Miasto tworzymy dla mieszkańców i z mieszkańcami. I tego zamierzam przestrzegać. Tej przestrzeni nie zagospodarujemy bez rozmów i konsultacji z mieszkańcami - mówi Andrzej Dziuba, prezydent Tychów.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przemysław Jedlecki: Czy Tychy naprawdę potrzebują nowego centrum?

Andrzej Dziuba, prezydent Tychów: Tak. Zależy nam na tym, by przyciągnąć nowych mieszkańców. Wiele miast się wyludnia. Dotyczy to również Tychów, choć nie w tak dużym stopniu, jak innych miast w naszym kraju. Musimy reagować i zrobić wszystko, by być atrakcyjnym, dobrym miejscem do życia. Nie tylko dla tyszan, ale też dla tych, którzy dopiero się tu sprowadzą lub przyjechali w ostatnim czasie, tak jak wielu Ukraińców. Liczę, że wszyscy docenią zalety mieszkania w Tychach.

Dlaczego warto walczyć o mieszkańców? Część samorządowców mówi, że depopulacja jest i już. Nie wydają się zmartwieni.

- Moim zdaniem to niepokojące zjawisko. Przekłada się przecież na budżet miasta. Od tego, ile miasto ma mieszkańców, zależy to, jakie ma dochody. Liczba mieszkańców to też swoista ocena zarządzania miastem. Miasta budujemy, tworzymy, zmieniamy po to, żeby ludziom żyło się dobrze. To moja praca, zlecona mi przez tyszan. Są rozmaite wskaźniki, rankingi, zestawienia. Można o nich dyskutować, cieszyć się lub martwić. Ale dla mnie najważniejszym wskaźnikiem jest to, czy w jakimś mieście ludzie chcą mieszkać czy nie. Bardzo zależy mi, by chcieli mieszkać akurat w Tychach.

Ale Tychy nie tracą mieszkańców tak szybko jak kilka innych miast regionu.

- W otaczających nas gminach (m.in. Wyrach, Kobiórze czy Bojszowach) przybyło tylu mieszkańców, ile ubyło nam. Exodusu rzeczywiście nie ma, ale właśnie po to chcemy stworzyć centrum miasta – otwarte i duże przestrzenie publiczne, miejsca spotkań pełne zieleni, by było magnesem przyciągającym nowych mieszkańców.

Wtedy ceny mieszkań w okolicy będą wysokie.

- Część mieszkań wybudują z pewnością prywatni inwestorzy, ale większość działek w tej okolicy to grunty miejskie. Zadbamy o to, by powstały tu mieszkania komunalne lub TBS-owskie, tak by były dostępne dla każdego. Nie chcemy tworzyć enklawy czy przestrzeni dla wybranych. Nowe centrum ma być miejscem dla każdego tyszanina i każdego gościa, który mam nadzieję potem tyszaninem zostanie.

Mówimy o zagospodarowaniu 15-hektarowego obszaru. Jaki jest plan na działania w tej sprawie?

- Po pierwsze, jesteśmy już po pierwszych i na pewno nie ostatnich konsultacjach społecznych w tej sprawie. Po drugie, mamy masterplan, czyli ogólny pomysł na tę przestrzeń, który wyznacza pewne ramy i będzie się też zmieniał, tak jak będą się zmieniały potrzeby, możliwości, oczekiwania. Ważne jest też to, że do końca tego roku chcemy mieć gotowy miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego tego obszaru. Będzie to już dokument, który niejako na twardo określi zasady zabudowy, wyznaczy, gdzie mogą powstać mieszkania, a gdzie np. może pozostać tylko zieleń. Zadbamy też o coś więcej. Dopilnujemy, by nowe centrum miało jasno określone nie tylko zasady zabudowy i urządzenia tego miejsca, ale także m.in. to, jak np. właściciele budynków będą mogli zmieniać wygląd swoich domów. Kluczem ma być estetyka, dostępność, poszanowanie przyrody oraz wzajemny szacunek wobec wszystkich osób, które będą korzystały z tej przestrzeni.

Na Miastach Idei jasno wybrzmiało coś, co jest dla mnie oczywiste. Miasto tworzymy dla mieszkańców i z mieszkańcami. I tego zamierzam przestrzegać. Tej przestrzeni nie zagospodarujemy bez rozmów i konsultacji z mieszkańcami.

A co z presją czasu? Czasem mieszkańcy chcą efektu od razu.

- Od początku mówimy, że budowa centrum to projekt na co najmniej kilkanaście lat. Z dwóch powodów. Mamy do czynienia z dużym obszarem w centralnym miejscu Tychów, więc zakres inwestycji będzie ogromny, to pociągnie za sobą bardzo duże koszty. Inwestycje w tym miejscu z pewnością będą kosztować wiele milionów złotych.

Na razie jesteśmy na początku drogi, ale ten początek jest niezwykle istotny. To właśnie teraz trwają konsultacje społeczne, rozmowy, debaty, warsztaty. Daje to nam wiedzę, co powinniśmy zrobić, a czego unikać. Co jest ważne dla naszych mieszkańców. Planujemy też utworzyć strukturę organizacyjną, która zajmie się codzienną pracą z mieszkańcami nad tym projektem. Chcemy także ogłosić konkurs architektoniczny na zagospodarowanie terenów zielonych – „zielonej osi". Budowa centrum to projekt, przy którym będziemy działać wspólnie – z architektami, urbanistami, inżynierami, przedsiębiorcami, ale przede wszystkim z mieszkańcami Tychów.

Pytanie jednak, czy miasto stać na tę inwestycję.

- Pieniądze będą bardzo ważne. Bez nich miasta nie zmienimy. Mówię to z całą odpowiedzialnością, przy czym zwracam uwagę, jak ważny tu jest kontekst polityczny. Obecnie rządzący Polską zmieniają system podatkowy nie tylko w taki sposób, że obniża się dochody samorządów, ale też jest to robione nieraz w sposób nagły, nieprzemyślany. Potrzebne i ważne dla mieszkańców projekty, które chce realizować prezydent czy burmistrz mogą być „popsute" systemowo przez kogoś z Warszawy. Może wręcz dojść do tego, że ostateczne decyzje o tym, czy my w Tychach lub w jakimś innym mieście zrealizujemy ten czy inny projekt, będzie decydował ktoś, kto pewnie nigdy w naszym mieście nie był. Kto nie ma pojęcia o tym, czym żyje miasto, jakie ma potrzeby, wyzwania, problemy. To jest ogromne ryzyko.

Od czego ono zależy?

- Od wyniku następnych wyborów parlamentarnych. Jeżeli wygra obecna opcja, to maniera, trend i sposób traktowania samorządów nie tylko się utrzyma, ale zostanie pogłębiony. Jeżeli wygrają ugrupowania demokratyczne, jest ogromna szansa, że wszystko wróci do czasów, gdy traktowanie po partnersku samorządów było normą.

Z czego wynika chęć ograniczenia samorządów?

- Szczerze mówiąc nie bardzo wiem. Chętnie bym w cztery oczy porozmawiał o tym np. z premierem. Przecież to, że Polska wygląda dziś jak wygląda to przede wszystkim zasługa samorządów. Nie chodzi już nawet o to, że to samorządy są bliskie ludziom, a rząd zawsze jest gdzieś daleko. Nie. To samorządy są największym inwestorem w Polsce. A przez to motorem rozwoju i przemian. Jak można chcieć to popsuć? To bez sensu. Modyfikacje, poprawki oczywiście są potrzebne. Ale zniszczenie wszystkiego, co się zastało, co przez tyle lat było budowane i działało, jest karygodnym błędem,

Powstał Ruch Samorządowy Tak! Dla Polski. Po co?

- Ruch łączy wielu wójtów, burmistrzów i prezydentów z całej Polski. Mamy nadzieję, że uda nam się zatrzymać psucie samorządu. Podpisaliśmy też porozumienia ze wszystkimi partiami opozycyjnymi, którym przedstawiliśmy nasze postulaty.

Tychy są częścią Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Dobrze się w niej czują?

- Tak, ponieważ GZM jest apolityczny. Oczywiście jako obszar miejski mamy problemy. Między niektórymi gminami wchodzącymi w skład metropolii są zbyt duże różnice, szczególnie ekonomicznie. Rozmawiam np. z prezydentem Katowic o pewnym projekcie, który może nam pomóc w funkcjonowaniu miast, ale od przedstawicieli innych gmin słyszę, że ich na to nie stać. Pieniądze to jednak niejedyny problem. Czasem brakuje nam poczucia wspólnego celu. Przecież nawet przy rozmowach o komunikacji publicznej spieramy się o to, jak ma się rozwijać, a wręcz czy ma się rozwijać. Najważniejsze jest jednak to, że rozmawiamy i szukamy konsensusu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem