heritage.

Mariusz Wołosz już na wstępie przypomniał, że w czasie rabunkowego wydobycia węgla miasto zostało w sposób dramatyczny zniszczone.

– Nawet II wojna światowa nie zniszczyła miasta tak, jak prowadzone tu później wydobycie węgla – podkreślał. I dodawał, że miasto zostało nie tylko wykorzystane i zniszczone, ale tak naprawdę nie doczekało się wynagrodzenia tych strat. – Co więcej, nasze problemy nie są rozumiane w Warszawie. Poziom wiedzy jest taki, że my wiemy, co jest na Śląsku, a im się wydaje, że wiedzą. A mówimy o mieście, w którym swego czasu powstawało 2 proc. PKB całej Polski. Ludzie mieli więc prawo czuć się tu oszukani. Zaś sama rewitalizacja, zanim rozpoczęła się obecna kadencja, była markowana – podkreślił prezydent Wołosz. Dodał też, że gdyby nie unijne dotacje, to w ogóle nie można by planować odnowy Bytomia.

Wizerunek Bytomia szybko się zmienił

Sylwia Widzisz-Pronobis wspominała też rozmowy z mieszkańcami o tym, co trzeba w mieście zmienić. – Chcieli oczyszczenia kamienic. To jest zauważalne, to widać. Inwestycyjnie jesteśmy do przodu – podkreśliła. Przyznała jednak, że u progu rewitalizacji problemem była niechęć mieszkańców do działania na rzecz miasta.

Maria Buszman zwracała z kolei uwagę na kwestie związane z wizerunkiem Bytomia. – Jeszcze kilka lat temu inwestorzy, których chciałam pytać o Bytom, byli zaskoczeni, że ktoś chce w ogóle rozmawiać o tym mieście. Jak się już spotkaliśmy, to okazało się, że ludzie nie dowierzali wtedy w miasto i jego zmianę. Dlatego tak bardzo ważne tu było faktyczne, a nie pozorowane działanie. Mam takie poczucie, że dziś w Bytomiu jest konkret. Jest chęć zmiany, widać jej efekty. To jest kluczowe. Widzę bardzo pozytywne działania w stosunku do komunikacji z mieszkańcami – dodawała.

Prezydent Mariusz Wołosz nawiązał do tego, że miasto i jego mieszkańcy wciąż walczą ze stereotypami. Jej elementem była akcja promującą zamieszkanie w Bytomiu.

– Była to akcja, w której brali udział ludzie, którzy do nas przyprowadzili się z innych miast. I mówili nam, że jest zielono, że tu jest pięknie – przypomniał.

Adam Hajduga zwracał uwagę, że wbrew pozorom 100 mln euro z UE na rewitalizację Bytomia to niewiele. – Prezydent ma rację, że Bytom został pozostawiony w pewnej chwili sam sobie. Kompleksowe rewitalizacje są o wiele droższe. Te 100 mln euro to są drobne, jeśli chodzi o skalę miasta. W Zagłębiu Ruhry w latach 80. rewitalizacja miała wartość ok. 5 mld euro licząc po dzisiejszych pieniądzach. W Luksemburgu na niewielki 27-hektarowy obszar wydano miliard euro, a mówi się o kolejnych 900 mln euro. Zatem jeżeli nie będzie środków unijnych, to żaden inny plan już się tu nie powiedzie – mówi dr Hajduga.

Bytom pozwala żyć zgodnie z marzeniami

Chwalił też obecne władze Bytomia za konsekwencję w działaniu. – Za kilka lat zobaczymy efekty. W takich projektach trzeba czasu. To są projekty na dekady – przypomniał.

Przemo Łukasik podkreślał, że jest i chce być bytomianinem. Tu mieszka, tu ulokował swoją pracownię, która początkowo miała biura w Gliwicach. – W Bytomiu wiele osób aktywizuje się, by zmieniać miasto. Dbają, szukają, pracują, wkładają w to pieniądze – ocenił.

Dodał też, że dla niego ważne jest tu to, że ma wokół siebie sąsiedztwo. – Jestem sąsiadem kogoś, czegoś, jakiegoś otoczenia. Bytom jest miastem, w którym trzeba mieć pomysł i trochę odwagi. Tacy są np. ludzie, którzy walczyli o EC Szombierki i walczą o nią dalej. Trzeba ich wspierać, a nie tylko rozliczać. Trzeba pokazywać, że historia tych obiektów to nie tylko historia Bytomia i Polski – mówił Przemo Łukasik. Na koniec powiedział o największej zalecie Bytomia.

– Pozwala mi żyć, tak jak sobie wymarzyłem. Pozwala mi żyć, tak jak sobie życzę – mówił.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem